Co czytać w ciąży, czyli krótki przegląd magazynów dla ciężarnych i młodych mam


Nie przepadam za czasopismami, zdarza mi się jedynie podczytywać magazyn „Książki”. Po magazyny dla ciężarnych i przyszłych mam sięgnęłam pod koniec pierwszego trymestru ciąży. Nazbierało mi się sporo pytań i wątpliwości, a nie chciałam szukać pomocy w Internecie, bo uznałam, że tylko naczytam się głupot, które bardziej mnie nastraszą niż uspokoją. Natomiast czasopisma wydały mi się wiarygodnym i sprawdzonym źródłem wiedzy.

Nie spodziewałam się, że oferta pism dla kobiet w ciąży i młodych rodziców jest tak obszerna. Początkowo kupiłam różne tytuły, żeby zorientować się co w „brzuszkowej” prasie piszczy, którym czasopismom warto zaufać i zostać z nimi na dłużej.

„Będę mamą” to magazyn nastawiony na konkretną treść. Znajdziemy w nim dużo różnorodnych artykułów, mało reklam. W numerze, który czytałam większość tematów związana była z ciążą i opieką nad niemowlęciem, czyli tym co aktualnie interesuje mnie najbardziej. Szczególnie spodobał mi się poradnik dla przyszłego taty o tym jak postępować z kobietą w ciąży. Podsunęłam go mężowi do przeczytania.
Pomimo swoich zalet kupiłam tylko jeden numer „Będę mamą” ponieważ uznałam, że 5,99 zł za 50-cio stronicową gazetkę to zdecydowanie zbyt dużo.

„Twój maluszek” trafił do mnie przypadkiem. Jakiś archiwalny numer rozdawali na szkole rodzenia. Za miesięcznikiem przemawia szczególnie cena, czyli 99 groszy (50 stron). Odpycha marnej jakości papier (ale za tą cenę nie oczekujmy cudów) i mało nowoczesny layout. Większość tematów związana jest  opieką nad dziećmi w różnym wieku. W magazynie znajdziemy też dużo porad na zasadzie „pytaj – odpowiemy” – w sumie 6 stron.
Mimo niewielkiej ceny i konkretnych artykułów gazetka nie przykuła mojej uwagi na dłużej, więcej numerów z pewnością nie kupię.

„Mamo, to ja”, czyli klasyka. Magazyn, który cieszy się niezmienną popularnością i zaufaniem mam od wielu, wielu lat. W środku znajdziemy sporo konkretnych artykułów, kolumny z poradami ekspertów, pytania od czytelniczek, przepisy kulinarne. Tematy dostosowane są do aktualnej pory roku. Kilka stron przeznaczonych jest dla taty. Niewielka ilość reklam nie odciąga uwagi od treści, a reklamowane produkty pochodzą z różnych półek cenowych i obejmują głownie zabawki, akcesoria dla mam i dzieci, kosmetyki, ubrania, produkty spożywcze. Moja ulubiona kolumna to „Książki dobre na wszystko”, w której prezentowane są ciekawe pozycje dla małych czytelników.
Każdy numer „Mamo, to ja” ma inną ilość stron, te co mam w domu mają od 58 do 90 stron. Niezmienna pozostaje cena 1,50 zł. Istnieje możliwość zakupu gazetki z dodatkiem, ale wówczas cena jest wyższa. Miesięcznik ma  nieco mało przyjazny i staromodny layout, ale treść rekompensuje wszystkie wizualne mankamenty.


„Tato, to ja” to wydanie specjalne „Mamo, to ja” przeznaczone dla tatusiów. Udało mi się upolować tylko jeden numer, nie wiem z jaką częstotliwością wychodzi magazyn, ale moim zdaniem wizualnie prezentuje się o wiele lepiej od wersji dla kobiet. Również dobór tematów jest ciekawszy, szczególnie instrukcja obsługi nad noworodkiem i niemowlęciem. Według mnie to jawna niesprawiedliwość. Takich czasopism powinno być więcej, skorzystaliby na tym nie tylko panowie, ale i ich żony. Uważam, że to jedno z najlepiej wydanych 6 zł (dokładnie 5,99 zł za 82 strony do czytania) w moim życiu.

„Poradnik przyszłej mamy”, czyli wydanie specjalne Claudii wypada całkiem nieźle w porównaniu z konkurencją. Większość tematów dotyczy poszczególnych etapów ciąży, porodu i opieką nad noworodkiem. Cena 7,99 zł może trochę przerażać, ale na 98 stronach magazynu faktycznie jest o czym poczytać.

„Dobra mama” to nowoczesny magazyn dla młodych kobiet. Przyciąga uwagę dobrym jakościowo papierem i ciekawym wyglądem graficznym. Artykuły, jeśli się zdarzają, są ciekawe i zapadające w pamięć. Szkoda tylko, że jest ich tak mało. Każdy numer ma inną ilość stron - od 74 do 90, czyli całkiem sporo, ale konkretnych teksów jest niewiele. Naliczyłam od 10 do maksymalnie 14. Reszta to zestawienia różnych gadżetów, np. jaką pościel do łóżeczka wybrać, jak urządzić pokoik, co zapakować na podróż, jakich akcesoriów do karmienia używać. Gazeta przeładowana jest reklamami, niemal na każdej stronie ktoś chce nam coś wcisnąć. Często są to najmodniejsze i najdroższe skandynawskie wzory, które według mnie nie są jakoś szczególnie ładne (kwestia gustu). Szkoda, że konkretna treść ginie pod lawiną reklam i zbędnych zapychaczy.

„M jak mama” to mój magazynowy hit. W miesięczniku odpowiada mi dosłownie wszystko. Cena (3,99 zł), grubość (96 stron), strona wizualna i przede wszystkim różnorodność i wysoka jakość tekstów. Pojawiają się również reklamy i zestawienia, ale są raczej uporządkowane, nienachalne i jest ich stosunkowo niewiele. Póki co każdy numer przeczytałam od deski do deski i uznałam, że warto zachować gazetki na dłużej, żeby wracać do artykułów w zależności od potrzeb. Redakcji udaje się utrzymać równowagę między tematami związanymi z ciążą, porodem i opieką nad dziećmi w różnym wieku, dlatego wydaje mi się, że każda mama znajdzie w gazetce coś dla siebie. To chyba z tego pisemka dowiedziałam się najwięcej na temat samego porodu, uporządkowałam informacje, uspokoiłam się i uwierzyłam, że poród jest tak naturalnym zjawiskiem, że na pewno świetnie sobie poradzę. Jestem szczerze zachwycona magazynem i póki co nie mam zamiaru odbierać sobie tej drobnej przyjemności jaką jest comiesięczna lektura „M jak mama”. 


Podsumowując uważam, że nie warto kupować wszystkich magazynów dla ciężarnych i młodych mam, bo takie same tematy powtarzają się we wszystkich pismach (o AZS naczytałam się tyle, że starczy mi do końca życia). Warto natomiast zainwestować raz, przejrzeć na spokojnie bogatą ofertę czasopism i wybrać coś dla siebie. Pewnie, że wszystkie potrzebne informacje można znaleźć w Internecie, ale ja przynajmniej nie mam sił i chęci, żeby przekopywać się przez całe stosy zbędnych i bzdurnych tekstów oraz niewiarygodnych opinii. Magazyn daje mi pewność, że treść została odpowiednio przefiltrowana, a do mnie docierają jedynie wartościowe informacje. No i samo czytanie jest przyjemniejsze :-)