piątek, 29 września 2017

„Niepełnia” i tajemnice białego domku, czyli Anna Kańtoch w najwyższej formie


Dokładnie dzisiaj oficjalną premierę ma najnowsza powieść Anny Kańtoch „Niepełnia”. Po ostatnich kryminalnych dokonaniach pisarki również „Niepełnia” reklamowana jest jako „kryminał nieoczywisty”. Szczerze mówiąc mam problem z tym określeniem, bo dla mnie najnowsze dzieło Kańtoch to raczej świetnie (niemal wybitnie) skrojona obyczajówka z dreszczykiem. Coś na kształt „Szczęśliwej ziemi” Łukasza Orbitowskiego, bo cóż z tego, że trup pada już na pierwszej stronie, skoro w tym wszystkim chodzi o coś więcej niż tylko podejrzenie morderstwa.

Trudno cokolwiek wspominać o fabule, żeby nie zdradzić zbyt wiele. Zresztą streszczenie powieści jest nie lada wyzwaniem, bo autorka nieźle namieszała (w pozytywnym sensie oczywiście). Szkatułkowa forma powieści jest wyzwaniem nie tylko dla autora (żeby wszystko miało sens), ale i dla czytelników, którzy przez cały czas muszą zachować czujność i nie dać się wywieść na manowce. Dlatego jakiekolwiek wzmianki fabularne wydają się w tym przypadku nietaktem, jednak od czegoś zacząć trzeba. A wszystko zaczyna się w zasypanym śniegiem białym domu. Jest i trup, czyli zwłoki młodej Agnieszki, która rzekomo popełniła samobójstwo. Na komendę przewieziony zostaje brat dziewczyny, chłopak o wyjątkowo delikatnej urodzie, który po namowach policjantki zaczyna opowiadać historię pozornie niezwiązaną z całą sprawą. Jedynym punktem zaczepienia pozostaje biały dom, którego wnętrza skrywają niejedną tajemnicę…

Anna Kańtoch jest tak wychwalaną pisarką (zupełnie słusznie), że aż głupio znów jej słodzić. Tym bardziej, że w „Niepełni” trudno się do czegokolwiek doczepić. Nawet to, że zakończenie nie jest jasne i sensowne ma swój sens (jakkolwiek to brzmi). Styl Kańtoch jest doskonały, ale dla mnie najmocniejszą stroną jej prozy jest klimat powieści (i nie mam tu na myśli tylko „Niepełni”, choć w tym przypadku przeszła samą siebie!). Praktycznie przez całą lekturę towarzyszyło mi poczucie niepokoju i przyjemny dreszcz emocji. W kilku momentach naprawdę się bałam, choć przecież nikt mnie niczym nie straszył. Ale opowieść prowadzona jest w taki sposób, że poczucie grozy wisi tuż nad głową czytelnika, a strachy zaglądają z każdego kąta, choć pozornie nic złego się nie dzieje. I to napięcie, które ściska za gardło i sprawia, że jak najszybciej chcę doczytać do końca, a jednocześnie mam nadzieję, że powieść nigdy się nie skończy.

Trudno wskazać kto jest głównym bohaterem „Niepełni”, bo pisarka tak wyważyła proporcje, że każda postać pojawiająca się na kartach powieści jest ważna i ma swoją rolę do odegrania. Może się wydawać, że najważniejsze jest tu Słoneczko – hermafrodyta, dziecko, które nie chce zdecydować czy woli być chłopcem czy dziewczynką, ale moim zdaniem to mylne wrażenie. Bo Słoneczko, tak jak biały domek, spaja całą akcję i kieruje ją na odpowiednie tory. Również opis z okładki zwraca szczególną uwagę na tę postać, a także otwiera liczne furtki interpretacyjne. Moim zdaniem dorabianie ideologii do Słoneczka i jego obecności na kartach powieści jest niepotrzebne. Dla mnie ta postać jest odrobinę nierealna, z pogranicza jawy i snu, jak jeden z bohaterów „American Horror Story: Freak Show”. Biedne dziwadło, skrzywdzone i społecznie nieakceptowane, ale czy do końca niewinne? Jest w Słoneczku jakaś ulotność i magia, której tak szkoda niszczyć dyskusją o płciowości.

„Niepełnia” to fantastycznie napisana i skonstruowana powieść, którą Anna Kańtoch pokazała klasę i udowodniła, że nadal jest jedną z niewielu polskich pisarek, które mają coś ciekawego do powiedzenia. Dodam jeszcze tylko, że zarwałam noc dla „Niepełni” (a nie zdarza mi się to często, bo przy małym dziecku i wczesnym wstawaniu do pracy każda minuta snu jest cenna), bo zwyczajnie nie mogłam się oderwać. Dlatego brać i czytać! Gwarantuję, że będziecie pod wrażeniem.

💙💙💙
Anna Kańtoch, Niepełnia, wyd. Powergraph, Warszawa 2017.

3 komentarze:

  1. Widzę, że autorka ma wiele do zaoferowania, a ja dopiero dzisiaj o niej usłyszałam. Chciałabym sprawdzić na własnej skórze to, w jaki sposób dzieli się treścią z odbiorcą.

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja nie słyszałam wcześniej o tej autorce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie słyszałam o tej Autorce, ale będę mieć teraz na uwadze:)

    OdpowiedzUsuń