poniedziałek, 23 października 2017

Przygoda na paryskich dachach, czyli „Dachołazy” Katherine Rundell


Debiutancka powieść Katherine Rundell „Dachołazy” to praktycznie gotowy scenariusz na klasyczną, rysunkową animację Disneya. Jest tutaj wszystko, co kocham w bajkowym świecie Disneya – urocza bohaterka i jej ekscentryczny opiekun, tragiczna historia rodzinna, marzenia, które stają się rzeczywistością, walka z czarnymi charakterami i wspaniały, miażdżący serce happy end. Ale zanim studio Disneya wpadnie na pomysł ekranizacji (żeby nie było, ja pierwsza to wymyśliłam), warto sięgnąć po powieść, która ujmie i oczaruje wszystkie wrażliwe dusze.

Sophie jest sierotą ocaloną z katastrofy statku. Dziewczynkę owiniętą w nuty, dryfującą w futerale po wiolonczeli wyłowił ekscentryczny Charles, który natychmiast ją pokochał i otoczył opieką. Swoim nietypowym podejściem do życia Charles zaraża Sophie, rozwija w podopiecznej wrażliwość, pielęgnuje dobro, pokazuje jej jak niezwykłym miejscem jest świat, pozwala małej marzyć i wierzyć w to, że jej matka żyje i kiedyś ją odnajdzie. Ale samotny mężczyzna opiekujący się dorastającą dziewczynką wzbudza niepokój skostniałych urzędników z opieki społecznej, którzy widzą w Sophie zaniedbane dziecko, z którego z pewnością nie wyrośnie młoda dama z perfekcyjnymi manierami, dlatego postanawiają odebrać Charlesowi dziewczynkę i umieścić ją w sierocińcu. W ostatniej chwili Sophie i jej opiekun decydują się uciec do Paryża i tam poszukać mamy Sophie. Jedyną wskazówką, którą mają jest adres lutnika, który wykonał wiolonczelę. Ale przecież, jak to Charles powtarza - nigdy nie przekreślaj możliwego.

Powieść Katherine Rundell jest piękna i niezwykła. Niebanalne postaci, oryginalny pomysł na fabułę, poetycki język i wspaniały klimat przygody tworzą uroczą mieszankę i sprawiają, że lektura „Dachołazów” to prawdziwa przyjemność, a sama powieść pachnie marzeniami i świeżością. I choć faktycznie trudno porównać opowieść o Sophie z innym dziełem literackim, tak nie przestaje mnie prześladować skojarzenie ze startymi, dobrymi animacjami Disneya. Właściwie całą powieść odtworzyłam w swojej głowie w formie bajki i taka wersja wyjątkowo mnie urzekła (szczególnie sceny na paryskich dachach aż proszą się o przeniesienie na wielki ekran).

Co prawda „Dachołazy” to powieść skierowana do starszych dzieci i młodszych nastolatków, ale jestem przekonana, że historia Sophie chwyci za serce wszystkich czytelników bez względu na wiek. Bo debiut Katherine Rundell to ciepła i optymistyczna opowieść o nadziei, która daje siłę, o miłości, która nie potrzebuje więzów krwi oraz wierze w to, że wszystko jest możliwe. Brytyjska pisarka w piękny, ale i prosty sposób opowiada o miłości i przyjaźni, o tym, że warto marzyć i o marzenia walczyć. Fabuła nie jest szczególnie skomplikowana, a samo zakończenie łatwe do przewidzenia, ale w tym przypadku nie ma to żadnego znaczenia, bo magiczny klimat paryskiego nieba oszałamia, a wir przygody wciąga tak bardzo, że odbiorca podświadomie ignoruje drobne potknięcia pisarki. Lektura pozostawia czytelnika z przyjemnym ciepłem w okolicach serca i głębokim przekonaniem, że marzenia się spełniają. Mnie to przekonuje, dlatego z czystym sumieniem polecam „Dachołazy waszej uwadze.

 💙💙💙
Katherine Rundell, Dachołazy (tyt. oryg. Rooftoppers), tłum. Tomasz Bieroń, wyd. Poradnia K, Warszawa 2017.

3 komentarze:

  1. Bardzo zachęcająca recenzja, a ja lubię dziecięca lterature mimo, że dzieckiem, ani nastolatków już dawno nie jestem. Jeśli wpadnie mi w ręce przeczytam.:) Uważam, że z dziecięcych książek dorośli również mogą wiele się nauczyć.:)
    kocieczytanie.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Od czasu do czasu lubię się odmłodzić, chociażby czytając taką właśnie książkę:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Uwielbiam Twoje aranżacje na zdjęciach, niby nic, kilka listków, a jak to pięknie wygląda! :)

    OdpowiedzUsuń