Mała Lamia i wielka drama, czyli wspaniała seria dla najmłodszych od wydawnictwa MANDO

MANDO

Jeszcze przed lekturą spodziewałam się, że seria książeczek o małej Lamie autorstwa Anny Dewdney będzie fajna, ale nie przypuszczałam, że trzy tomiki okażą się takim hitem w naszym domu. „Mała Lama zbuntowana”, „Gdzie jest Małej Lamy Mama?” i „ Mała Lama w łóżku sama” to obecnie ulubione i najchętniej czytane książeczki z przepastnej biblioteczki mojego synka.


Wydawnictwo MANDO, czyli nowa marka, która wyrosła pod skrzydłami wydawnictwa WAM weszła na rynek z mocnym akcentem, jakim są fantastyczne książeczki prosto z listy bestsellerów „The New York Times”. Wspaniałe, mądre i zabawne bajeczki autorstwa amerykańskiej pisarki i ilustratorki Anny Dewdney sprzedały się na całym świecie w ponad 10 mln nakładzie. Nic dziwnego, bo rytmiczne wierszyki i tematyka bliska każdemu dziecku sprawiają, że opowiastki o Lamie natychmiast podbijają serce małych i dużych czytelników.

MANDO
„Mała Lama zbuntowana” to klasyka. Klasyka dziecięcego zachowania, bo Małej Lamie puszczają nerwy i będąc z mamą na zakupach w markecie robi w sklepie gigantyczną awanturę – krzyk, płacz, wyrzucanie zakupów z koszyka itd. Na szczęście Mama Lama reaguje w odpowiedni sposób i w porę opanowuje sytuację.

W tomiku „Gdzie jest Małej Lamy Mama?” nasza mała bohaterka wybiera się pierwszy raz do szkoły (moim zdaniem tłumaczenie jest błędne, bo w polskich realiach powinno chodzić raczej o przedszkole). Na miejscu dzieci i pani próbują wciągnąć ją do wspólnej zabawy, ale Mała Lama nie jest w humorze, bo tęskni za mamą, a nawet obawia się, że została porzucona i już nigdy nie wróci do domu. Dopiero interwencja pani i jej spokojne tłumaczenia pomagają Lamie zaaklimatyzować się w nowym miejscu.

Natomiast w książeczce „Mała Lama w łóżku sama” mama układa swoje Lamiątko do snu, opowiada bajkę, daje całusa, gasi światło. No i się zaczyna… Mała Lama woła pić, ale mama, która wpadła już w wir domowych obowiązków prosi o chwile cierpliwości. Chwila dla każdego dziecka trwa niemal wieczność, a rozszalała wyobraźnia podsuwa najczarniejsze myśli i potęguje dziecięcej strachy, co oczywiście kończy się wielkim płaczem i atakiem paniki. I znów mama pociesza, tłumaczy i ratuje całą sytuację.

MANDO
Książeczki Anny Dewdney to przezabawna seria o dziecięcych dramach i trudnych emocjach, z którymi maluchy i ich rodzice nie zawsze sobie radzą. Pierwsze dni w przedszkolu, samodzielne zasypianie w łóżku, strach przed ciemnością, niepewność w zatłoczonych miejscach często sprawiają, że dziecko zaczyna się bronić za pomocą płaczu i takiego wrzasku, że drżą szyby w oknach. Ważne, żeby w takich chwilach umieć opanować własne emocje i razem z dzieckiem przepracować negatywne odczucia, a nie zrzucać na malucha całą odpowiedzialność i wmawiać mu, że jest niegrzeczny.

Morał dla rodziców płynący z bajek Anny Dewdney jest jeden – nie bądź zołzą, bądź jak Mama Lama! Bo ona mądrze kocha swoje Lamiątko, jest empatyczna i potrafi zrozumieć małe dziecko. Nie pobłaża, ale tłumaczy otaczający świat, zachowuje zimną krew w trudnych sytuacjach i ze spokojem oraz czułością opanowuje sytuację.

MANDO
Tłumaczenie Wojciecha Manna dodaje książeczkom prestiżu, ale mimo wszystko nie zawsze wypada fajnie. Bo choć rym zazwyczaj jest, to często rytm bajki gdzieś się rozmywa. Szczególnie jest to uciążliwe przy głośnym czytaniu, bo zaburza tempo historyjki, a niektóre zdania, a nawet słowa zwyczajnie rażą. W tomiku „Mała Lama zbuntowana” Mama Lama mówi:
„Przestań się awanturować.
Czy chcesz nas skompromitować?”
I to „skompromitować” wydaje mi się niepotrzebnie użyte, bo jest zbyt mocnym i zbyt negatywnym słowem. A przy okazji raczej niezrozumiałym dla maluchów. I cóż z tego, że się rymuje. Nie wiem jak to brzmi w wersji Anny Dewdney, czy jest to kwestia oryginału, czy polskiego, zbyt dosłownego przekładu. I choć pana Wojciecha cenię, to myślę, że Michał Rusinek poradziłby sobie z translatorskim zadaniem znacznie lepiej. Wystarczy porównać oryginał i przekład opowiastki „Cmentarzyk” Edwarda Goreya, żeby zrozumieć geniusz Rusinka. W dodatku autor „Wierszyków domowych” od lat tworzy dla dzieci i po prostu czuje dziecięcy klimat. 

MANDOMANDO
MANDO
Ilustracje autorki są ciepłe, kolorowe i żartobliwe, przez co świetnie pasują do treści. Mój synek najbardziej lubi te, na których Mała Lama robi awanturę, krzyczy albo płacze, bo z automatu włącza mu się współczucie pomieszane z ciekawością. Wtedy po raz setny muszę tłumaczyć o co ta cała drama i razem zaczynamy pocieszać naszą małą przyjaciółkę.

Pamiętajcie, że wspólne czytanie buduje bliskość i zacieśnia relacje, daje dziecku poczucie bezpieczeństwa, wycisza i uspokaja emocje, rozwija wyobraźnię i gwarantuje świetną zabawę. A dla mnie jest też synonimem miłości. Dlatego czytajcie ze swoimi dziećmi. Szczególnie książeczki Anny Dewdney! Zapewniam, że warto :)

💙💛💜
Anna Dewdney, Mała Lama zbuntowana (tyt. oryg. Llama Llama Mad at Mama), tłum. Wojciech Mann, wyd. MANDO, Kraków 2018.
Anna Dewdney, Gdzie jest Małej Lamy Mama? (tyt. oryg. Llama Llama Misses Mama), tłum. Wojciech Mann, wyd. MANDO, Kraków 2018.
Anna Dewdney, Mała Lama w łóżku sama (tyt. oryg. Llama Llama Red Pajama ), tłum. Wojciech Mann, wyd. MANDO, Kraków 2018.

MANDO