sobota, 3 czerwca 2017

Najlepsze karty obrazkowe, czyli uczymy się mówić razem z CzuCzu


Mój synek jest wyjątkowo ruchliwym i energicznym dzieckiem, które ani na chwilę nie może usiedzieć w jednym miejscu. Jedynie książeczki działają cuda. Wyciszają Ignasia i sprawiają, że oczarowany przerzuca kolejne strony, słucha historyjek lub po prostu ogląda obrazki. Równie dobrze sprawdzają się karty obrazkowe CzuCzu, które są świetną alternatywą dla klasycznych książeczek. Dlatego dziś chciałabym opowiedzieć Ci o kartach, które mamy w domu, i które oglądamy codziennie. Po kilka razy dziennie…


Wszystko zaczęło się od kart kontrastowych CzuCzu, które nadal cieszą się wielką popularnością u mojego dziecka. Oglądamy je przy okazji jedzenia, bo bez nich trudno Ignacemu wysiedzieć na krzesełku. To nic, że są notorycznie upaćkane kaszką, podrapane i poobgryzane z każdej strony. Ważne, że nadal są w użyciu i sprawiają tak wielką radość synkowi. Ale o nich już było, więc nie będę się powtarzać. Jeśli zastanawiasz się czy warto kupić karty kontrastowe, bo wydaje ci się, że posłużą tylko chwilę, to uwierz, że wart. Choć przeznaczone są dla maleństw, to dziecko szybko z nich nie wyrośnie, bo są fajne i nawet roczniakowi sprawiają wielką frajdę.

basen z piłkami

Kilka miesięcy temu zaopatrzyłam Małego w dwa zestawy kart obrazkowych na sznureczku - ze zwierzątkami i pojazdami. Tymi pierwszymi bawimy się od kiedy Ignacy skończył jakieś 9 miesięcy, natomiast pojazdy zaczęły interesować mojego roczniaka dosłownie dwa tygodnie temu. Te obrazki są trudne i dziecko musi do nich dojrzeć, dlatego nie pokazywałam ich synkowi na siłę. Leżały sobie między jego książeczkami i dopiero kiedy sam sięgnął po zestaw, wkroczyłam do akcji! Każdy pojazd został podpisany dźwiękiem jaki wydaje. Jak robi autko, pociąg czy rower sama potrafiłabym wymyślić, ale taki traktor czy betoniarka to już wyzwanie! A wydawanie tych dziwnych dźwięków dla mnie też jest atrakcją, więc bawimy się z synkiem przednio.



Zestaw kart z pojazdami jest super, ale nie jest pozycją obowiązkową (tzn. jest, jeśli macie w domu małego chłopca, ale myślę, że ewentualnie można się bez niego obejść). Za to pozycją obowiązkową jest zestaw kart ze zwierzętami. Mówię poważnie i z całym przekonaniem, bo jestem pewna, że to dzięki zabawie z tymi kartami mój roczniak zna rożne zwierzątka, potrafi je bezbłędnie wskazać, a co więcej wie jakie dźwięki wydają. Trochę się chwalę, ale praca z kartami naprawdę wiele daje. Mały bez problemu pokazuje jak robi rybka, wie, jak robi sowa, baran, krówka i piesek (choć tego „hau hau” musimy się trochę domyślać).




Nowością na naszej półce, a tym samym nowością w ofercie CzuCzu są karty na kółeczku „Dźwięki tu. Wokół mnie”. Z tym kółeczkiem to świetny pomysł, bo co prawda sznureczek był fajny, ale po rozwiązaniu prędzej czy później ginął gdzieś w domowym rozgardiaszu. Za to kółeczka łatwiej upilnować, zresztą na tego typu kółeczkach przyczepia się większość zabawek i zawieszek do wózka czy łóżeczka, więc jeśli kółeczko z kart gdzieś zaginie, to istnieje ogromne prawdopodobieństwo, że znajdziemy w domu kilka innych, które odczepiły się od zabawek. Nie ważne. Liczy się treść, czyli obrazki z dźwiękami do powtarzania. W końcu od tego zaczyna się nauka mówienia u dzieci. I tak dzięki kartom na kółeczku mój synek już zapamiętał, że buzia robi „mniam”, nogi robią „tup tup”, a rączki klaszczą „klap klap”. Ponadto na kartach znajdziemy obrazki przedstawiające buzię śmiejącą się „ha ha”, myjącą zęby „szu szu”, serduszko bijące „puk puk” i stukający bębenek „bam bam”. Do tego mamy jeszcze kaczuszkę, kilka pojazdów, padający deszcz i płaczącą buzię. Słowem wszystko co w jakiś sposób dotyczy małego człowieka lub znajduje się w jego najbliższym otoczeniu. 




Ogromną zaletą wszystkich zestawów jest to, że na karcie znajduje się tylko jeden obrazek, dlatego nic nie odwraca uwagi dziecka i może się ono bez problemu skupić. Oprócz tego, że ilustracje są prześlicznie i oglądanie ich sprawia po prostu przyjemność, to ważniejsze jest, że są szczegółowe i wyraźne, mają optymistyczne kolory, a to co się na nich znajduje nie wzbudza żadnych wątpliwości. A uwierz, widziałam książeczki z takimi koszmarkami, że nie wiadomo było czy to pies, koń, a może jednak krowa. Zapomniałam dodać, że karty są dwustronne i jest ich po 7 w każdym zestawie. Karty obrazkowe są grube i solidne, dzięki temu bez problemu przetrwają codzienne ataki gryzienia i ślinienia. Maluch na pewno ich nie złamie, ani nie zagnie. Bezpiecznie zaokrąglone w żaden sposób nie zagrażają bezpieczeństwu dziecka. Cena też jest przyzwoita, więc każdy rodzic może sobie pozwolić na ich zakup bez szkody dla domowego budżetu. Mówiąc najprościej brać, kupować, czytać i świetnie się bawić.



Kilka dni temu mój mąż upolował w Biedronce trzy paczuszki kart obrazkowych CzuCzu „Zwierzęta”, „W domu” oraz „Owoce i warzywa”. Nigdy wcześniej się z nimi nie spotkałam, więc to chyba nowość, zresztą rok wydania jest bieżący. W tych zestawach mamy 12 dwustronnych kart, które nie są ze sobą w żaden sposób połączone. Wielkością przypominają karty do gry, choć są wykonane z nieco grubszej tektury (jednak zdecydowanie cieńszej niż karty na kółeczku czy sznureczku). Wszystkie ilustracje są śliczne, co w przypadku CzuCzu jest już standardem. Obrazki znajdują się w kolorowych ramkach, które oznaczają pewną grupę zwierząt czy przedmiotów. I tak np. w zestawie „W domu” wszystkie zabawki znajdują się w różowej ramce, a ubranka w niebieskiej itd. Póki co mój synek oglądał głównie karty ze zwierzętami, bo też nie chcę wprowadzać mu za dużo nowości naraz. Zresztą wydaje mi się, że karty „Owoce i warzywa” są jeszcze trochę za trudne dla roczniaka i z ich oglądaniem poczekamy jeszcze ze 2-3 miesiące. Cena w przypadku tych zestawów też nie była wygórowana, bo ok. 11 zł za komplet. 



Karty obrazkowe CzuCzu nie tylko wspomagają naukę mówienia u maluchów, ale są też doskonałym sposobem na wspólne spędzanie czasu. Przy okazji oglądania kart śpiewam synkowi piosenki, recytuję okolicznościowe wierszyki (Brzechwa i Tuwim królują, bo najlepiej pamiętam ich wiersze z dzieciństwa), opowiadam krótkie historyjki, buduję różne skojarzenia. Bawię się po prostu i cieszę, że możemy ten czas spędzić razem. Dlatego polecam karty CzuCzu z całego serca, bo już zawsze będą kojarzyć mi się z beztroskim dzieciństwem.

PS
Wszystkie te dobroci do kupienia w sklepie CzuCzu.






5 komentarzy:

  1. Karty Czu Czu są super i właśnie nie wiem czy ostatnie w Biedronce nie były. Moim zdaniem takie karty są świetnym urozmaiceniem i kreatywnym spędzeniem czasu z maluchem. Po pierwszym roku życia dziecko tak szybko i dynamicznie się rozwija, że właśnie warto wykorzystać to i wprowadzać mądre nowości. My również posiadamy takie karty - trochę inne, ale pierwsze ważne słówka. Chociaż u mnie syn to maniak samochodów i wszędzie najlepiej i najchętniej widziałby auta :)
    Karty są świetnie i również polecałabym je innym mamom. My zaczęliśmy przygodę od kontrastowych książeczek, a potem stopniowo wprowadzałam różne karty :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo fajne "pomoce naukowe" :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Cóż, rozejrzę się za podobnymi kartami, bo na co dzień korzystamy jedynie z książeczek z osobnymi obrazkami przedmiotów, a widzę że to fajna alternatywa :) Strasznie mnie rozczulają te pierwsze próby mówienia :) Naszym ostatnim hitem jest "gzippp" mówiony niesamowicie słodko i w dodatku z uśmiechem od ucha do ucha :P Chodzi oczywiście o grzyba :D

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam te karty ;) roczny Piotruś ogląda i pyta po swojemu co na nich jest. A starszy (3,5 roku) rozwiązuje zagadki w swojej kategorii wiekowej. Dla mnie rewelacja ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uwielbiam te karty ;) roczny Piotruś ogląda i pyta po swojemu co na nich jest. A starszy (3,5 roku) rozwiązuje zagadki w swojej kategorii wiekowej. Dla mnie rewelacja ;)

    OdpowiedzUsuń