środa, 4 października 2017

Przejmująca baśń dla dorosłych, czyli „Trzy cienie” Cyrila Pedrosy


Cyril Pedrosa, francuski rysownik i twórca komiksów, podobno już jako nastolatek wiedział, że jak dorośnie chce zostać rysownikiem. Zawiodło go to na studia związane z animacją, a później do studia Disneya, gdzie pracował m. in. nad filmami „Dzwonnik z Notre Dame” i „Herkules”. I właśnie ta charakterystyczna Disneyowa kreska jest doskonale widoczna w „Trzech cieniach” - komiksie pięknym i wzruszającym. Zarówno scenariusz jaki i strona wizualna są tu doskonałe i dopracowane w najdrobniejszych szczegółach. Całość chwyta za gardło i sprawia, że absolutnie nikt nie przejdzie obok niego obojętnie.

Louis i Lise wiodą szczęśliwe i pozbawione większych trosk życie. Wychowują synka, troszczą się o ciepło domowego ogniska, doceniają proste przyjemności jak smak wiśni, chłód cienia, zapach rzeki. Nie dbają o daleki świat i wydaje się, że świat również o nich zapomniał. Do czasu… Pewnego dnia przed ich chatą pojawiają się trzy cienie. Ich sylwetki majaczą na horyzoncie, a niespodziewana obecność burzy cały spokój rodziny. Wkrótce Lise odkrywa powód pojawienia się nieproszonych gości. Kobieta godzi się z nieuchronnym losem, ale rozdarty Louis postanawia uciec jak najdalej, żeby ukryć małego Joachima. Tylko czy można uciec przed przeznaczeniem?



Wpływ filmu animowanego, a już w szczególności Disneya, widać nie tylko w fenomenalnej kresce Pedrosy, ale także w samym scenariuszu i kreacji bohaterów. Louis jest ogromny jak niedźwiedź, choć przecież ma serce na dłoni, Lise piękna i powabna mogłaby stanąć w szeregu z księżniczkami Disneya (choć nigdy wcześniej nie widziałam żadnej księżniczki Disneya z nagimi piersiami), a Joachim to uroczy i pełen energii urwis, który musi nauczyć dorosłych dziecięcej mądrości. Niewinność bohaterów autor przedstawił symbolicznie w pięknych, nagich kadrach, które wzbudzają szczery zachwyt i czułość. Bo rodzina jest ze sobą tak blisko, że nie ma między nimi żadnych barier. Właściwie dziwię się, że jeszcze nikt (a już szczególnie studio Disneya) nie zdecydował się przenieść tej historii na wielki ekran. Chociaż może ekranizacja odarłaby dzieło francuskiego rysownika z intymności i pewnego rodzaju kameralności. Bo jednak komiks nadaj jest niszowy, więc czytając „Trzy cienie” czuję podniosłość chwili i mam poczucie, że dotykam prawdziwego piękna, które nie jest dostępne zwykłym śmiertelnikom.

Scenariusz Pedrosy jest genialny! Historia oszałamia, a ilość przygód odwraca uwagę od czającego się na dnie serca strachu. Bo im dalej ucieka Louis, tym bardziej zbliża się do nieuchronnej tragedii, która prędzej czy później musi spaść na jego niedźwiedzie barki. Ale przecież to jeszcze nie koniec, bo w każdej porządnej baśni musi zatriumfować miłość. I tak się dzieje, ale zakończenie z pewnością jest zaskakujące (choć zupełnie nie takie jak oczekiwałam), a nutka żalu wyciska łzę z oka czytelnika. Ale co by nie mówić o scenariuszu, to bajeczne ilustracje wiodą prym w „Trzech cieniach”.

Ilustracje są dynamiczne, kunsztowne, bardzo szczegółowe, aż kipią od emocji, a postaci niemal wychodzą ze stron. Rysunki Pedrosy są tak sugestywne, że bohaterowie ożywają na oczach czytelnika, a samo czytanie przypomina raczej oglądanie kolejnej animacji Disneya. W pewnym momencie byłam niemal pewna, że Louis i Joachim zaraz wyskoczą z komiksu i rozbiegną się po całym pokoju. Wspaniałe uczucie! Triumf wyobraźni, a przede wszystkim doskonała robota Pedrosy, który trzyma w garści fantazję odbiorcy i robi z nią co tylko zechce.



„Trzy cienie” to poruszająca baśń dla dorosłych. Piękna, magiczna i pełna przygód opowieść o przeznaczeniu i o akceptacji własnego losu. A także o tym, że kochamy nasze dzieci ze wszystkich sił i jesteśmy gotowi na największe szaleństwo i największe poświęcenie, żeby tylko uchronić je przed tym co złe. Sama tematyka komiksu jest trudna i smutna, ale Pedrosa uwodzi fantastycznym klimatem, czaruje kolejnymi zwrotami akcji i powoli wmawia czytelnikowi, że jego wersja wydarzeń jest najlepsza. Możemy się buntować przed obecnością cieni, odpychać myśl o postawieniu się w sytuacji Louisa, ale w końcu damy się uwieść magii Pedrosy. Zakończenie, szczęśliwe i nieszczęśliwe jednoczenie (tak, to możliwe), można podsumować zdaniem z mojego ukochanego „Króla Lwa”: „Tak, przeszłość często boli. Można od niej uciekać albo wyciągnąć z niej jakieś wnioski.”

💙💙💙
Cyril Pedrosa, Trzy cienie (tyt. oryg. Trois Ombres), tłum. Katarzyna Koła,wyd. Kultura Gniewu, Warszawa 2015.

4 komentarze:

  1. Już okładka przyciąga - jest piękna, ale i bardzo niepokojąca zarazem

    OdpowiedzUsuń
  2. Przepiękne są te ilustracje. Muszę jej poszukać :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Przepiękne ilustracje, koniecznie trzeba nacieszyć nimi oko:)

    OdpowiedzUsuń