Komiksowe guilty pleasure, czyli „Riverdale. Całkiem nowe historie #1”


Jak twierdzi sam Roberto Aguirre-Sacasa, pomysłodawca serii, „Riverdale. Całkiem nowe historie #1” to komiks, który powstał na podstawie serialu opartego na komiksie. I biznes się kręci. Ale na bok złośliwości, bo nowe przygody Archiego i reszty paczki to całkiem przyjemna i niezobowiązująca lektura na jeden wieczór.


Serial „Riverdale” sieje zamęt wśród nastoletnich widzów, jednak Archie, Betty, Veronica oraz Jughead nie są nowymi postaciami, bo ich obecność w popkulturze trwa od przeszło 75 lat. Przyjaciele występowali razem i osobno na paskach komiksowych, samodzielnych publikacjach, a nawet serialach animowanych. Jednak dopiero dzięki telewizyjnej ekranizacji dzieciaki z Riverdale High School dały się poznać szerszemu gronu odbiorców. Najnowsze dziecko Aguirre-Sacasa stanowi coś w stylu uzupełnienia serialu. Twórcy dziewięciu opowiastek, składających się na tom pierwszy komiksu, rozwijają wątki, które w serii tv zostały ledwie muśnięte. I jak przystało na obyczajówkę akcja jako taka schodzi na dalszy plan, bo całość skupia się na bohaterach i łączących ich relacjach.

Nie trzeba znać serialu, żeby bez problemu odnaleźć się w komiksowym świecie Riverdale. Co więcej, komiks wypada zdecydowanie ciekawiej niż seria tv, bo postaci są bardziej wyluzowane, przejaskrawione i zabawne. Rysunkowi bohaterowie nie sprawiają wrażenia jakby nosili za ciasne buty, co niestety zdarza się wypicowanym aktorom z telewizji. Wiadomo, takie są teraz standardy, takie rzeczy chce oglądać młodzież. Dlatego jeśli ktoś lata edukacji szkolnej ma już dawno za sobą, to lepiej poczuje się w komiksowym miasteczku niż jego odpowiedniku ze srebrnego ekranu. Jeśli chodzi o fabułę, to tom pierwszy pozwala poznać bohaterów, ich problemy, marzenia i wzajemne powiązania. Zagadka śmierci Jasona na razie nie odgrywa tutaj żadnej istotnej roli. Zapewne w kolejnych zeszytach akcja nabierze tempa, a wątek kryminalny zostanie rozwinięty. Póki co rozchodzi się o to kto z kim i dlaczego.

Poszczególne historyjki z „Riverdale” nie są jakoś szczególnie oryginalne, ale czyta je się z prawdziwą przyjemnością. Szczególnie rozdział o piekielnym tygodniu Betty jako cheerleaderki i o aferze jedzeniowej w stołówce szkolnej (świetne nawiązane do kultowego „Klubu winowajców”). Za klimat opowieści odpowiadają bohaterowie, którzy mają w sobie mnóstwo wdzięku, lekkości i humoru. Co prawda to królowa dramy, diablica bez serca, Cheryl jest najbardziej charakterna, ale całe show kradnie jej słodziutka Betty. Urocza blondyneczka potrafi pokazać pazurki i nieźle namieszać, a scenki z jej udziałem bywają rozbrajająco zabawne. Pod względem graficznym trudno się do czegokolwiek doczepić. Kadry są przyzwoite, postaci dynamiczne, a ich emocje doskonale widoczne (gęby na szczęście nie podobne do tych z tv).

Wielu widzów serialu określa „Riverdale” jako guilty pleasure. Z komiksem jest podobnie - czysta rozrywka i nic poza tym. „Całkiem nowe historie” spodobają się przede wszystkim wielbicielom szkolnych obyczajówek, fanom serii telewizyjnej, nastolatkom oraz dorosłym, którym nadal dudni w żyłach szczenięca krew.

💙💙💙
Roberto Aguirre-Sacasa, Riverdale. Całkiem nowe historie #1 (tyt. oryg. Riverdale. All-New Stories Volume 1), tłum. Patryk Stachniuk, Sara Kubień, wyd. Ultimate Comics, Zielona Góra 2017.


***
Recenzję opublikowano również na portalu:

http://dzikabanda.pl/

5 komentarzy:

  1. Ponoć to rzecz głównie dla fanów serialu, a ja... raczej traktuje go neutralnie plus nie umiem czytać komiksów, więc... raczej się nie zdecyduje na ten zeszyt :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Komiksy zupełnie nie są dla mnie:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Fajna okładka, taka z klimatem :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm.. jakoś nie jestem przekonana, chyba nie dla mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. ciekawe, ciekawe, muszę zerknąć na to...

    OdpowiedzUsuń