5 powodów, dla których warto pokochać wydawnictwo Aksjomat!

Krakowski Aksjomat to moim zdaniem jedno z najciekawszych, ale też najbardziej niedocenianych wydawnictw dziecięcych na polskim rynku. W ich ofercie znajdziecie mnóstwo ciekawych i wartościowych książeczek, o których powinno być głośno. Dlatego dziś chciałabym Wam pokazać pięć niezwykłych książkowych powodów, dla których warto pokochać wydawnictwo Aksjomat!

1. „Jestem kreską. Pobaw się ze mną!” - Anna Jankowska

Kreska objechała z nami wakacje, bo książeczka o jej przygodach trafiła pod nasz dach kiedy walizki były już spakowane. Nie mieliśmy czasu przyglądać jej w domu, dlatego zaryzykowałam i zabrałam ją na urlop. Od tamtej pory minęły już dwa miesiące a ja nadal jestem w szoku. Zadziwia mnie, że tak prosty pomysł chwycił i zachwyca mnie pomysłowość autorki.
Annę Jankowską znam z bloga, fejsbukowej grupy, poradnika dla rodziców, a teraz jeszcze z tej niezwykłej książeczki. „Jestem kreską” to książka interaktywna, która zagaduje czytelników i zleca im różne zadania do wykonania. Świetna zabawa bez elektroniki jest możliwa, każda mama o tym wie, czasami po prostu brakuje człowiekowi pomysłów na to, czym zająć nudzące i stękające latorośle. I tu z pomocą przychodzi Anna Jankowska – pedagog z długoletnim doświadczeniem, czyli kobieta która zna się na swojej robocie.
Tomik „Jestem kreską” rozbraja już samym tytułem i grafiką na okładce. Zabawa zaczyna się grzecznie i spokojnie, ale z każdą kolejną stroną jest tylko ciekawiej. Bohaterka zmusza czytelników do ciągłej uważności, skacze między stronami (dlatego czasami trzeba wspomóc maluchy nieznające cyfr, straszaki poradzą sobie same) i zachęca do rożnych wygłupów. Jeszcze nigdy nie udało nam się wykonać wszystkich poleceń od początku do końca, bo jednak jest tego sporo i mojemu dwuipółlatkowi zwyczajnie brakuje cierpliwości. Ale gada z kreską z wielką radością, szczególnie pierwsze strony, na których trzeba się z kreską przywitać, a później dmuchać sprawiają mu wielką frajdę.
Szata graficzna jest bardzo prosta, w końcu bohaterką jest zwykła kreska, ale w książeczce nie brakuje kolorów i wesołych obrazków, które tylko podkręcają dobry humor małych czytelników. Jednak całą robotę robi treść, czyli zabawne polecenia i nieoczywiste ćwiczenia, które rozwijają wyobraźnię, ćwiczą koordynacją ręka-oko, testują dziecięcą kreatywność i uwalniają mnóstwo pozytywnej energii. Gwarantuję, że przedszkolaki będą zaśmiewać się do łez.


2. „Odkrycie Limeryki, czyli 108 dobrze umiejscowionych wierszydeł dla dzieci” - Bogusław Michalec, il. Diana Karpowicz

Tworzenie limeryków jest trudną sztuką. Niewielu potrafi napisać anegdotkę, która spełnia wymogi techniczne, jest zabawna i sensownie się rymuje. Na szczęście Bogusław Michalec doskonale odnajduje się w zmyślaniu humorystycznych miniaturek. Wierszyki jego autorstwa są absurdalne, groteskowe i komiczne. Tytuł, a szczególnie podtytuł „czyli 108 dobrze umiejscowionych wierszydeł dla dzieci” podpowiada wokół jakiej tematyki skupia się autor w swoich tekścikach. Podróże małe i duże, skoki po całej kuli ziemskiej, pozwalają oznaczać szpileczką kolejne miejsca na mapie świata. Często bohaterami wierszyków są zwierzęta, mniej lub bardziej powiązane z miejscami, w których przeżywają najdziwniejsze przygody. Absurd goni absurd, a przez to w trakcie lektury trudno powstrzymać głośne wybuchy śmiechu. Jednak cały czas mam wrażenie, że to książeczka raczej dla dorosłych niż dla dzieci. No może jeszcze dla nastolatków. Wydaje mi się, że abstrakcyjny humor prezentowany w limerykach, szpilki wbijane to tu, to tam, a nawet różne życiowe nawiązania mogą być dla dzieci niezrozumiałe. Za to rodźcie będą się przednio bawić.
Miniaturki liryczne pana Bogusława przyozdobione zostały czarującymi ilustracjami Diany Karpowicz. Szata graficzna jest kolorowa, choć artystka konsekwentnie stosuje odcienie tylko trzech kolorów – niebieskiego, czerwonego i zielonego. Treść i obraz tworzą razem spójną i błyskotliwą całość. Lektura wierszyków okraszonych dowcipnymi ilustracjami bawi, cieszy i doskonale poprawia humor. Jako cieplutki, milutki i słodziutki poprawiacz humoru na deszczowe jesienne dni „Limeryki” sprawdzą się idealnie. Cudeńko! ♥

3. „100 zagadek z różnych szufladek” - Bogusław Michalec, il. Anna Gensler

Zagadki były moją słabością w dzieciństwie. Uwielbiałam wszelkiego rodzaju zgadywanki i łamigłówki. Miałam nawet wielką księgę z wierszowanymi szaradami, którą znałam na pamięć, a mimo wszystko lubiłam do nie wracać. Żal mi, bo gdzieś przepadła, ale na szczęście znalazłam godnego zastępcę. „100 zagadek z różnych szufladek” Bogusława Michalca (nadwornego pisarza wydawnictwa Aksjomat) to prawdziwy strzał w dziesiątkę! W tomiku znajdziemy sto czterowersowych i rymowanych zgadywanek o rożnym stopniu trudności. 
Prawdziwą ozdobą tomiku są prześliczne i urocze ilustracje Anny Gensler. Uwielbiam bajkowy styl artystki, słodycz i zawadiackie iskierki humoru tak doskonale widoczne w rysowanych przez nią postaciach. Nie inaczej jest w przypadku „100 zagadek”. Szata graficzna rozbraja i nawet przeglądanie samych ilustracji jest już fantastyczną zabawą. Przy okazji ilustratorka puszcza oko do czytelnika i na swoich obrazkach zamieszcza drobne podpowiedzi dla małych czytelników. Dzięki temu przedszkolaki poradzą sobie nawet z nieco trudniejszymi łamigłówkami.


4. „Wierszyki, wyliczanki i zagadki dla przedszkolnej gromadki” - Bogusław Michalec, il. Ewa Nawrocka

Tomik „Wierszyki, wyliczanki i zagadki dla przedszkolnej gromadki” trochę przypomina „100 zagadek”, bo w nim również znajdziemy wierszowane zgadywanki (70 sztuk), których autorem jest, a jakże, Bogusław Michalec. Jednak poza szaradami w tej książeczce dostajemy pakiet uzupełniony o 40 wesołych wierszyków o zwierzątkach (tego samego autora) oraz wyliczanki dobrze znane z podwórka.
Całość została wymyślona tak, żeby zająć dzieciaki na dłuższy czas i być przygotowanym na różne okoliczności. Wierszyki możemy czytać z maluchami przed snem, zagadkami urozmaicać rodzinne popołudnia czy jazdę samochodem, a wyliczanki są obowiązkowym elementem podwórkowych zabaw. Do tego sympatyczne i ciepłe ilustracje Ewy Nawrockiej są piękną ozdobą tomiku.
O ile wierszyki i zagadki nie były dla mnie zaskoczeniem, bo są po prostu świetne, jak to zwykle bywa w przypadku tego autora, to wyliczanki sprawiły, że łezka zakręciła się w moim oku. Dzięki tym prostym i nieraz bezsensownym mini wierszykom mogłam choć na chwile wrócić do lat szczenięcych i przypomnieć sobie beztroskie zabawy z przyjaciółkami, które nosiły wtedy białe podkolanówki i kolorowe kokardy we włosach. Ach, to były czasy! Niektóre wyliczanki zapamiętałam inaczej, lub znałam tylko jedną zwrotkę, ale podejrzewam, że treść wyliczanek powiązana jest z regionem naszego pięknego kraju.
Jeśli macie w domu dzieciaki w wieku przedszkolnym, to tomik „Wierszyki, wyliczanki i zagadki dla przedszkolnej gromadki” będzie dla nich idealnym prezentem. Jestem pewna, że wspólna lektura sprawi całej rodzinie mnóstwo frajdy. Pamiętajcie tylko, że niektóre zagadki z „Wierszyków...” i „100 zagadek” powtarzają się, więc teoretycznie wystarczy jedne tomik. Który? Nie wiem, nie potrafię wybrać, dlatego cieszę się, że mamy oba :-)

5. „Świat przedszkolaka. Co dziecko wiedzieć powinno” - Agnieszka Bator, il. Artur Nowicki

Tomik „Świat przedszkolaka. Co dziecko wiedzieć powinno” jest dla mnie naturalnym rozwinięciem publikacji „Świat malucha. Moja pierwsza książeczka”. Oba tytuły to taka skarbnica wiedzy dla małego człowieka. „Świat malucha” sprawdza się doskonale u najmłodszych czytelników i choć początkowo miałam wątpliwości czy tego typu książeczka nie jest za bardzo przeładowana treścią, to okazało się, że mój synek wprost za nią przepada. Sam chętnie wybiera tę lekturę i wskazuje temat, który aktualnie najbardziej go ciekawi. Przeskakiwanie między różnymi działami nie jest dla niego żadnym problemem. Dlatego bardzo się cieszę, że na półeczce czeka na swą kolej „Świat przedszkolaka”.
Tomik autorstwa Agnieszki Bator składa się z 7 działów – w domu, do przedszkola, na wsi, człowiek i przyroda, podróże i transport, zdrowe ciało oraz przedszkolak wie. Zaczyna się od podstaw, czyli od spraw najbliższych każdemu dziecku – dom i rodzina, nazywanie pomieszczeń, koligacji rodzinnych, zwierzaczków domowych. Później przechodzimy przez drogę do przedszkola, poznajemy funkcjonowanie placówki i przy okazji w ramach wycieczki odwiedzamy zoo. Ciekawiej robi się od tematów związanych z wsią, bo poza nazwami zwierząt dziecko ma okazję dowiedzieć się co nieco o owocach i warzywach, a także podejrzeć jak powstaje chleb. Dalej mamy mapę świata, góry, morze, jeziora, pogodę i podstawy astronomii. Następie poznajemy rożne kwestie związane z transportem i swobodnie przechodzimy do tematów związanych z ciałem człowieka. I ta część jest moim zdaniem najciekawsza. Fajnie opracowane hasła, proste informacje i konkrety pozwolą dzieciom uporządkować zdobytą wiedzę oraz zrozumieć nieco trudniejsze zagadnienia. Końcówka to już tylko szybkie podsumowanie tego jak każdy przedszkolak powinien się zachowywać na pasach oraz w sytuacjach zagrożenia, a także co powinien wiedzieć – dni tygodnia, kolory, liczby.
Ilustracje Artura Nowickiego są bardzo ładne, estetyczne i przyjazne dla młodych czytelników. Szata graficzna zasługuje na najwyższe uznanie. Podobnie jak treść, która została mocno skondensowana i podana w przystępny sposób. Właściwie to krótkie komentarze do ilustracji, które pomogą przedszkolakom zrozumieć otaczających ich świat oraz zachęcą do dalszych poszukiwań, dociekań i zadawania pytań. Jak dla mnie pozycja obowiązkowa w każdym domu!