czwartek, 20 lipca 2017

To TYLKO gwałt - Przyczynek do historii radości, Radka Denemarková

wydawnictwo Amaltea

Radka Denemarková nie boi się trudnych tematów, co udowodniła w świetnych „Pieniądzach od Hitlera”. Teraz czeska pisarka poszła o krok dalej i przekroczyła kolejne granice poruszając delikatny i arcytrudny temat. W „Przyczynku do historii radości” pisarka uderza w twardy mur milczenia i upomina się o godność zgwałconych kobiet.

Powieść Denemarkovej zaczyna się jak klasyczny kryminał. Traw śledztwo w sprawie śmierci bogatego biznesmena. Wszystko wskazuje na to, że starszy pan popełnił samobójstwo, jednak jego młoda żona upiera się, że nie miał żadnych powodów do tego, żeby odebrać sobie życie. Młody policjant pracujący nad sprawą również odrzuca hipotezę o samobójstwie. Co prawda nie ma konkretnych dowodów, a jedynie przeczucie, że mężczyzna został zamordowany, ale postanawia grać na czas i całym sobą angażuje się w śledztwo (młoda wdówka ma w tym swoje zasługi, bo działa na policjanta jak magnes, ale to akurat mniej istotny wątek). Z czasem do młodego funkcjonariusza dociera, że korzenie sprawy, którą bada tkwią głęboko w przeszłości, a przypadek bogatego biznesmena jest tylko jednym z wielu.

Akcja „Przyczynku...” toczy się dwutorowo, bo w tym samym czasie poznajmy trzy starsze damy, które od wielu lat realizują swoją własną misję ochrony, opieki i wsparcia dziewcząt, które podały ofiarą gwałtu. W pewnym momencie historia kryminalna i historia obyczajowa zaczynają się przeplatać, a do czytelnika dociera cała powaga sytuacji. Razem z policjantem odkrywamy kolejne elementy makabrycznej układanki. Całkowie zmienia się kontekst całej opowieści, a dobrotliwe starsze panie zyskują zupełnie nową twarz.

„Przyczynek do historii radości” to wyjątkowo trudna książka. Głównie pod względem moralnym i emocjonalnym, ale też styl Denemarkovej, liczne ptasie metafory i sposób opowiadania historii nie ułatwiają sprawy. Atmosfera jest ciężka i gęsta, a książkę czyta się z mozołem. Już dawno żadna lektura tak mnie nie wymęczyła. Nie zmienia to faktu, że czeska pisarka porusza bardzo ważny temat, staje w obronie ofiar i ukazuje jak wielkie spustoszenie sieje gwałt w życiu kobiety, nawet jeśli wydaje jej się, że pogodziła się z całą sytuacją i przepracowała to trudne doświadczenie (ciało pamięta traumę nawet jeśli umysł dawno pogodził się z tragedią). Przy okazji autorka obarcza sumienie czytelnika, bo prawda jest taka, że mało w nas wrażliwości i empatii w stosunku do zgwałconych kobiet, choć każdy zarzeka się, ze jest inaczej. Bo wystarczy wspomnieć o zgwałconej dziewczynie, a każdy zaczyna analizować jak była ubrana, może jej spódniczka była zbyt krotka, może wypiła o jednego drinka za dużo, może cały wieczór flirtowała z facetem, który w końcu dopuścił się gwałtu. I nawet jeśli faktycznie była lekko wypita, miała nieprzyzwoicie krótką sukienkę i kokietowała mężczyzn, to nic nie usprawiedliwia gwałciciela. NIC. A niestety część winy, albo nawet całą winę zrzuca się na kobietę. Sama jest sobie winna, bo mogła nie pić, ubrać się przyzwoicie, nie prowokować, a już najlepiej mogła w ogóle z domu nie wychodzić. Smutne to, prawdziwe i cholernie niesprawiedliwe.

„Seks to radość” powtarza jeden z gwałcicieli. W kontekście jego historii seks jest radością jednostronną, sprawiającą przyjemność tylko mężczyźnie. Kobieta w tym układzie jest tylko narzędziem prowadzącym do radości. Może Denemarkova zbyt generalizuje i przybiera nadmiernie feministyczny ton, bo odnoszę wrażenie, że w jej powieści kobiety są dobre i niewinne, a mężczyźni źli (choć nie tylko, bo Miodunka i Policjant bardzo odstają od normy), ale ten mocny i szokujący kontrast jest potrzebny, bo zmusza czytelnika do przyjęcia jakiegoś stanowiska, a co za tym idzie do przeanalizowana własnych odczuć i przekonań.

Innym sztandarowym hasłem jest „to tylko gwałt”. I to „tylko” tak często powtarzane w powieści boli najbardziej, bo bagatelizuje tragedię drugiego człowieka. Szczególnie w kontekście ofiar wojennych (od których właściwie rozpoczyna się misja jaskółek) gwałt wydaje się czymś nieistotnym, niemal śmiesznym. Bo ci odważni żołnierze, którzy ginęli w obronie ojczyzny (już nie ważne o czyją ojczyznę chodzi) chyba mieli prawo sobie ulżyć. A tu teraz jakaś histeryczka płacze, że dzielni bohaterowie narodowi wzięli ją siłą. To przecież skandal, żeby obrażać dobre imię żołnierzy. Smutne to i straszne jednocześnie, tym bardziej, że faktycznie w obliczu wojny gwałt wydaje się nieistotną sprawą, a przecież ten haniebny czyn zawsze niszczy życie, bez względu na okoliczności społeczno-historyczne. 

Zabrakło mi w „Przyczynku...” choć odrobiny lekkości. Emocje rozsadzające powieść są wystarczająco trudne i ciężkie do przetrawienia, a forma, skomplikowana fabuła i styl autorki wcale nie ułatwiają odbioru. Ja wiem, że o tak trudnej tematyce nie można opowiadać w banalny sposób, ani tym bardziej nie wolno popadać w patos, ale gdyby całość zaserwowana była bardziej w stylu opowieści o zemście Quentina Tarantino to proza Denemarkovej miałaby szansę dotrzeć do większego grona odbiorców. I wcale nie chodzi mi tu o popkulturowe efekciarstwo, ale nieco bardziej przystępną i lżejszą formę. Moim zdaniem zwyczajny styl Petry Soukupovej lepiej by się tu sprawdził. A tak „Przyczynek do historii radości” przeczytają wielbiciele ambitnej prozy, którzy lubią książki z wyższej półki. Szkoda, bo tak ważna powieść zasługuje na zdecydowanie większe grono odbiorców. Tym bardziej jeśli głos Denemarkovej ma budzić sumienia i faktycznie zmienić coś w społeczeństwie.

💙💙💙

Radka Denemarková, Przyczynek do historii radości (tyt. oryg. Příspěvek k dějinám radosti), tłum. Olga Czernikow, wyd. Amaltea, Wrocław 2017.

7 komentarzy:

  1. Coś czuję, że mnie nie przypadłaby ta powieść do gustu...Niezbyt moje klimaty, więc ją sobie podaruję.

    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznaję, że przyciągnął mnie tutaj tytuł. I tak w jego kontekście - masz bardzo wiele racji w tym, co mówisz. Gwałt jest wciąż pewnego rodzaju tabu, a jeśli o nim mówimy, obarczamy winą nie tę osobę, która rzeczywiście ją ponosi. Z ciekawości, czy książka poruszyłaby moje sumienie, bym po nią sięgnęła, ale ten przyciężki styl nieco mnie odstrasza. Myślę, że trudna tematyka w parze z topornym językiem może stanowić mieszankę wybuchową...

    Pozdrawiam,
    S.
    nieksiazkowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Masz rację. Czytelnicy wolą czytać o trudnych dla społeczeństwa tematach, ale w sposób lekki. Niewielu wytrzyma po prostu aż taki napór emocji i trudnego stylu pisarki. Pomimo tego jestem gotowa się z nią zmierzyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja wolę lekkie książki, przy których mogę się zrelaksować, więc to raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie książki są ciężkie, ale moim zdaniem potrzebne. Chyba po nią sięgnę ;) dzięki!

    OdpowiedzUsuń
  6. Jeszcze się zastanowię nad tą lekturą, ale może dam szansę.

    OdpowiedzUsuń