Książka lepsza niż film, czyli „Han Solo. Gwiezdne wojny. Przewodnik ilustrowany”

Ech, Solo. Cóż mam z tobą począć? Kocham cię od jakichś 20 lat, a ty wycinasz mi taki numer… I nie chodzi mi o rozczarowanie twoją postawą, ale o durny scenariusz najnowszego filmu z uniwersum „Gwiezdnych wojen”! Odrobinę dramatyzuję, wiem, ale w trakcie seansu miałam wrażenie, że ktoś tu robi ze mnie idiotkę i poczułam, że twórcy filmu właśnie brukają moje dzieciństwo. No dobra, aż tak źle nie było, bo film jest w miarę przyzwoity, ale moim zdaniem najgorszy z całej serii. Ale tak właściwie nie o filmie dziś chciałam, a o książce, czyli publikacji „Han Solo. Gwiezdne wojny. Przewodnik ilustrowany” z wydawnictwa Egmont Polska.


Podobnie do innych przewodników z uniwersum „Star Wars” ten również prezentuje się bombowo! Wysokiej jakości papier, mnóstwo kolorowych zdjęć, twarda oprawa, duży (minimalnie większy od A4), ale wciąż poręczny format sprawiają, że choć z filmu nie jestem szczególnie zadowolona, to przeglądanie publikacji sprawia mi mnóstwo frajdy.

Jeśli chodzi o treść, to całość została podzielona na 6 rozdziałów:
  1. Szemrane okolice,
  2. Wojna pozycyjna
  3. Wielki skok
  4. Zakłady
  5. Wielki wyczyn
  6. Za kulisami.
Tym samym trochę na równi ze scenariuszem „Solo” poruszamy się po świecie „Gwiezdnych wojen”. Odwiedzamy charakterystyczne miejsca, poznajemy bohaterów, droidy, statki kosmiczne, podziwiajmy rekwizyty, a nawet zaglądajmy za kulisy i podglądamy pracę nad filmem od kuchni. Pablo Hidalgo świetnie wyważył ilość informacji, dlatego dowiadujemy się tylko o tym co najważniejsze, a przy okazji dostajemy mnóstwo smaczków i ciekawostek. Dopiero przeglądając publikację można na spokojnie zauważyć wszystkie detale, skupić się na pobocznych bohaterach i przyjrzeć miejscom, w których rozgrywa się akcja. Rozkładówki robią spore wrażenie, ale to te z Sokołem Milenium i Lando podobały mi się najbardziej. W końcu każdy chciałby usiąść za sterami tej legendarnej maszyny, a fakt, że to Lando był pierwszym właścicielem Sokoła tylko dodaje mu uroku. Z resztą to Calrissian okazał się najzabawniejszą i najciekawiej skrojoną postacią, oczywiście pomijając wątek z tym durnym droidem (czy tam droidką, bo nie wiedzieć czemu w tym epizodzie robociki mają płeć).


Ilustracje i zdjęcia wycięte prosto z filmu, są duże, kolorowe i przyciągają uwagę. Opisy im towarzyszące są na tyle proste, że dzieci w wieku szkolnym bez problemu poradzą sobie z samodzielną lekturą. Należy tylko pamiętać, że można z nich wyczytać spoilery, więc lepiej najpierw zobaczyć film, a później sięgnąć do książki. Jestem pewna, że wszyscy mali i duzi fani gwiezdnej sagi będą usatysfakcjonowani. Nawet jeśli do samego filmu mam kilka uwag, to księdze „Han Solo. Gwiezdne wojny. Przewodnik ilustrowany” nie można niczego zarzucać. Pięknie wydana, interesująca i konkretna. Zdecydowanie polecam :)

💙💛💙
Pablo Hidalgo, Han Solo. Gwiezdne wojny. Przewodnik ilustrowany, tłum. Anna Hikiert, wyd. Egmont Polska, Warszawa 2018.