niedziela, 3 września 2017

Biblioteczka maluszka, czyli kartonówki z wydawnictwa Aksjomat

wydawnictwo AKsjomat

Jedną z najważniejszych zabawek w naszym domu są kartonowe książeczki. Bardzo cię cieszę, że Ignaś sam sięga po kolejne tomiki, chętnie ogląda obrazki i słucha czytanych historyjek. Przerobiliśmy już całkiem sporo najróżniejszych kartonówek i muszę przyznać, że ich poziom oraz jakość wykonania bywają różne. Tych byle jakich nie warto polecać, dlatego dziś opowiem Wam o trzech ślicznych i uroczych książeczkach z wydawnictwa Aksjomat, które bardzo lubimy. 

 
Tomiki „Kaczuszki” i „Kotek” pochodzą z tej samej serii „Historyjki malucha”. Nie tylko forma graficzna jest tutaj zbliżona, ale również morał w przypadku obu historyjek jest podobny. Ale po kolei. W pierwszym tomiku małe kaczuszki wybierają się nad staw, żeby popływać. Maluszki wskakują do wody i bawią się w najlepsze, ale jedna kaczuszka stoi na brzegu, bo paraliżuje ją strach. Na szczęście po interwencji mamy kaczki wszystko dobrze się kończy. Natomiast tytułowy kotek z drugiej książeczki to wyjątkowo rozbrykane kociątko, które spędza czas na beztroskich figlach. Brykając za motylkiem maluch wdrapuje się na drzewo i nie wie jak zejść. Szczęśliwie z pomocą przybywa mama kotka. 
 


Fabuła opowiastek o kaczuszce i kotku jest bardzo prosta, więc nawet maluszki nie będą miały problemu ze zrozumieniem treści. Wierszyki autorstwa Grażyny Wasilewicz dobrze i sensownie się rymują, co można docenić szczególnie przy głośnym czytaniu bajek. Z kolei ilustracje Ewy Nawrockiej są urocze i wyglądają jakby zostały narysowane ręką dziecka, co mnie wyjątkowo rozczula. Same książeczki zostały solidnie i bezpiecznie wydane (gruby papier, zaokrąglone rogi), więc bez wahania można je powierzyć nawet najmłodszym maluchom. Jednak dla mnie najważniejszy jest piękny i chwytający za serce morał, który dzieci zrozumieją bez trudu. Bo w obu opowiastkach najważniejsza jest mama . Mama jako ta, która zawsze przybiegnie z pomocą, doda pewności siebie, uratuje z kłopotów. Niby nic, przesłanie stare jak świat, a jednak zawsze uśmiecham się czytając Ignasiowi te książeczki. 
 
 

Z kolei tomik „Świat malucha. Moja pierwsza książeczka” to ciekawa pozycja dla przedszkolaków, ale nawet roczniaki i dwulatki zachęcam do lektury, bo mój szesnastomiesięczny synek chętnie sięga po tę książeczkę. Tomik został tak pomyślany, żeby w prosty i przystępny sposób pomóc dzieciom w oswajaniu otaczającej ich rzeczywistości. Króciutkie teksty pomagają uporządkować informacje znajdujące się na obrazkach, ale lektura polega raczej na pracy z ilustracjami. Żeby w pełni wykorzystać potencjał drzemiący w książeczce niezbędna jest pomoc rodziców, którzy rozwiną poszczególne tematy i dostosują ilość wiedzy do aktualnych możliwości dziecka, rozwieją wszelkie wątpliwości oraz zachęcą dziecko do rozmowy i snucia własnych przemyśleń. A trzeba przyznać, że tematów poruszanych w książeczce jest całkiem sporo.

Wszystko zaczyna się od podstaw, czyli życia rodzinnego. Następnie poznajemy zwierzęta mieszkające na wsi i w lesie, omawiamy kwestie związane z ciałem i higieną człowieka, a także obserwujemy zmienność pór roku. Dzięki kartonówce poznajemy również rożne pojazdy, a także uczymy się kolorów i kształtów. Rozpiętość tematów jest szeroka i początkowo może się wydawać, że taka książeczka o wszystkim jest chaotyczna. Ale to chyba tylko moje wrażenie, bo zauważyłam, że Ignaś bez problemu przeskakuje między wątkami, a ta różnorodność tematów jest dla niego atrakcyjna.


Myślę, że w przypadku przedszkolaków tomik fajnie sprawdzi się w formie czegoś na kształt zajęć tematycznych. Kolejny dział z książeczki może być tylko pierwszym bodźcem do wspólnego odkrywania świata. Warto zacząć zabawę od tematu z książeczki, porozmawiać z dzieckiem o tym co widzi na ilustracjach, wyjaśnić wątpliwości i zmobilizować do dalszego działania. Wystarczy odrobina kreatywności, żeby lektura zmieniła się w wielką przygodę. W końcu wystarczy spakować tomik do plecaka i ruszyć przed siebie. Myślę, że taka lektura w terenie zagwarantuje doskonałą zabawę :)

2 komentarze:

  1. Świat malucha śliczny! :) szkoda, że Witek pomimo ogromnej ilości książek, nie wykazuje zainteresowania... jest chętny ale jego maksymalny czas na czytanie, rozwiązywanie itp to do 5 min. Na więcej cierpliwości nie ma ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Śliczne! Aż żal bierze, że u nas juz się nie przydadzą ;)

    OdpowiedzUsuń