piątek, 15 września 2017

Zgubić się w lesie martwych drzew, czyli „Czerwone wilczątko” Amélie Fléchais


„Czerwone wilczątko” Amélie Fléchais to zdecydowanie najpiękniejsza książeczka, jaką w życiu widziałam. Ilustracje są tak oszałamiające, że patrząc na nie mimowolnie wstrzymuję oddech. Prawdziwe arcydzieło. W swojej niesamowitej książeczce francuska ilustratorka nawiązuje do słynnej baśni Charles'a Perraulta o dziewczynce w czerwonym kapturku. Co zaskakujące młoda artystka odwraca role i główną bohaterką opowieści nie jest słodka dziewczynka w czerwonej pelerynce, ale… urocze wilczątko!

Wariacji na temat „Czerwonego Kapturka” było mnóstwo. Nie dalej jak w lutym czytałam mroczną i okrutną wersję bajki spisaną przez Gabrielę Miastral. Zarówno chilijska noblistka, jak i Amélie Fléchais oparły swoje historie na pierwotnej wersji baśni opowiadanej przez Charlesa Perraulta, a nie ugłaskanej wersji Braci Grimm. Jest więc strasznie, ale i pięknie, bo każda ilustracja, ba, każdy element ilustracji, czaruje, wabi i mami. Las jest tak piękny, że czytelnik ma ochotę pobiec za rozbrykanym wilczątkiem, zgubić się między drzewami i zachwycać otaczającą przyrodą.

Początek opowieść nie rożni się wiele od znanego oryginału, choć odwrócenie ról w tym przypadku jest wyjątkowo zabawne. Otóż mama wilczyca po powrocie z polowania wysyła swoje wilczątko do babci. Staruszce wypadły zęby dlatego sama nie może polować, więc kochane wnuczątko zaniesie jej tłustego zająca w prezencie. Jednak po drodze niesforne wilczątko gubi drogę, zjada zająca, a w końcu ignoruje przestrogi mamusi i wchodzi do lasu martwych drzew. Kiedy sytuacja wydaje się beznadziejna, zrozpaczony malec spotyka… dziewczynkę! Co prawda wszystkie wilczątka wiedzą, że do ludzi nie wolno się zbliżać, ale mała jest taka ładna, miła i proponuje zapłakanemu wilczątku pomoc. Głuptasek z radością rusza za nową koleżanką, nie przypuszczając nawet, że właśnie wpadł w pułapkę... 



„Czerwone wilczątko” to nie tylko fanatyczne ilustracje, ale także piękna i smutna opowieść, która zachwyca cudownym klimatem rodem z ballad Adama Mickiewicza. W ogóle mam wrażenie, że Amélie Fléchais udało się zilustrować wszystko to, co tak kocham w poezji Mickiewicza. Strachy, dziwy i natura, która ożywa na oczach czytelnika i ma prawo do wymierzania własnej sprawiedliwości. Jestem przekonana, że księżyc świecący nad lasem martwych drzew jest tym samym, który odbijał się w sinej Świtezi wody. Atmosferę grozy i niepokoju potęgują niesamowite ilustracje, piękna kreska artystki, gra świateł i kolorów, magia i tajemnica, którą przesiąknięte są strony tej niezwykłej książeczki. Cudo!!! Co więcej fabuła, choć jest tylko dodatkiem do ilustracji, robi piorunujące wrażenie. Opowieść o wilczątku jest nie tylko przewrotna, ale też straszna i smutna. Zaskakujące zakończenie, którego zdradzać nie będę, stawia mnóstwo pytań o to, czy taką wersję można uznać za szczęśliwą. Z pewnością trzeba tutaj porozmawiać z dzieckiem na temat dobra i zła, a także wyborów, którymi kierujemy się w życiu.

Dla wszystkich wielbicielki picturebooków, zafascynowanych oryginalnymi książeczkami dla dzieci czy koneserów bajecznych ilustracji „Czerwone wilczątko” Amélie Fléchais jest pozycją obowiązkową. I to nie na kiedyś, ale na już! Jestem nią oczarowana, a z każdym kolejnym „czytaniem” podoba mi się jeszcze bardziej! Najchętniej wytapetowałabym całą ścianę ilustracjami francuskiej artystki (widziałam plakaty z jej pracami i tylko cena powstrzymała mnie przed natychmiastowym zakupem). Jedyne do czego można by się doczepić to czcionka, która jest piękna, ale zupełnie nieprzyjazna dla dzieci. Te wszystkie zawijaski i pętelki mogą być dla małych czytelników nieco kłopotliwe. Ale powiedzmy sobie szczerze - czytanie TAKIEJ baśni razem z dziećmi to sama radość!

💙💙💙
Amélie Fléchais, Czerwone wilczątko (tyt. oryg. Le Petit Loup Rouge), tłum. Ana Brzezińska, wyd. Kultura Gniewu, Warszawa 2017.




3 komentarze:

  1. Te ilustracje są po prostu mega, strasznie mi się podobają!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam zaś zupełnie na odwrót - nie lubię takiego stylu rysowania.

      Usuń
  2. A mi w przeciwieństwie do ciebie ilustracje się nie podobają. Wolę inne klimaty. Pozycja nie dla mnie i nie dla moich pociech bo są już za duże.

    OdpowiedzUsuń