czwartek, 15 lutego 2018

Kobieta z balkonu, czyli „Macocha” Petry Hůlove


Julie stoi w szlafroku na balkonie i wykrzykuje swoje ogólnożyciowe przemyślenia. Dostaje się wszystkim po kolei. „Wcale nie jojczę, tylko stwierdzam fakty”, utrzymuje bohaterka, a w jej odważnym monologu jest sporo racji. 

Petra Hůlová znów jedzie po bandzie. Jej najnowsza „Macocha” wydaje się być mniej kontrowersyjna niż wcześniejsze „Plastikowe M3”, ale to tylko pozory. Zwierzenia prostytutki z „Plastikowego M3” miały satyryczny charakter, natomiast poczucie humoru Julie to tylko maska, która ma ochronić ją samą i czytelnika przed spojrzeniem prawdzie w oczy. A jak to często bywa, prawda nie jest ani przyjemna, ani wesoła. Treść powieści to nic innego jak monolog dojrzałej kobiety, która nie stroni od alkoholu. Figlarne gadanie upojonej winem bohaterki bawi przez kilkadziesiąt pierwszych stron. Ale im bardziej Julie się rozkręca, tym mroczniejsze sekrety wychodzą na światło dzienne. 

Rzeczywistość, którą czeska pisarka kreuje w swojej powieści, jest zniekształcona przez szkło kieliszka. Nawet jeśli Hůlová celnie wbija szpile i rzuca sarkastyczne komentarze, to problemy, które porusza są już całkowicie poważne i dotyczą wielu współczesnych kobiet. W końcu autorka wplotła w losy Julie sporo własnych doświadczeń, dlatego tak pewnym głosem mówi o rozczarowaniach jakie niesie ze sobą macierzyństwo, o nieudanym małżeństwie, konflikcie wewnętrznym związanym z ciągłymi wyborami między karierą a dziećmi, a także o zwyczajnym starzeniu się i przemijaniu. Pisarka jest przy tym ostra jak brzytwa, nie przebiera w słowach i środkach, a jednak patrzy na swoją bohaterkę czułym okiem i pozwala czytelnikowi ją polubić. 

Tytułowa „Macocha” jest postacią nietuzinkową i wzbudzającą mnóstwo skrajnych emocji. Od sympatii przez współczucie i pogardę. Julie opowiada o sobie, a czytelnik ma wrażenie, że żadna decyzja w jej życiu nie była słuszna. Kobieta porzuca marzenia o tworzeniu ambitnych książek na rzecz poczytnych romansów pisanych na zamówienie. Były mąż, kolejny zły wybór, nie szanuje pracy swojej żony, poniża ją psychicznie, a nawet potrafi podnieść na nią rękę. Na to wszystko patrzą dzieci, które zostały poczęte z niewłaściwych pobudek. Bo Julie została matką na wszelki wypadek. Zegar biologiczny tykał coraz głośniej i natarczywie przypominał o tym, że niebawem będzie za późno na powiększenie rodziny. I choć bohaterka kocha swoje dzieci, to od małego funduje im niezłą patologię.

„Macocha” to kawał gęstej, soczystej i świetnie napisanej prozy o pułapce jaką jest życie. W swoim komiczno-tragicznym monologu Julie nie pozwala czytelnikowi na ani jedną chwilę wytchnienia. Drze się głośno z balkonu, ale o najbardziej bolesnych sprawach wspomina po cichu i jakby mimochodem. O przemocy domowej i molestowaniu ukrytym pod pozorem okazywaniu dzieciom uczuć, gdzie czułość i kontakt fizyczny znacząco przekraczają dopuszczalne granice, wspomina tak szybko, że łatwo te fragmenty przeoczyć. A to przecież one mają największy wpływ na końcową wagę powieści. Językowa inwencja Hulovej nie przestaje zadziwiać. Te wszystkie pizdenie rozkrokowe i masturcje stanowią wisienkę na torcie i brzmią wybornie za sprawą genialnego tłumaczenia Julii Różewicz.

💙💙💙
Petra Hůlová, Macocha, tłum. Julia Różewicz, wyd. Afera, Wrocław 2017.

***
Recenzję opublikowano również na portalu:

http://dzikabanda.pl/

4 komentarze:

  1. Bardzo mocno zainteresowałaś mnie tym tytułem. Książka jawi się, jako bardzo wartościowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Trochę smutna ta książka ta, w zasadzie. Nie napawająca do końca optymizmem, wzbudzająca nie do końca pożądane emocje. Zastanawiam się nad tym tytułem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Trudno książka, mocna i zniewalająca. Jeśli chce się odpocząć po ciężkim tygodniu, nie jest to najlepsza lektura. Bardzo dobra recenzja. Pozdrawiam, Paweł z https://melancholiacodziennosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  4. Czuję się bardzo zachęcona. Muszę koniecznie sięgnąć po ten tytuł!

    OdpowiedzUsuń