Minimalistyczna opowieść o matczynej miłości, czyli „Moje maleństwo” duetu Zullo/Albertine

Nowość od wydawnictwa Wytwórnia, czyli „Moje maleństwo” Germano Zullo, to wbrew pozorom nie jest książka dla dzieci. To tomik idealny dla mam, a ściślej mówiąc dla mam chłopców. Wiecie, to ten rodzaj książeczki, który miażdży serce i wyciska łzy z matczynych oczu.


Dzieło duetu Zullo/Albertine, znanych z kartonowych tomików „W górach” i „Nad morzem”, to książka dziwna i nietypowa. Właściwie to ledwie zbiór prostych szkiców z jeszcze prostszymi zdaniami, które nie układają się w sensowną opowieść. Przynajmniej na pierwszy rzut oka, bo wystarczy zagłębić się w lekturze, żeby już po chwili poczuć wzbierającą w sercu falę czułości. „Moje maleństwo” to opowieść o życiu. O trzymaniu swojego małego świata w ramionach, patrzeniu jak rośnie, dzieleniu zabaw i uczuć. Ale też o powolnym przemijaniu, przejmowaniu ról swoich rodziców i o odchodzeniu. 
 

 
„Moje maleństwo” to opowieść utkana z szeptów, niedopowiedzeń, znaczeń ukrytych między wierszami i prostych myśli, które czasami najtrudniej wypowiedzieć. Dziwna, rwana treść z bardzo prostymi, minimalistycznymi ilustracjami wzrusza i wywołuje odruch tulenia. Po lekturze czytelnik (w domyśle mama czytelniczka) ma ochotę natychmiast zamknąć w ramionach swoje maleństwo, bez względu na to, ile „maleństwo” ma lat. Podejrzewam, że nie każdemu tego typu tomik przypadnie do gustu, ale do mnie ten artystyczny przekaz trafia. Dlatego z dumą dołączam „Moje maleństwo” do mojej osobistej kolekcji książek bliskich sercu i już wiem, że będę do niej regularnie wracać.

💚💚💚
Germano Zullo, il. Albertine, Moje maleństwo (tyt. oryg. Mon tout petit), tłum. Jacek Mulczyk-Skarżyński, wyd. Wytwórnia, Warszawa 2019.

Komentarze

  1. Przejrzałam tylko te kilka stron, które udostępniłaś i... łzy zakręciły się w oczach, więc to zdecydowanie książka dla mnie. Dziękuję za polecenie!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz


Photobucket        

Mój instagram ♥