Zdumiewające picturebooki dla maluchów, czyli „Domki” i „Rycerz na zamku” Hectora Dexeta

Rycerz na zamku, Hector Dexet

Mój synek to konkretny chłopak. Wie co lubi i co mu się podoba, przy tym jest wyjątkowo zdecydowany. Dlatego za każdym razem kiedy podsuwam mu nowe książki, wiem co będzie na topie, a który tomik doczeka się ledwie jednej lektury. Nowości od Mamani, czyli „Domki” i „Rycerz na zamku” Hectora Dexeta okazały się nie tylko wielkim zaskoczeniem, ale też prawdziwym hitem w naszym domu.


Mówiąc szczerze przypuszczałam, że kartonówki Dexeta to będzie miła, ale jednorazowa lekturka, a tomiki puścimy dalej młodszym dzieciom w rodzinie. W końcu mój trzyipółletni chłopczyk wyrósł już z książeczek dla maluszków. Ale nic z tego, bo Ignaś wprost oszalał na punkcie obu tytułów. Nie znaliśmy wcześniejszych picturebooków francuskiego ilustratora, dlatego efekt wow zadziałał ze zdwojoną siła. Od kilku dni nie liczą się żadne inne książki, nawet ulubiony Albert zszedł na dalszy plan, a Mamaniowe nowości wertujemy po kilka razy dziennie.

Dzięki „Domkom” możemy zobaczyć gdzie mieszkają różne zwierzęta. Ślimak nosi swój domek na plecach, kurczęta wykluwają się w gnieździe, kijanki mieszkają pod nenufarem, a żaby na brzegu rzeki. Proste, jednozdaniowe teksty, nie miałyby większego znaczenia, gdyby nie obłędne ilustracje. Ale o tym za chwilę, bo strona graficzna odgrywa główną rolę również w przypadku tomiku „Rycerz na zamku”. Ilość tekstu jest porównywalna, ale historyjka zupełnie różna. Tym razem znajdujemy się na zamku, dowiadujemy się co trzeba zrobić, żeby zostać rycerzem, bierzemy udział w bitwie o zamek, a nawet świętujemy na wielkiej uczcie. I znów treść jest ledwie dodatkiem, bo całą robotę robią zadziwiające obrazki Dexeta.
Opracowanie graficzne obu tomików to prawdziwy majstersztyk. Ilustracje składające się z wielu geometrycznych elementów przywodzą mi na myśl „Maleńkiego króla” Taro Miura, choć akurat w tym przypadku na próżno szukać głębszego przesłania. Tutaj chodzi o czystą zabawę, a ta jest przednia. Kartonowe strony z dziurkami nie przestają zadziwiać i przy każdej kolejnej lekturze pozwalają odkryć nowe cuda. Bo oto żółta kula na jednej stronie okazują się słoneczkiem na stronie kolejnej. Magia, która fascynuje i zdumiewa, a także wywołuje szeroki uśmiech na dziecięcej buzi. Ale nie tylko, bo przyznaję, że i na mnie pomysłowość autora robi ogromne wrażenie.

Ulubione rozkładówki mojego synka do duchy i nietoperze w „Rycerzu na zamku” oraz pszczółki w „Domkach”. Dla mnie wszystkie są śliczne, wyjątkowo urokliwe, kolorowe w nieoczywisty sposób i maksymalnie podkręcające kreatywność. Można je oglądać po raz setny odkrywając kolejne detale i ukryte szczegóły. A co najlepsze to książeczki, które oczarują zarówno roczne maluszki, jak i trzyletnich łobuziaków. Wyjątkowe, fascynujące, po prostu wspaniałe. Polecam z całego serca.

💛💛💛
Hector Dexet, Domki (tyt. oryg. Maisons), wyd. Mamania, Warszawa 2019.
Hector Dexet, Rycerz na zamku (tyt. oryg. Le chevalier), wyd. Mamania, Warszawa 2019.

Komentarze


Photobucket        

Mój instagram ♥