czwartek, 23 listopada 2017

Polsko-bałkańskie love story, czyli „Chwila na miłość” Joanny Stovrag


Nie jestem szczególnie romantyczna. Klasycznych romansów i obyczajówek staram się unikać (z różnym skutkiem), cenię za to historie oparte na faktach. „Chwila na miłość” to właśnie taka powieść z życia, bo oparta na wspomnieniach i doświadczeniach autorki. Ale wbrew temu co może sugerować tytuł, nie jest to słodka opowieść o perypetiach kochanków, a wzruszająca i momentami wstrząsająca opowieść o miłości dojrzewającej w cieniu wojny na Bałkanach. 

Joanna to młoda kobieta, studentka slawistyki, która dostaje szansę wyjazdu na studia do Sarajewa. Mimo wielu wątpliwości dziewczyna decyduje się na wyjazd. Piękne, kosmopolityczne, gościnne Sarajewo zachwyca, upaja i rozkochuje w sobie dziewczynę, która przywykła do szarej, komunistycznej codzienności. Wkrótce dziewczyna zdobywa nowych przyjaciół, a także poznaje Seja. I choć pozornie młodzi pochodzą z dwóch zupełnie rożnych światów, to pomimo dzielących ich różnic, coraz odważniej zaczynają planować wspólna przyszłość. W końcu nic nie może stanąć na drodze prawdziwej miłości, prawda? A wojna? Przecież tak ekstremalnej sytuacji nikt nigdy nie bierze pod uwagę. A jednak szczęście Asi i Seja zostaje brutalnie przerwane przez wybuch wojny na Bałkanach.... 

„Chwila na miłość” to opowieść pisana prosto z serca. Pierwszoosobowa narracja skraca dystans między czytelnikiem i autorem oraz tworzy między nimi intymną atmosferę. Bo wspomnienia autorki są bardzo szczere i bardzo osobiste. Wstrząsające w swojej wymowie, choć Joanna Stovrag unika brutalnych szczegółów. Wszystko odbywa się na płaszczyźnie uczuć i dlatego robi tak piorunujące wrażenie na odbiorcy. Bo trudno zrozumieć to wszystko o czym opowiada autorka, można jedynie wczuć się w jej sytuację i stać się niemym świadkiem wszystkich wydarzeń. 

Pomimo trudnej tematyki książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Strony same uciekają pod palcami, a gawędziarki styl autorki niesamowicie wciąga. Z góry wiadomo, że historia Asi i Seja kończy się happy endem (choć nie tak całkiem happy, bo przecież w obliczu wojny już nigdy nic nie jest takie samo) i chyba tylko dlatego w trakcie lektury czytelnik do końca nie porzuca nadziei. I choć w powieści pada sporo ważnych słów, to dla mnie najpiękniejsza jest końcowa refleksja. Bo czasami miłość jest jedynym, co jeszcze trzyma człowieka przy zdrowych zmysłach i daje mu siłę do walki o kolejny dzień. I nie chodzi tu tylko o sytuacje ekstremalne, ale także o zwykłą szarą codzienność. 

Po raz pierwszy opowieść Joanny Strovag ukazał się w 2007 r. w wydawnictwie Branta pod tytułem „Jeszcze żyję...”. Sama zmiana tytułu jest dla mnie ciekawą kwestią, bo wydawnictwo Replika przy okazji publikacji rozszerzonej wersji wspomnień Joanny Stovrag zdecydowało się nadać im tytuł „Chwila na miłość”. Dla mnie poprzedni tytuł był zbyt dramatyczny, ten z koeli jest zbyt słodki. Gdyby to ode mnie zależało (a na szczęście nie zależy) książka ukazałaby się pod tytułem „Sejo”. I choć ten tytuł nic nie powiedziałby potencjalnym czytelnikom o treści, to dla mnie imię męża Joasi jest najpiękniejszym słowem pojawiającym się w całej powieści. 

💙💙💙
Joanna Stovrag, Chwila na miłość, wyd. Replika, Zakrzewo,Zakrzewo, Poznań 2017.

4 komentarze:

  1. Książka już gości w mojej biblioteczce. Twoja recenzja bardzo zachęciła mnie do lektury.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety, wydawnictwom zdarza się często przesadzać, jeśli chodzi o tytuły w każdą stronę...

    OdpowiedzUsuń