„Polowanie na skrzaty”, czyli wesoła i dynamiczna gra dla dzieci

Cisza i spokój? To nie u nas, bo dzięki wydawnictwu Hobbity.eu biegamy po całym mieszkaniu grając w „Polowanie na skrzaty”.


Gra autorstwa Alexandra Garcii jest karcianką, ale nie ma nic wspólnego ze stateczną grą w kręgu, gdzie wszyscy siedzą grzecznie na tyłkach. Wręcz przeciwnie, zabawa polega na ukryciu w różnych częściach pokoju albo całego domu kart ze skrzatami, zgodnie z wytycznymi z instrukcji. Zwycięża ten zawodnik, który zbierze największą ilość skrzatów. Co ciekawe znalezienie największej ilości kart wcale nie gwarantuje wygranej, bo liczą się umieszczone na nich punkty.

W zestawie znajdziemy:
  • 9 kart ze skrzatem Spryciarzem – to ten cwaniak siedzący w doniczce z muchołówkami,
  • 9 kart z jednym skrzatem,
  • 9 kart z dwoma łobuzami,
  • 9 kart z trzema psotnymi skrzatami
  • plus po jednej zapasowej karcie każdego typu.

Same karty swoją wielkością i jakością przypominają typowe karty do gry, czyli są giętkie i pokryte laminatem. Oczywiście trzeba uważać, żeby ich nie pognieść, albo nie zmoczyć (np. w łazience, nam się akurat zdarzyło). Dwustronne ilustracje są dynamiczne, kolorowe i wesołe, a przedstawione na nich skrzaty angażują się w różne domowe psoty i aktywności. Całość jest sympatyczna i przyjemna dla oka. Co ważne, karty zostały zapakowane w zgrabne, nieduże pudełeczko, które chroni zawartość i nie zajmuje dużo miejsca na półce. 
 

Jak już wspominałam celem gry jest zebranie jak największej ilości skrzatów. Wybór sposobu gry zależy przede wszystkim od ilości dzieciaków, ich wieku oraz pomieszczenia, którym dysponujemy. Przed przystąpieniem do gry koordynator zabawy (najlepiej osoba dorosła, która nie będzie brała udziału w wyścigu) chowa skrzaty w pomieszczeniu lub całym mieszkaniu, nie zapominając, że karta 1 skrzat musi być w całości na widoku, 2 skrzaty muszą być widoczne w połowie, a karta z 3 skrzatami musi być całkowicie schowana. Oczywiście skrzaty należy ukrywać w taki sposób, żeby dzieci miały do nich swobodny dostęp, w zakamarkach, do których każdy uczestnik zabawy dosięgnie, a same poszukiwania były prowadzone w bezpiecznej atmosferze.

W wersji drugiej to uczestnicy sami chowają skrzaty przed pozostałymi graczami w rożnych pomieszczeniach w domu, trzymając się tych samych wytycznych co w opcji pierwszej.

Kiedy wszystkie skrzaty są już ukryte, a uczestnicy gotowi, wówczas na słowo „start” rozpoczyna się wyścig.Gracz, który znajdzie kartę, musi zabrać ją ze sobą. Oczywiście koordynator zabawy może pomagać dzieciakom z pomocą tradycyjnych haseł „ciepło”, „zimno”.

Instrukcja podpowiada, żeby wyznaczyć czas trwania wyścigu, np. 5 min, choć my bawiliśmy się do skutku, czyli dopóki nie znaleźliśmy wszystkich kart. Jeśli wybierzecie wersję z zegarkiem, to po upływie czasu gracze przerywają poszukiwania i wracają na miejsce zbiórki, żeby policzyć skrzaty i dowiedzieć się kto zwyciężył. 


Tyle instrukcja. W naszej wersji graliśmy tylko we trójkę (synek, mąż i ja), wymieniając się rolą moderatora, a pozostała dwójka brała udział w polowaniu. Z obserwacji wynika, że dziecko również bez problemu nadaje się do roli koordynatora i ma przy tym świetny ubaw. Wydawca podpowiada, że do udziału w grze wystarczy zaledwie dwójka graczy, jednak najlepsze jest to, że można zorganizować zabawę nawet dla 9 osób. A to oznacza, że gra sprawdzi się na każdym kinderbalu, a nawet w grupie przedszkolaków. Oczywiście poziom hałasu rośnie wprost proporcjonalnie do ilości dzieciaków biorących udział w polowaniu, ale hej, ta gra, to jeden z najfajniejszych sposobów, żeby się wybiegać, wyszaleć i tak po prostu dzielić się nieokiełznaną radością. 

Czas zabawy przewiduje się na średnio 10 minut, a minimalny wiek dzieciaków to 4 lata, choć myślę, ze i trzylatki bez problemu poradzą sobie z zabawą. Górnej granicy wieku nie odnotowano, bo nawet my, stare konie, bawiliśmy się doskonale.

„Polowanie na skrzaty” to karcianka, która zaskakuje swoją dynamiką. Zabawa generuje ogrom śmiechu, ruchu i rozgardiaszu, a wyścig z innymi graczami wzbudza mnóstwo emocji. Dla mnie bomba, bardzo lubię takie nieoczekiwane szaleństwa, które nawet poważnym dorosłym pozwalają choć na chwilę poczuć się jak rozbrykane dzieciaki. A jak już wszyscy uczestnicy padną ze zmęczenia, to nic nie stoi na przeszkodzi, żeby pobawić się w zmyślanie historyjek na podstawie kart używanych w zabawie.

💙💙💙
Alexandre Garcia, Polowanie na skrzaty, il. Fabrice Boulanger, wiek +4, ilość graczy 2-9, wyd. Hobbity.eu. 
 

Komentarze

  1. Będę ją miała na uwadze za te 2-3 lata :D Nie pamiętam, żebym spotkała się z tak dynamiczną karcianką (a swojego czasu byłam na bieżąco z grami dla dzieci) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Gra wydaje się genialna! Nigdy nie słyszałam o karciance, przy której jest tyle ruchu :) Mam nadzieję, że kiedyś wpadnie w moje ręce :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Będę miała w co pograć z dziećmi :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo fajna gra - myślę, że nawet mojej 8-letniej bratanicy przypadłaby do gustu, chociaż ona już stroni od takich zabaw :) Zasady nie są skomplikowane, więc młodsze dzieci również będą mieć wiele frajdy. Takie karty można zrobić samodzielnie, czasami wystarczy odrobina kreatywności. To świetna opcja dla tych, którzy nie chcą wydawać gotówki, a jednocześnie pragną ciekawie spędzić czas z maluchem. Akurat poszukuję pomysłu na niedrogi prezent - widzę, że "Polowanie na skrzaty" można kupić za około 30 zł, więc to niewygórowana cena.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz


Photobucket        

Mój instagram ♥