środa, 20 września 2017

Komiks z sercem na dłoni, czyli „Pięć tysięcy kilometrów na sekundę” Manuele Fiora


Scenariusz komiksu Manuele'a Fiora nie jest ani przełomowy, ani oryginalny. W literaturze i filmie podobnych historii jest mnóstwo. W życiu również. A jednak „Pięć tysięcy kilometrów na godzinę” hipnotyzuje, wciąga i długo nie pozwala o sobie zapomnieć. To pięknie napisana i subtelnie zilustrowana opowieść o pierwszej miłości, o samotności, dorastaniu, a także o wyborach, których dokonujemy w życiu.

Nicola i Pierro to najlepsi przyjaciele, którym życie mija na jeżdżeniu na zdezelowanym skuterku i podrywaniu dziewczyn. Pierwsze kilka kadrów komiksu to nic innego jak pochwała młodości i beztroski. I choć dorosłość czai się tuż za rogiem, to chłopcy cały czas od niej uciekają, bawią się i dokazują. A w końcu zakochują się w tej samej dziewczynie. Lucy, która wprowadza się po sąsiedzku wybiera Pierra. Pierwsza miłość, która spada na bohaterów niespodziewanie jest intensywna, gorąca i krótka jak lato, bo wkrótce drogi trójki bohaterów rozchodzą się, a każde z nich podąża w swoim własnym kierunku. Ale to jeszcze nie koniec, bo kiedyś znów się spotkają, żeby zobaczyć co w nich zostało z dawnych lat...

W odniesieniu do komiksu Fiora specjalnie nie piszę o starzeniu, tylko o dorastaniu. Bo cóż z tego, że bohaterowie są niemal dorośli, skoro dopiero życiowe wybory i sytuacje, w których stawia ich los sprawiają, że faktycznie muszą dorosnąć i wziąć odpowiedzialność za swoje decyzje. Każdy kolejny rozdział (fenomenalnie oznaczony kroplami spadającego deszczu) to przeskok o kilka, czasem kilkanaście lat. W ten sposób możemy podejrzeć co zmieniło się w życiu Lucy i Pierra, jak pokierowali swoim życiem i czy dokonali właściwych wyborów. W ostatnich scenach bohaterowie nie są starzy, raczej dojrzali, ledwie przed czterdziestką, ale życie odcisnęło na ich rysach swoje piętno.




Ilustracje Fiora są delikatne i czułe. Jakby wykreowany przez niego świat był kruchy i mógł się rozpaść pod zbyt silnym naciskiem ołówka. Dobór kolorów jest genialny. Każdy rozdział to właściwie osobna paleta braw, która nadaje ton opowieści i wpływa na nastrój odbiorcy. Jestem pod ogromnym wrażeniem jak umiejętnie Fior gra na uczuciach czytelnika, nawet jeśli jest w tym odrobina manipulacji.

„Pięć tysięcy kilometrów na sekundę” to melancholijna opowieść o miłości. I o życiu sączącym się przez palce. Smutne jest to, że bohaterowie Fiora żyją z dnia na dzień, bez większych planów i marzeń. Godzą się na to co przyniesie im los, nie walczą, nie szamoczą się, nie potrafią wybrać dla siebie konkretnego modelu życia. Są do bólu współcześni i zwyczajni, tacy swojscy, jakby mieszkali gdzieś obok. Dlatego lektura komiksu uwiera i ściska wszystko to, co człowiek ma w środku. Tym bardziej jeśli samemu jest się koło trzydziestki i w dylematach bohaterów dostrzega własne oblicze. Piękna rzecz, którą docenią nie tylko wrażliwcy.

💙💙💙
Manuele Fior, Pięć tysięcy kilometrów na sekundę (tyt. oryg. Cinq mille kilomètres par seconde), tłum. Katarzyna Koła, wyd. Kultura Gniewu, Warszawa 2014.

6 komentarzy:

  1. Większość ludzi dzisiaj żyje z dnia na dzień, ciężko jest mieć jakieś plany i marzenia, bo życie, które pędzi jest ciężkie do zaplanowania. Myślę, że w każdym człowieku tak jak w komiksie jest melancholijna cząstka. A szkoda....
    Co do samego komiksu i wyglądu, jest dość ładny, estetyczny i bardzo czytelny, co do treści musi mieć odbiorcę podobnego do dawcy tekstu.
    Jeżeli chodzi o formę - komiks, bardzo to uwielbiam :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację, życie czasami zmusza do takiego, a nie innego modelu życia, bo jednak fajnie się gada o możliwościach i perspektywach dopóki nie jest się odpowiedzialnym za drugiego człowieka. I nawet tutaj nie narzekam, ale jednak jakiś okruszek smutku pozostaje gdzieś na dnie serca. A co do komiksu, to moim zdaniem jest to naprawdę piękna historia :)

      Usuń
  2. U mnie komiksy zawsze mają zielone światło:)

    OdpowiedzUsuń