Najlepsza młodzieżówka ostatnich lat, czyli „My dwie, my trzy, my cztery” Sarah Crossan

Dobra młodzieżówka powinna poruszyć nastolatkę, oczarować jej starszą siostrę, a także sprawić czytelniczą przyjemność kuzynce po 30. i mamie przed 50. I choć o ideał trudno, to Dwóm Siostrom znów się udało! Wydana niedawno powieść „My dwie, my trzy, my cztery” Sarah Crossan, docelowo przeznaczona dla młodych dziewcząt, z pewnością zmiażdży serce każdej czytelniczki bez względu na wiek.


Trzynastoletnia Apple mieszka razem z babcią i choć kocha staruszkę całym sercem, a babcia opiekuje się wnuczką z oddaniem, to czasami przepaść pokoleniowa jest zbyt duża. Bohaterki nie potrafią szczerze rozmawiać o swoich uczuciach, co szczególnie doskwiera dojrzewającej dziewczynce. Tym bardziej, że na jej barki spada coraz więcej młodzieńczych problemów, a opiekunka nie potrafi dać jej potrzebnego wsparcia. Ale pewnego dnia niespodziewanie wraca mama Apple. Młoda, piękna, przebojowa. Dokładnie taka, o jakiej nastolatka marzyła. Pełnia szczęścia. Jednak szybko okazuje się, że babcia miała rację powtarzając starą jak świat mądrość – uważaj o czym marzysz, bo może się spełnić.

„My dwie, my trzy, my cztery” chwyta za gardło od pierwszej do ostatniej strony. Czasem śmieszy, innym razem przeraża. Bo irlandzka pisarka precyzyjnie uderza w najczulszy punkt odbiorcy, czyli w rodzinę. W ludzi najbliższych sercu, których jednocześnie najtrudniej kochać. Cała opowieść przedstawiona została z perspektywy nastoletniej dziewczynki, której uporządkowany świat zmienia się wraz z pojawieniem się matki i niechcianej niespodzianki w postaci dziesięcioletniej siostry. Nagle z dwóch kobiet w rodzinie robią się cztery, a mieszanka ich charakterów, oczekiwań, pretensji i buzujących uczuć zagwarantuje czytelnikom lekturę pełną wzruszeń i emocji.

Świat oglądany oczami bystrej i wrażliwej trzynastolatki jest tak pełen nadziei, że aż boli. Nadziei na normalny dom, miłość, ciepło, wsparcie i zrozumienie. Nie ma w tym nic dziwnego, przecież to pragnienia każdego dziecka. Tylko, że śledzenie tej historii z „dorosłej” perspektywy przyprawia o gęsią skórkę. Bo w trakcie lektury dojrzały czytelnik przewidzi konsekwencje wydarzeń i dostrzeże całą powagę sytuacji, której Apple nie dopuszcza do myśli. I to jest straszne uczucie, ponieważ odbiorca przejmuje się losami dziewczynek i podświadomie chciałby je chronić, a jedyne co może zrobić, to przerzucić kolejną stronę.

Sarah Crossan nie moralizuje i nie oskarża swoich bohaterek. Właściwie każda z nich ma swoje racje. I choć najłatwiej potępić bezmyślną i bujającą w obłokach matkę, to pisarka nie pozwala na lekkomyślne szafowanie wyrokami. I to jest wartość, którą docenią szczególnie nieco starsi czytelnicy. Pisarka rozkłada na czynniki pierwsze skomplikowane relacje rodzinne i pokazuje jak koncertowo potrafimy zawodzić nasze dzieci. Tak jak w przypadku Apple, która miota się między skłóconymi dorosłymi, trudną relacją z młodszą siostrą, konfliktem z przyjaciółką i pierwszą miłością. Ta emocjonalna kumulacja byłaby nie do zniesienia, gdyby nie dobry i serdeczny nauczyciel z pasją, który swoim niekonwencjonalnym podejściem do nauczania pomaga trzynastolatce okiełznać uczucia oraz odkryć w sobie prawdziwy talent. Dlatego czytajcie „My dwie, my trzy, my cztery”, bo to piękna i poruszająca powieść, która pod płaszczykiem miłej i lekkiej młodzieżówki opowiada o tym, co w życiu najważniejsze – o miłości, przyjaźni, rodzinie, przebaczeniu i drugich szansach.

 💙💛💙
Sarah Crossan, My dwie, my trzy, my cztery (tyt. oryg. Apple and Rain), tłum. Małgorzata Glasenapp, wyd. Dwie Siostry, Warszawa 2018.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz