czwartek, 22 czerwca 2017

Ona i on, i śmiertelna choroba, czyli „Ponad wszystko” Nicoli Yoon


Od jakiegoś czasu (wydaje mi się, że od „Gwiazd naszych wina” Johna Greena, ale pewności nie mam) nastała moda na powieści o chorych nastolatkach. Wcale mnie to nie dziwi, bo cóż może być bardziej wzruszającego niż pierwsza miłość w obliczu śmiertelnej choroby? Nie ironizuję, sama mam słabość do podobnych opowieści. Lubię ukradkiem ocierać łezkę z oka, narzekać na okrutny los i smucić się razem z bohaterami. A najlepiej jak już ktoś umrze na końcu. Może i jestem okropna, ale uwielbiam nieszczęśliwe zakończenia. Po „Ponad wszystko” Nicoli Yoon sięgnęłam ze zwykłej ciekawości i choć nie wszystko potoczyło się po mojej myśli, to spędziłam z książką trzy miłe wieczory.

Maddy jest chora od urodzenia. Śmiertelnie chora. Dziewczyna cierpi na Zespół SCID, czyli mówiąc najprościej ma alergię na cały świat. Z tego powodu niemal od zawsze siedzi w domu (który został przystosowany do jej choroby) i ma kontakt jedynie z mamą, która jest lekarzem oraz z pielęgniarką. Tata i starszy brat Maddy zginęli kiedy dziewczynka miała zaledwie kilka miesięcy. Siedemnastoletnia bohaterka na co dzień boryka się z samotnością. Co prawda mama i Carla robią wszystko, żeby Maddy miała szczęśliwe życie, ale dziewczynie brakuje kontaktu z rówieśnikami, chodzenia do zwykłej szkoły, przesiadywania przed domem. Słowem wszystkiego tego, na co zdrowi ludzie zwykle nie zwracają uwagi. Pewnego dnia do domu obok wprowadza się nowa rodzina. Maddy przygląda się sąsiadom przez okno i nagle dostrzega JEGO. Spojrzenia młodych spotykają się i dziewczyna wie, że w tym momencie zmieniło się wszystko. 


Fabuła powieści nie jest jakoś wyjątkowo oryginalna. On i ona spotykają się przypadkowo, zakochują od pierwszego wejrzenia, z rożnych powodów nie mogą być razem, ale postanawiają walczyć o szczęście, bo pierwsza miłość kpi sobie z rozsądku. W przypadku Maddy i Olliego jest podobnie. Jedynie dekoracje i przeszkody są tu nieco inne. Bohaterowie Nicoli Yoon są fajną parą, nie dramatyzują, ani nie mdleją z zachwytu nad własnym uczuciem, nie ma w nich zadęcia ani efekciarstwa, dlatego czytelnik ze wszystkich sił kibicuje, żeby młodym się udało i w końcu mogli być razem. Zakończanie jest tu największym zaskoczeniem i to zdecydowanie działa na plus powieści. To znaczy nie chodzi mi o kilka ostatnich stron, bo te są aż do bólu przewidywalne, ale o wydarzenia kończące powieść, a będące jednocześnie momentem kulminacyjnym, który wprawia odbiorcę jednocześnie w zdumienie i zadumę. Jest i refleksja nad przeczytaną historią, bo okazuje się, że nie wszystko jest takie jak na to wygląda, nawet ci, którzy wydają się silni i niezłomni mogą być wewnętrznie pogruchotani i nieszczęśliwi, głupie decyzje i zaskakujące pomysły nie są tylko domeną nastolatków, a do tego z samej tylko miłości można komuś zniszczyć życie.

Powieść Nicoli Yoon czyta się błyskawicznie. Właściwie gdyby nie to, że mój synek chodzi późno spać, to połknęłabym ją w jeden wieczór. Te ponad 320 stron książki jest trochę oszukane, bo na niektórych stronach tekstu jest niewiele, zdarza się, że zaledwie jedno zdanie. Zapiski z czatu, maile, rysunki sprawiają, że kartki same uciekają pod palcami. Nie jest to bynajmniej zarzut, bo ta nietypowa forma ma swój urok, stanowi dodatkową atrakcję i zapada w pamięć. Słowem fabularnie i wizualnie jest fajnie. Cieple skojarzenia związane z historią Maddy i Olliego sprawiają, że już natychmiast mam ochotę sięgnąć po kolejną książkę autorki i zapewne niebawem to uczynię. Wydaje mi się, że wakacje są idealnym czasem na takie opowieści. 


„Ponad wszystko” to interesująca i sprawnie napisana powieść. Nie jest przełomowa, ani szczególnie oryginalna, ale hej, nie oczekujmy cudów po literaturze dla młodzieży. I choć raczej wyrosłam już z takich opowieści, to jednak historię wymyśloną przez Nicolę Yoon przeczytałam z ogromną przyjemnością. Zaraz po mnie książkę przeczytała moja piętnastoletnia siostra i jej koleżanka. Obie nastolatki padły z zachwytu i nie mogły się nagadać na temat fabuły i bohaterów. Tytuł poleciły dziewczynom z klasy, które niemal natychmiast zdobyły własne egzemplarze oraz oczywiście grupowo popędziły do kina na ekranizację (mówią, że jednak książka zdecydowanie lepsza). Tak więc historia Maddy i Olliego trafia prosto w nastoletnie serca. I tak powinno być, bo na poważną literaturę dziewczęta mają jeszcze czas. Jeśli jednak już dawno nie należycie do grupy docelowej, a lubicie od czasu do czasu sięgać po takie lekkie opowiastki, to bierzcie „Ponad wszystko” w ciemno. Gwarantuję, że czas spędzony z powieścią nie będzie zmarnowany.

💙💙💙
Nicola Yoon, Ponad wszytko (tyt. oryg. Everything, Everything), tłum. Donata Olejnik, Grupa Wydawnicza Publicat S. A. Wydawnictwo Dolnośląskie, Poznań 2017.


6 komentarzy:

  1. Byłam bardziej skłonna obejrzeć film, jednak po Twojej recenzji coś mnie tchneło żeby najpierw przeczytać ksiażkę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytaj, czytaj :) Odpowiednia kolejność musi być zachowana :)

      Usuń
  2. Książkę chce przeczytać, bo byłam na ekranizacji i niestety niezbyt mi się podobała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Lubię zaskakujące zakończenia, więc mnie zaintrygowałaś :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już chyba wyrosłam z podobnych książek :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mam chęć zarówno na książkę jak i film :)

    OdpowiedzUsuń