środa, 13 września 2017

Młodzieżówka inna niż wszystkie - „Słońce też jest gwiazdą”, Nicola Yoon


Gwiazda Nicoli Yoon rozbłysła przy okazji powieści „Ponad wszystko”. Debiut młodej pisarki pokochały nastoletnie czytelniczki, a film na podstawie powieści tylko przysporzył książce kolejnych zwolenniczek. I choć do grupy docelowej od dawna nie należę, to muszę przyznać, że opowieść o Maddy i Ollym była wyjątkowo ujmująca. Szczególnie doceniam refleksję płynącą z całej historii, bo to oznacza, że Nicola Yoon jest pisarką z głową, która ma do przekazania coś więcej niż tylko wzruszającą opowieść o zakochanych nastolatkach. W przypadku „Słońce też jest gwiazdą” autorka poszła o krok dalej i poruszyła poważny problem społeczny dzisiejszego świata.

Cała akcja powieści rozgrywa się w ciągu 12 najtrudniejszych godzi w życiu nastoletniej Natashy. Dziewczyna i jej rodzina pochodzą z Jamajki, ale od lat mieszkają nielegalnie w Stanach Zjednoczonych. Ich status wychodzi na jaw przypadkowo przez głupi błąd ojca, dlatego rodzina musi wracać tam skąd przyjechała. Załamana Natasha po raz ostatni udaje się do urzędu imigracyjnego, żeby wybłagać na urzędnikach możliwość pozostania w USA. Gdzieś po drodze spotyka Daniela, chłopaka o koreańskich korzeniach, romantyka i marzyciela, który wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Z kolei Natasha wierzy w naukę, w to co można zbadać i sprawdzić za pomocą doświadczeń. Jej zdaniem miłość jest tylko złudzeniem. A jednak coś ją w Danielu przyciąga. Coś, czego sama nie potrafi wytłumaczyć, a tym bardziej zrozumieć. Zresztą to nieważna, bo jutro już jej tu nie będzie. Ale dzień się jeszcze nie skończył, a w sercach młodych bohaterów zaczyna tlić się nadzieja…

Te wszystkie przypadki i zrządzenia losu, o których pisze autorka nie do końca mnie przekonują, ale myślę, że to jedynie kwestia wieku. Podejrzewam, że jakieś 15 lat temu byłabym zachwycona pomysłem pisarki i zgadzałabym się z każdym jej słowem. W końcu nieco naiwna i romantyczna wiara w miłość idealną, która gdzieś tam czeka na człowieka kazałaby mi przyznać Nicoli Yoon rację. Nawet trochę mi żal, że kilka gorzkich rozczarowań zniszczyło we mnie tę wiarę. Ale nie o przypadki w powieści chodzi, ani nawet o miłość, bo pod płaszczykiem niewinnej historii miłosnej pisarka opowiada o poważnych problemach społecznych w Stanach Zjednoczonych. W końcu ponad 11 mln ludzi przebywa w USA nielegalnie.

Trudno mi wyrokować z jakich powodów ci ludzie zdecydowali się opuścić swój rodzinny kraj, ale najpewniej uciekali w poszukiwaniu lepszego życia. Tak jak bohaterowie Nicoli Yoon. Rodzice Daniela uciekli od skrajnej biedy. Chcieli jedynie zapewnić godne życie swoim dzieciom. Żeby osiągnąć swój cel poświęcili wszystko ciężkiej pracy. Nawet relacje z synami na tym ucierpiały. Dlatego Daniel nie do końca rozumie motywacje rodziców, czuje się Amerykaninem, a z rodzinnym krajem właściwie nic go nie łączy. Pozbawiony historii i dziedzictwa swoich przodków miota się między tym czego sam pragnie, a tym czego oczekują od niego rodzice.

Historia Natashy jest bardziej skomplikowana. Ojciec dziewczyny był na Jamajce świetnie zapowiadającym się aktorem, jednak jego american dream kazał mu opuścić żonę i małą córeczkę i ruszyć do kraju wielkich możliwości. Mówi się, że jak ktoś ma miękkie serce, to musi mieć twardą dupę, a tacie Natashy zabrakło silnego charakteru i odporności psychicznej. Pogoń za marzeniami o wielkim sukcesie całkowicie przysłoniły mu perspektywę, a troska o rodzinę zeszła na dalszy plan. Mężczyzna nie potrafi docenić rodziny, a nawet obwinia dzieci za własne porażki. Napiętą atmosferę w domu pogarsza jeszcze głupi błąd ojca, przez który rodzina musi wracać na Jamajkę. Dla Natashy to prawdziwa tragedia, bo nastolatka nie pamięta rodzinnego kraju, w którym wcale nie jest tak kolorowo, jak mogłoby się wydawać, a przede wszystkim nie chce zostawiać koleżanek, szkoły i jedynego domu jaki zna.

Nie jestem pewna czy nastoletnie czytelniczki zwrócą uwagę na powagę sytuacji, ale ja, jako dorosły odbiorca jestem pod wrażeniem tematu, z którym zdecydowała się zmierzyć amerykańska pisarka. Co prawda pod względem literackie nie jest to żadne arcydzieło, a raczej przeciętna opowieść miłosna z dobijająco fatalnym zakończeniem, ale ogólne przesłanie płynące z powieści jest świetne. Nicola Yoon nie trzyma swoich bohaterów w szklanej bańce, ale konfrontuje ich z poważnymi problemami współczesnego świata, ukazuje, że każdy ma swoje racje, a także zwraca uwagę na to, że często za głupie błędy musi płacić cała rodzina. Tym samy „Słońce też jest gwiazdą” to ważna i potrzebna powieść, która poruszy nie tylko nastoletnie czytelniczki. Ze swej strony jak najbardziej polecam i czekam na kolejne, niebanalne książki Nicoli Yoon.

💙💙💙
Nicola Yoon, Słońce też jest gwiazdą (tyt. oryg. The Sun is Also a Star), tłum. Donata Olejnik, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2017.

4 komentarze:

  1. Poruszony temat w książce jest naprawdę ważny i ciekawy. Myślę, że warto się z nią zapoznać bliżej.

    OdpowiedzUsuń
  2. Może być tak, że nastolatki zwrócą uwagę głównie na wątek miłosny... ale to nic złego;) Jak widać, każdy może znalezć w tej powieści coś dla siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  3. A jaka piękna ta oprawa z jesiennych liści :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Mam w domku i leży od miesiąca. Ale mnie zachęciłaś mocno, mocno :)

    OdpowiedzUsuń