sobota, 11 listopada 2017

Dobre bo polskie, czyli cztery książki do czytania nie tylko od święta


Szukając po internecie jakiejś fajnej bluzki, którą mogłabym sobie kupić rzuciła mi się w oczy koszulka z Bobem Dylanem. Nie żebym zaraz miała ją zamawiać, bo wielką fanką Dylana nie jestem, ale pomyślałam sobie, że to chyba jedyny literacki noblista, którego można na siebie wdziać i nosić z dumą. Ach, jakżebym chciała założyć bluzkę z gębą polskiego pisarza lub poety, wypiąć pierś do przodu i ruszyć na miasto jako ruchoma reklama literatury. No bo w czym gorsze się książki od muzyki? Czyżby literaci byli mniej wyluzowani od rockandrollowców i nie zasługiwali na własne koszulki? Specjalnie wspominam tutaj o polskich pisarzach, bo mam kilka swoich typów, których brałabym od razu (to znaczy bluzki z ich podobiznami, żeby było jasne).

Na pierwszy ogień poszedłby Myśliwski, Stasiuk (przecież on ma twarz stworzoną do publikowania na koszulkach i plakatach, a i wygrywa we wszystkich moich rankingach na najprzystojniejszego pisarza w dziejach), Herbert i Szostak. Takie moje literackie miłości. Ale przy okazji tego trochę niepoważnego wstępu chciałabym Wam opowiedzieć, teraz już tak całkiem serio, o czterech świetnych polskich książkach, których autorzy zdecydowanie nadawaliby się na koszulki (nie bez powodu wszystkie zostały wydanie przez Powergraph).


Ostatnio Wydawnictwo Literackie wypuściło nową książkę Szczepana Twardocha. Okazuje się jednak, że tom „Ballada o pewnej panience” nie jest taką znowu śnieżynką, bo większość tekstów była już gdzieś wcześniej publikowana. Głównie w tomie „Tak jest dobrze”, wydanym przez Powergraph w 2011 r. Oczywiście w takich wznowieniach nie ma nic złego, fajnie, że jedno wydawnictwo gromadzi cały dorobek Twardocha, ale ja będę wierna mojemu staremu tomikowi.

W „Tak jest dobrze” znajduje się sześć opowiadań. Opowiadań mocnych, niepokojących i bardzo ludzkich. I choć wolę Twardocha w dłuższych formach, muszę przyznać, że jego opowiadania są moce, wytrącające z równowagi i na długo zapadające w pamięć. Bo pisarz grzebie gołymi rękami w ludzkich duszach i bebechach. Opowiada o miłości i cielesności, o samotności, rozpaczy, zwątpieniu i różnych słabościach. Jest przy tym dosadny, a czasami nawet bezlitosny. Dlatego lekturę tomu trudno uznać za przyjemne doświadczenie. Właściwie po odłożeniu książki na półkę miałam ochotę nakryć ją kocem, żeby na nią nie patrzeć i żeby ona nie zerkała w moim kierunku. Potrzebowałam czasu, żeby ochłonąć, choć tak naprawdę nie udało mi się do końca strząsnąć z siebie wszystkich emocji towarzyszących lekturze. Wciąż czuję dreszcz niepokoju na samą myśl i szczerze mówić nigdy nie chciałabym wracać do opowiadań Twardocha. Bo to, że nigdy o nich nie zapomnę jest raczej pewne (to samo mam ze „Szczęśliwą ziemią” Orbitowskiego). Jeśli oczekujcie mocnej literatury, która nie pozwoli wam zasnąć, to możecie brać „Tak jest dobrze” w ciemno.

💙💙💙
Szczepan Twardoch, Tak jest dobrze, wyd. Powergraph, Warszawa 2011.



Jakub Małecki to bez wątpienia jeden z najzdolniejszych i najbardziej docenianych pisarzy młodego pokolenia. Jego gwiazda rozbłysła przy okazji „Dygotu”, ale i jedno z wcześniejszych dzieł Małeckiego, czyli „W odbiciu” to powieść godna uwagi.

Natalia i Karol to młode małżeństwo przeżywające kryzys, Mariusz zwany Pielgrzymem stracił rodzinę z powodu choroby alkoholowej, natomiast chorująca na raka pani Gienia martwi się jak mąż poradzi sobie po jej śmierci. W pewnym momencie losy zupełnie obcych sobie bohaterów zaczynają się splatać. I nagle obyczajowa historia powoli zmienia się w horror, nic nie jest taki jak się początkowo wydawało, a kolejne dziwne wydarzenia niepokoją i smucą jednocześnie.

Malecki w genialny sposób potrafi łączyć ze sobą ludzkie historie, ukazując jak wybory, których dokonujemy w życiu mogą wpływać na innych. Pisarz opowiada o zwykłych ludziach, takich którzy mieszkają za ścianą, których na co dzień spotykamy w sklepie, w pracy, idąc po dzieci do przedszkola. W ich szarym życiu zazwyczaj nie ma miejsca na spektakularne wydarzenia. A jednak w pewnym momencie dzieje się coś złego, coś co zmienia wszytko. Elementy fantastyki, które Małecki umiejętnie wplata w fabułę, burzą uporządkowana codzienność, uwypuklają grozę i podkręcają napięcie, choć autor nie stosuje tanich chwytów, żeby przestraszyć czytelnika. Bo wszystko to jest raczej zaskakująco smutne niż straszne. Ale tak to w życiu bywa.

💙💙💙
Jakub Małecki, W odbiciu, wyd. Powergraph, Warszawa 2011.



„Polaroidy z zagłady” Pawła Palińskiego naturalnie kojarzą mi się z „Drogą” Cormaca McCarthy'ego. Co prawda Palińskiemu nie udało się doskoczyć do poziomu McCarthy'ego, ale bądźmy szczerzy – mało kto może się równać z Mistrzem.

„Polaroidy z zagłady” to mroczne postapo, w którym autor skupił się na przeżyciach głównej bohaterki – 64 letniej Teresy. Postać Teresy jest tu największym zaskoczeniem, bo w książkach, filmach i komiksach o tematyce postapokaliptycznej stawia się raczej na młodych i silnych ludzi, którzy mają szansę na przetrwanie w trudnych warunkach. Z kolei Paliński wybiera trudniejszy kierunek, bo jego bohaterce bliżej do staruszki niż kobiety w średnim wieku. Właściwie w tym wieku powinna już być babcią, która z czułością opiekuje się wnukami. I to ciepło, które kojarzy się z osobą babci zostało brutalnie zestawione z mrokiem, samotnością i opuszczeniem, które osaczają Teresę ze wszystkich stron.

Pod względem fabularnym w powieści prawie nic się nie dzieje. Bo tutaj chodzi przede wszystkim o wewnętrzne przeżycia bohaterki, o jej walkę ze śmiercią i zniechęceniem, o przetrwanie kolejnego dnia. O samotność, która sprawia ból i uświadamia czytelnikowi starą prawdę, że jesteśmy sobie potrzebni do szczęścia, że w trudnych momentach to ciepło dłoni drugiego człowieka jest kotwicą, która zapewnia poczucie bezpieczeństwa i trzyma w ryzach nasze człowieczeństwo. Dobra, zaskakująca, choć trudna powieść, którą docenią przede wszystkim czytelnicy lubiący niebanalne rozwiązania. 

💙💙💙
Paweł Paliński, Polaroidy z zagłady, wyd. Powergraph, Warszawa 2014.



Tom „Północ – Południe” Roberta M. Wegnera sprawił mi dziką satysfakcję i pozostawił z poczuciem, że oto trzyma w dłoniach coś co należy do prawdziwego mężczyzny - jego literackie dzieło. Intrygujące, wciągające i koniecznie z mocnym zakończeniem. Bo moim zdaniem „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” należą do rzadko spotykanych prawdziwie męskich historii, które we mnie, czytelniczce, wzbudzają napięcie i sprawiają, że w trakcie lektury, wciągam brzuch, wstrzymują oddech, wypinam pierś i mimowolnie poprawiam włosy.

„Północ – Południe” to pierwszy tom serii, podzielony na dwie części, w którym znalazło się osiem opowiadań. Północ to zima, mrok, Górska Straż stojąca na straży północnych granic Imperium Meekhańskiego, fenomenalne sceny batalistyczne i wszechobecna magia. Z kolei Południe to pustynia, żar, słońce, wiara i miłość. A także magia i walka, bo te dwa elementy są niezbędne jeśli chce się przetrwać. Co najlepsze, wszystkie opowiadania trzymają równy, bardzo wysoki poziom. Właściwie nie potrafię zdecydować które z nich podobało mi się najbardziej. Prowadziłam nawet panel dyskusyjny z moim tatą i oboje nie potrafimy wskazać najmocniejszego punku „Opowieści...”, bo całość tak bardzo nam się podoba!

Dzieło Roberta M. Wegnera zapiera dech w piersi, wciąga w wir przygody, która ani na moment nie zwalnia tempa. Opowiadania czyta się w największym skupieniu i z emocjami sięgającymi zenitu. Uwielbiam ten moment, kiedy nie mogę spokojnie usiedzieć z książką w reku, tylko cały czas zmieniam pozycję czytania, chodzę po domu, mruczę do siebie pod nosem. A później leżąc już w łóżku wymyślam kolejne zakończenia. Jeśli więc lubicie mocne historie z wyrazistymi, pełnokrwistymi bohaterami, świetnie prowadzoną narrację i dopieszczoną w szczegółach, zaskakującą fabułę, to obok „Opowieści z meekhańskiego pogranicza” nie możecie przejść obojętnie!

💙💙💙
Robert M. Wegner, Opowieści z meekhańskiego pogranicza. Północ – Południe, wyd. Powergraph, Warszawa 2012.

3 komentarze:

  1. Niestety żadnej z powyższych pozycji nie przeczytałam, ale jeżeli chodzi o fakt samych polskim pisarzy to czyta się ich za mało i za mało się docenia, ponieważ są tak wspaniali i utalentowani pisarze, że powinno się im kłaniać.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety nie czytałam nic z tego co polecasz, ale na pewno się po któryś z tych tytułów!

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie znałam ani jednej z nich, ale też teraz tyle książek na rynku, że ciężko wybrać te wartościowe...

    OdpowiedzUsuń