Oddaj książkę do renowacji, czyli drugie życie Misia Uszatka

 

Pamiętacie swoich ulubionych bohaterów z dzieciństwa? Jako mała dziewczynka całym sercem kochałam Scoobiego Doo, Smerfy i Misia Uszatka. Tego ostatniego nie tylko w wersji telewizyjnej, ale przede wszystkim książkowej. Mój egzemplarz „Przygód i wędrówek Misia Uszatka” zaczytywałam w dzieciństwie regularnie, zresztą była to jedna z pierwszych książeczek, które przeczytałam zupełnie sama od deski do deski. Od tamtej pory ukazało się kilka wznowień i rożnych wydań mojej ukochanej bajki, ale egzemplarz, który mam w domu darzę szczególnym sentymentem.


W tym roku Miś Uszatek świętuje swoje 60. urodziny. Z tej okazji Nasza Księgarnia wydała przepiękny zbiór wszystkich przygód Uszatka w jednym tomie. Po prostu cudo. Miałam zamiar kupić ten tom dla Ignacego, ale przypomniało mi się o mojej starej książeczce z dzieciństwa i zrobiło mi się jej żal. Powędrowałam na strych, pogrzebałam w starej szafie, gdzie odnalazłam ukochany tomik i otarłam łezkę wzruszenia. Moje „Przygody i wędrówki Misia Uszatka” Czesława Janczarskiego wydane zostały w 1984 r. przez Naszą Księgarnię. Jest to dla mnie jedyna słuszna wersja, bo z ilustracjami Zbigniewa Rychlickiego. Widziałam też jakieś podróby z innymi obrazkami, ale aż przykro było na to patrzeć. W każdym razie mój stareńki tomik uchował się na strychu w stanie średnio dobrym. Sama książeczka ucierpiała trochę w trakcie moich dziecinnych zaczytań, a do tego czas odbił na niej swój ślad. Strony były przybrudzone, okładka trochę się rozpadała, całość moja mama posklejała kiedyś taśmą klejącą, żeby uratować co tylko się da. Dlatego zdecydowałam, że dalsze ratowanie biorę już na siebie.

Dzięki mojej przyjaciółce Ewie i jej kontaktom w świecie bibliotekarsko-księgarskim postanowiłam oddać mojego „Misia Uszatka” do renowacji do zaprzyjaźnionej z Ewką introligatorki. Na efekty czekałam kilka tygodni, a gdy już dostałam z powrotem mój tomik to aż mnie zatkało. Moim zdaniem pani introligatorka wykonała kawał świetnej roboty. Książeczka została na nowo oprawiona i zszyta. Strony wyczyszczone, a w miejscach gdzie było to konieczne strony zostały podklejone papierem. Teraz tomik prezentuje się świetnie i posłuży nam przez kolejne lata. Za nowe życie „Misia Uszatka” zapłaciłam 40 zł. Wiem, że za te pieniądze miałabym zupełnie nowy tomik z wszystkimi przygodami Uszatka, ale przecież zupełnie nie o to chodzi, bo pod względem sentymentalnym ta książka jest dla mnie bezcenna. Razem z nią przekażę mojemu dziecku część moich dziecinnych wspomnień, marzeń i emocji, a może nawet zarażę go miłością do czytania. Przy okazji tak sobie marzę, że za kilkanaście czy też kilkadziesiąt lat nasz Uszatek będzie też piękną pamiątką rodzinną, na której wychowa się jeszcze nie jedno dziecko.

A teraz pora pokazać efekty przed i po (na zdjęciach po światło jest sztuczne stąd inny odcień stron, ale musiałam poczekać aż Ignacek zaśnie, żeby spokojnie zrobić zdjęcia) :-)
  • okładki:





  • wnętrze:



  • podklejone strony



A Wy, moi drodzy, macie tomiki, chcielibyście oddać do renowacji i tym samym ocalić je od zapomnienia?