Gacusiowy kącik, czyli o matko gdzie my wstawimy łóżeczko?!



Uf, dokulałam się do maja! Pokój, a właściwi jedna ściana odmalowana (miała być mięta, wyszedł blady błękit, ale też jest ładny), łóżeczko rozłożone, pościel naszykowana, ubranka wyprane i wyprasowane, pieluszki zresztą też. Spakowana torba trochę zawadza, ale daje poczucie bezpieczeństwa, że o niczym nie zapomnę. Teraz pozostaje nam tylko spokojnie czekać. Chociaż o spokój trudno kiedy czeka się po raz pierwszy na najważniejszego człowieka w naszym wspólnym życiu.

Patrzę na to wszystko co naszykowaliśmy i nie potrafię powstrzymać uśmiechu. Chociaż złości mnie ciasnota, w której mieszkamy, ten jeden pokój, który jest jednocześnie naszą sypialnią i pokojem dziennym. Chciałabym, żebyśmy mogli wygospodarować dla Ignasia więcej przestrzeni, kącik, który będzie tylko jego. Ale na razie nie mamy takich możliwości, więc musimy się gnieść na kupie. Cały czas rozglądam się po naszym pokoju i myślę co tu jeszcze zmienić, żebyśmy w trójkę mieli wygodnie. Póki co zrobiliśmy wszystko najlepiej jak potrafiliśmy. Czy dobrze? To się okaże dopiero kiedy Mały będzie z nami i przeorganizuje nam życie. Jednak na ten moment Gacusiowy kącik prezentuje się nie najgorzej :-)










Urządzając kącik dla Maleństwa postawiliśmy głównie na polskich producentów i twórców rękodzieła:
- łóżeczko z drewna bukowego w naturalnym kolorze drewna - wyprodukowane gdzieś w Tarnawie Dolnej – cena przyzwoita, solidne wykonanie, przykrywana szuflada chodzi jak trzeba, tylko firma sprzedająca jakoś mało zorganizowana;
- pościel w liski - Ceba baby – 100% bawełna, miękka i przyjemna w dotyku, posiadająca wszelkie niezbędne atesty, a przy tym śliczna;
- organizer - Kraina Patchworka "Baya-Art" – co prawda myślałam, że miętowe kieszonki będą bledsze niż okazały się w rzeczywistości, ale i tak całość mi się podoba;
- spiralka lisek – Hencz Toys;
- plakat ze śpiącym księżycem – Anita Tomala ilustration;
- przytulanka owieczka - Deqper;
- lampki cotton balls z Biedronki;
- pompony i filcowe nietoperze zrobiłam sama, co z resztą można zauważyć, ale jak na kogoś z dwiema lewymi rękami chyba wyszły całkiem nieźle ;-)