Gwiezdne nowości od wydawnictwa Egmont Polska, czyli nakręcam się przed „Solo”!

Najnowszy film z uniwersum Star Wars, czyli „Solo” hula na wielkim ekranie w najlepsza i zbiera całkiem pozytywne recenzje, więc jestem już mocno nakręcona, bo seans dopiero przede mną. Ale zanim pobiegnę do kina postanowiłam jeszcze zaostrzyć swój apetyt na „Gwiezdne Wojny” i z przyjemnością zatopiłam się w gwiezdnych nowościach od wydawnictwa Egmont Polska.


Star Wars. Encyklopedia myśliwców i innych pojazdów” to kolejna encyklopedyczna publikacja ze świata „Gwiezdnych Wojen”, która zachwyci małych i dużych fanów Luka Skywalkera i reszty kompanii. Tym razem dostajemy księgę, która nie jest związana z konkretnym tytułem, jak to było w przypadku „Star Wars. Ostatni Jedi. Słownik ilustrowany” i „Star Wars. Ostatni Jedi. Niesamowite przekroje”, ale z całym uniwersum stworzonym przez Georga Lucasa i studio Disneya.

W encyklopedii znajdziemy ponad 200 różnych pojazdów używanych przez naszych ulubionych bohaterów. Małe śmigacze, X-wingi, skutery, ogromne statki kosmiczne, transportowce, myśliwce, czyli wszystko, czym kiedykolwiek podróżowali nasi ulubieni bohaterowie w końcu znalazło się w jednym miejscu, dając ogromny przekrój maszyn krążących po galaktyce. Co najlepsze autor zebrał pojazdy ze wszystkich pełnometrażowych i serialowych wersji „Gwiezdnych wojen”, więc jest w czym wybierać, chociaż wiadomo, że to Sokół Millenium rządzi!
 
Jak zwykle w przypadku Egmont Polska publikacja zwraca uwagę pięknym i solidnym sposobem wydania. Poręczny format, twarda oprawa i wysokiej jakości papier tworzą wysmakowaną całość, która obłędnie prezentuje się na półce. Mnóstwo kolorowych ilustracji i krótkie teksty, które zawierają sporą dawkę technicznej wiedzy i ogrom ciekawostek sprawią frajdę wszystkim maniakom „Star Wars” bez względu na wiek. I choć to książka przeznaczona raczej dla dzieci, to podejrzewam, że rodzice, którzy uwielbiają sagę będą równie zachwyceni.

💛💛💛
Landry Q. Walker, Star Wars. Encyklopedia myśliwców i innych pojazdów (tyt. oryg. Star Wars: Encyclopedia of Starfighters and Other Vehicles), tłum. Anna Hikiert, wyd. Egmont Polska, Warszawa 2018.

Eskadra Kobaltowa” nawiązuje bezpośrednio do „Ostatniego Jedi”, który nie tak dawno święcił triumfy na wielkim ekranie. Powieść Elizabeth Wein skupia się na losach dwóch sióstr Rose i Paige Tico, które uciekły ze swojej rodzinnej planety i dołączyły do Ruchu Oporu. Gdy Najwyższy Porządek wyciąga łapę po oazę spokoju Alterra Bravo na ratunek rusza eskadra Kobalt, a nasze bohaterki dostają specjalne zadnie. Jak potoczy się ta przygoda? O tym musicie doczytać już sami!

Pisarka w umiejętny sposób przenosi na papier filmowy klimat gwiezdnej sagi. I choć może się wydawać, że książka tego typu to kolejne odcinanie kuponów od sukcesu pierwszych filmów Lucasa, to całość czyta się naprawdę przyjemnie. Wein pozwala nam nawiązać relację z Rose i Paige oraz poczuć emocje bohaterek, których los nie rozpieszczał. Szczególnie czytelnik znający dalsze losy Rose z „Ostatniego Jedi”, zaangażuje się w fabułą i z mocno bijącym sercem będzie obserwował silną więź łączącą siostry. 
 
Czytelnicy obyci w świecie „Gwiezdnych woje” bez problemu odnajdą się w historii wymyślonej przez Elizabeth Wein i z przyjemnością wyruszą na niebezpieczną misję wraz z siostrami Tico. Fabuła nie jest szczególnie skomplikowana, wszystko ma swoją przyczynę i skutek, a styl autorki jest lekki, łatwy i przyjemny. Słowem powieść idealnie nadaj się dla starszych dzieciaków i nastolatków. Nie bez powodu „Eskadra kobaltowa” ukazała się w serii #czytelnia – poziom czerwony, czyli dla zaawansowanych czytelników.

💙💙💙
Elizabeth Wein, Eskadra Kobaltowa (tyt. oryg. Star Wars. The Last Jedi. Cobalt Squadron), tłum. Małgorzata Fabianowska, il. Phil Noto, wyd. Egmont Polska, Warszawa 2018.


Gdzie jest Wookiee? Barwna podróż po galaktyce” to trzecia część mojej ulubionej serii wyszukiwanek. Pomysł na książkę nie różni się wiele od dwóch poprzedniczek, bo znów na 30 rozkładówkach musimy odnaleźć Chewiego. Tym razem zadanie jest o tyle trudniejsze, że szczegółowe ilustracje są czarno-białe, więc trudniej skupić wzrok, a znalezienie Wookiego wymaga o wiele większej koncentracji. Kilka razy musieliśmy się z mężem nieźle natrudzić, żeby zmaleć naszego kudłacza.

Ale to jeszcze nic, bo „Gdzie jest Wookiee? Barwna podróż po galaktyce” to nie tylko rewelacyjna wyszukiwanka z Chewiem w roli głównej, ale również kolorowanka! Tak, tak, tak! Teraz można bezkarnie złapać za kredki i wpaść w dziki szał kolorowania! A taka zabawa koi nerwy, wycisza i relaksuje. Towarzystwo ulubionych bohaterów sprawi dodatkową frajdę, a kolorowanie razem z dzieckiem pozwoli sympatycznie spędzić razem czas. 

Na każdej stronie zmienia się sceneria, bo razem z Wookieem wędrujemy po różnych planetach i statkach kosmicznych, a od ogromu postaci i wszystkich detali aż kręci się w głowie. Oj ciasno na tych ilustracjach, a bohaterowie nie próżnują i każdy z nich zdaje się zajmować swoimi sprawami. I dopiero w trakcie kolorowania mamy okazję przyjrzeć się im wszystkim po kolei, porozmyślać nad ich przygodami, powymyślać nowe scenariusze. Ja to uwielbiam, bo tak najlepiej się relaksuję. Czy komuś jeszcze potrzeba dodatkowej zachęty? Oczywiście, że nie! Brać, malować i świetnie się bawić :)

 💚💚💚
Gdzie jest Wookiee? Barwna podróż po galaktyce (tyt. oryg. Star Wars.Where's the Wookiee. Colouring Book), il. Ulises Farinas, wyd. Egmont Polska, Warszawa 2018.