poniedziałek, 12 czerwca 2017

Maryja - kobieta z krwi i kości, czyli „Poznać i pokochać Maryję” Marie-Monique Breynaert

wyd. PROMIC
 
Od kiedy zostałam mamą Matka Boska stała mi się szczególnie bliska. Wcześniej nie miałam z nią praktycznie żadnej relacji. Modliłam się do niej codziennie, to jasne, ale jakoś bez przekonania. Dopiero wspólne doświadczenie macierzyństwa faktycznie zbliżyło mnie do Maryi i pozwoliło dostrzec w niej zwyczajną dziewczynę, którą znalazła w sobie dość wiary i odwagi, żeby powiedzieć Bogu „tak”. Dlatego tomik „Poznać i pokochać Maryję. Miesiąc z Matką Jezusa” jest dla mnie szczególnie cenny, bo Marie-Monique Breynaert odczarowuje posągowy wizerunek Maryi, która staje przed czytelnikiem jako kobieta z krwi i kości, a nie ładna figurka z przydrożnej kapliczki.

W książeczce znajdziemy 31 krótkich czytanek, opowieści z życia Maryi z Nazaretu, po jednej na każdy dzień. Według zamysłu autorki lektura powinna być połączona z modlitwą i rozważaniem przeczytanych słów. Szczególnie polecana w maju i październiku, bo to dwa szczególnie maryjne miesiące. Jednak prawda jest taka, że warto ten tomik czytać cały rok, dawkując sobie czytanki wedle potrzeby. Mi wystarczyły niespełna dwa tygodnie, żeby poznać całość, bo momentami byłam zbyt ciekawa kolejnej opowiastki, żeby czekać do następnego dnia.

O Matce Bożej wiadomo niewiele. Poświęcono jej jedynie kilka fragmentów w Nowym Testamencie. Na ich podstawie, a także opierając się na nauczaniu Kościoła, apokryfach, tradycji, materiałach o życiu ludzi w tamtych czasach, Marie-Monique Breynaert kreśli obraz codziennego życia Maryi. Opowiada o małej dziewczynce, nastolatce, kobiecie. O radościach i troskach codziennego życia zwyczajnej żony i matki. A mnie od razu przypomina się wiersz ks. Jana Twardowskiego „Tak ludzka”:

Nie wierzą świętej Annie wszyscy ważni święci
że znała Matkę Bożą w sukience do kolan
z dowcipnym warkoczykiem i wesołą grzywką
w sandałach z rzemykami co były niepewne
(…)
O co córko świętej Anny z najwyższych obrazów
tak ludzka że nie byłaś dorosłą od razu 

wyd. PROMIC

Choć tomik „Poznać i pokochać Maryję. Miesiąc z Matką Jezusa” Marie-Monique Breynaert jest tak śliczny, że oczu nie mogę od niego oderwać, to jeśli chodzi o treść momentami miałam mocno mieszane uczucia. Ogólnie książeczkę czyta się świetnie, opowiastki są interesujące i zawierają mnóstwo ciekawostek (jak choćby to, jakie są ostatnie słowa Maryi zapisane na kartach Biblii i jak można je interpretować w kontekście ludzkiego życia), jednak niektóre fragmenty wprawiły mnie w konsternację. Nie rozumiem na przykład skąd pomysł, że Maryja urodziła bez bólu i żadnego wysiłku. Podobno można się z tą wersją spotkać, bo moja mama już gdzieś kiedyś o tym czytała, ale i tak jestem ciekawa skąd taki wniosek. Zdarza się również, na szczęście rzadko, że Marie-Monique Breynaert przybiera tak kaznodziejski ton, że nie wiadomo - paść na kolana czy od razu kłaść się krzyżem.

Najmocniejszym punktem książeczki są modlitwy na końcu każdej czytanki. Proste, piękne i płynące z głębi serca słowa, które z chęcią włączyłabym do swojej codziennej modlitwy. To w tych modlitwach skupia się wszystko, to one tak naprawdę najpełniej świadczą o życiu Maryi, a także przybliżają czytelnika do Matki Jezusa. To z nich można czerpać całymi garściami i choćby dla nich warto ten tomik przeczytać i zawsze mieć gdzieś blisko pod ręką.


PS

Należę do Róży Różańcowej Rodziców, rozważania, które dostajemy do modlitwy, jakby to powiedzieć… nie są najlepsze. Nie wiem kto je układa, ale w trakcie lektury tomiku „Poznać i pokochać Maryję” zarzekałam się, że wyślę tej osobie książeczkę, żeby poczytała sobie jak powinna wyglądać dobrze napisana i sensowna modlitwa.


PPS

Chyba nigdy wcześniej nie widziałam piękniejszego wizerunku Maryi, choć najbliższa jest mi Matka Boska Kalwaryjska, to na okładkę tomiku napatrzeć się nie mogę. Szczerze wątpię, że Maryja miała blond włosy i niebieskie oczy, a Jezusek jasne loczki, ale nic nie poradzę na to, że tak mnie zachwycają. Podoba mi się uśmiech dzieciątka i czułość z jaką dotyka mamy. Ale najbardziej ujmują mnie dziecinne rysy Maryi i jej pucate policzki. Śliczności!
 
 💙💙💙

Marie-Monique Breynaert, Poznać i pokochać Maryję. Miesiąc z Matką Jezusa (tyt. oryg. Connaître et aimer Marie: Un mois avec la mère de Jésus), tłum. Lilla Danilecka, wyd. PROMIC, Warszawa 2017.

wyd. PROMIC

5 komentarzy:

  1. Miałam bardzo podobnie i to chyba nawet logiczne, że dopiero kiedy zostajemy mamami możemy w pełni zrozumieć macierzyńską miłość Maryji do ludzi i jej poświęcenie.
    Bardzo piękna ta książka, muszę się za nią rozejrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Zaczytana Mamo, a czy znasz już ksiązkę "Zatrzymać dzień"?
    Szczerze Ci ją polecam - lektura obowiązkowa dla każdego rodzica.
    Może przygotujesz również jej recenzję?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie znam tej książki, a z opisu widzę, że wiele tracę! Z pewnością się za nią rozejrzę :)

      Usuń
  3. Piękna recenzja! Aż sama wróciłam myślami do czasu, gdy Maryja była dla mnie tylko dziwnym posągiem. Pewnego razu jednak pojechałam do Matemblewa. Tam jest sanktuarium z "ciężarną Maryją". Od tego czasu stawała mi się coraz bliższa. A gdy sama zostałam mamą to ma w moich myślach szczególne miejsce...

    OdpowiedzUsuń