Wzruszająca opowieść o dziecięcej samotności, czyli „Miedziany listek” Emilii Kiereś [recenzja przedpremierowa]

Nareszcie jest! „Miedziany listek” to trzeci tom wspaniałej, rodzinnej serii autorstwa Emilii Kiereś. Opowieść tak samo piękna, ciepła i magiczna, jak wcześniejszy „Srebrny dzwoneczek” i „Złota gwiazdka”. Co prawda tomik można czytać bez znajomości poprzednich części, ale gwarantuję, że wszystkie trzy powieści to czyste złoto, które trzeba znać. Drugiej tak niezwykłej serii nigdzie nie znajdziecie.


Tereska bardzo cieszy się na rozpoczęcie nowego roku szkolnego. W końcu spotka się ze swoją najlepszą przyjaciółką Ewką, której nie dziewczynka nie widziała przez całe wakacje, a co najważniejsze drugoklasistki umówiły się, że będą razem siedzieć w ławce. Entuzjazm Tereski opada zaraz po przekroczeniu szkolnych murów, bo Ewka wypiera się wszystkiego i siada razem z inną koleżanką. Nasza bohaterka zostaje sama, a kolejne dni okazują się nie mniej trudne, bo dziewczynki szczebiotają jak papużki nierozłączki i nie dopuszczają nikogo do swoich sekretów. Jakby tego było mało okazuje się, że Ewie urodziła się siostra. Właściwie wygląda na to, wszystkie dzieci poza Tereską mają rodzeństwo. Dziewczynka czuje się coraz bardziej nieszczęśliwa i samotna.

Emilia Kiereś ma prawdziwy dar do kreowania dziecięcych emocji. W trakcie lektury czytelnik czuje w środku wszystkie dramaty małej Tereski. Zignorowana przez przyjaciółkę, zawiedziona i rozczarowana bohaterka zaczyna się nad sobą coraz bardziej użalać. Co prawda wesoła część jej natury przez cały czas próbuje się przebić, ale małej trudno zrozumieć dlaczego rodzice nie mają więcej dzieci. Dopiero spotkanie z Jasiem pomaga jej zmienić sposób myślenia i patrzenia na świat. Wspólne tropienie Potwora sprawia, że między tą dwójką rodzi się prawdziwa przyjaźń, której oboje tak potrzebują.

„Miedziany listek” wzrusza nie mniej niż dwa poprzednie tomiki Emilii Kiereś. Łzy płyną po policzkach, ale z twarzy nie schodzi uśmiech, bo każde zdanie trafia prosto w serce i porusza jego najczulsze struny. Bardzo się cieszę, że pisarka nie boi się trudnych tematów, choć porusza je w delikatny i empatyczny sposób. Historia Jasia jest tego najlepszym przypadkiem. Dzieciom zasygnalizuje sytuację chłopca, pokaże jak różnie może się układać w życiu, a dorosłych chwyci za gardło szczególnie jedną z ostaniach scen i łzami w oczach cioci.

Po raz kolejny Emilia Kiereś ujęła mnie swoją wrażliwością i telnetem do opowiadania historii. I znów dziecięce problemy, tak zwyczajne przecież, zostały przedstawione w ciepły i subtelny sposób. Dlatego tak bardzo lubię książki pani Kiereś. Ich lektura pomaga zdjąć ciężar z dziecięcych serduszek, dodaje otuchy, a także tchnie nadzieją i optymizmem, a dorosłym pomaga zrozumieć dziecięce emocje, uwrażliwia na problemy najmłodszych i nie pozwala bagatelizować dziecięcych lęków.

„Miedziany listek” to naprawdę dobra książka. Nie tylko literacko piękna, ale przede wszystkim dobra pod względem ludzkim. Historia Tereski mocno grzeje serducho, bo dziewczynka w prosty sposób udowadnia jak wielką wartością jest miłość, przyjaźń, wrażliwość i szacunek do innych ludzi, a także zwykła życzliwość i ciepły uśmiech. Takie to proste, a tak często o tym zapominamy. Ilustracje Małgorzaty Musierowicz zawsze są piękne, ale tym razem artystka przeszła samą siebie. Jej jesienne pejzaże aż szarpią za serce. Jest w nich melancholia połączona z całym pięknem październikowych kolorów. Zestaw idealny. Magia w najczystszej postaci. 

PS
Pękam z dumy i ocieram łezkę wzruszenia, bo „Miedziany listek” ukazał się pod patronatem Zaczytanej mamy! Tak wygląda pełnia szczęścia. 💚

💚💚💚
Emilia Kiereś, Miedziany listek, il. Małgorzata Musierowicz, wyd. Akapit Press, Łódź 2019.

Komentarze

Prześlij komentarz


Photobucket        

Mój instagram ♥