piątek, 21 lipca 2017

Ze wspomnień bankiera sadysty, czyli „Świnki morskie” Ludvíka Vaculíka


Mam ogromną słabość do literatury czeskiej, kocham świnki morskie, bawi mnie czarny humor, lubię makabrę, strachy i dziwy, dlatego wydawało mi się, że „Świnki morskie” Ludvíka Vaculíka będą dla mnie lekturą idealną. Cóż, wydawało mi się, bo już po jakichś 50 stronach miałam ochotę rzucić książką o ścianę. W bólach domęczyłam ją do końca i nawet sensowne przesłanie, które płynie z powieści Vaculíka nie sprawiło, że chciałabym „Świnki morskie” zapamiętać na dłużej. Wręcz przeciwnie, mam nadzieję, że jak najszybciej uda mi się usunąć ją z pamięci.

Głównym bohaterem powieści jest praski bankier Vaszek. Typ wyjątkowo antypatyczny, bucowaty i przemądrzały. Do tego świr. Jego paskudny charakter daje o sobie znać już na pierwszych dwóch stronach, na których przedstawia swoją rodzinę. Vaszek nie szanuje ani swojej żony Ewy, ani synów - Vaszka i Pawła. Ten drugi, młodszy, znajduje pod choinką świnkę morską – prezent od ojca, który nic lepszego nie mógł wymyślić. Chłopcy są zachwyceni, a rodzice zafascynowani małym, wystraszonym stworzonkiem. Świnka, zwana Albinoskiem, staje się głównym katalizatorem wydarzeń, a te, pomimo zapewnień wydawcy o absurdalnym humorze, wesołe nie będą.

Moim głównym problemem z powieścią Vaculíka jest chyba sympatia do zwierząt. Naprawdę ciężko czytało mi się jakiekolwiek wstawki na temat znęcania się nad świnkami (gdyby Vaszek zamęczał psy, koty czy kanarki również byłabym oburzona i zniesmaczona), tym bardziej, że cztery świnki odchowałam i w trakcie lektury z łatwością mogłam sobie wyobrazić reakcję zwierzątek, ich przerażenie oraz popiskiwanie. Mam ciarki na plecach na samą myśl. Ale sadystyczne ciągoty Vaszka są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej, bo i bez tego trudno by mi było nazwać „Świnki morskie” dobrą lekturą.

Vaculíka snuje swoją opowieść w formie historyjki dla dzieci. Wyjątkowo irytujący zabieg, który zamiast uśpić moją czujność (bo chyba o to pisarzowi chodziło), zadziałał na mnie drażniąco i wzbudził moją agresję. Akcja się wlecze, dialogi są błahe (wiem, że Vaszek pogrąża się w szaleństwie, ale mimo wszystko nie potrafię doszukać się w nich głębszego sensu, choć może wcale nie o sens tu chodzi), bohaterowie denerwujący, a fabuła zwyczajnie nudna (nawet bankowe perypetie Vaszka mnie wynudziły). Przerost formy nad treścią i tyle.

Mam świadomość, że powieść Ludvíka Vaculíka nie jest bzdurnym tworkiem napisanym ku uciesze gawiedzi, ale powieścią z konkretnym i mocnym przesłaniem. „Świnki morskie” poruszają i prowokują do głębokich przemyśleń natury egzystencjalnej. Końcowa refleksja nie jest może szczególnie oryginalna, ale zawsze warta przypomnienia. Bo tak łatwo zapominamy, że zło generuje kolejne zło, niezależnie od czasów, w których żyjemy. Łatwo z ofiary (w przypadku Vaszka reżimu komunistycznego) stać się oprawcą i bezlitośnie pastwić nad słabszymi od siebie. Bohater Vaculika nie jest niewiniątkiem, które przeszło diametralną przemianę. Mrok tkwił w nim wcześniej, dojrzewał powoli, popychał go w kierunku szaleństwa, ale możliwe, że gdyby w jego domu nie pojawiła się świnka morska, to drzemiące w nim zło nie wypełzłoby na powierzchnię. W jego przypadku nadarzyła się okazja do wyładowania swoich frustracji i udowodnienia swojej siły. Vaszek dostał niemal boską władzę, bo mógł decydować o życiu i śmierci zwierzątka, pastwić się, lub okazywać miłosierdzie, przez cały czas nie tracą świadomości, że świnka jest tak samo żywym i czującym stworzeniem jak on.

W swojej ogólnej wymowie „Świnki morskie” to wstrząsające studium zła. Obłąkańcza opowieść o nadużywaniu władzy i bestialstwie, które wypływa z człowieka jeśli nadarzy się ku temu odpowiednia okazja. Vaculík nie generalizuje, nie twierdzi, że każdy z nas jest zepsuty i zdolny do najgorszych czynów, ale niektórym słabym, pokrzywdzonym i rozchwianym jednostkom czynienie zła przychodzi zaskakująco łatwo. A jedno zło prowokuje kolejne, nakręca spiralę nienawiści i przesuwa wewnętrzne granice człowieka, który z czasem czuje się bezkarny. Mocne, godne zapamiętania przesłanie. Wielka szkoda, że w przypadku Ludvíka Vaculíka zawodzi wykonanie. Poważna tematyka przykryta płaszczykiem opowiastki dla dzieci irytuje i odpycha. Nawet absurdalny humor nie jest tu zabawny. Groza podana w takiej formie zupełnie do mnie nie przemawia. Ze swej strony nie polecam.

💙💙💙

Ludvík Vaculík, Świnki morskie (tyt. oryg. Morčata), tłum. Mirosław Śmigielski, Stara Szkoła, Wołów 2016.


Ten i inne tytuły do kupienia w dobrej cenie (z 35% rabatem) na platon24.pl
https://platon24.pl

2 komentarze:

  1. Pomimo, że tak jak Ciebie oburza mnie znęcanie się nad zwierzętami to jakiś głos w mojej głowie mówi mi, żebym przeczytała tą książkę i jestem gotowa to zrobić. Intryguje mnie to szaleństwo, w które popada bohater. Wiem, że książka będzie stanowiła dla mnie olbrzymi problem, ale jestem gotowa się z nią zmierzyć, gdyż chcę ją po prostu poznać.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przeczytam, chyba nie dałabym rady przebrnąć.

    OdpowiedzUsuń