wtorek, 23 maja 2017

A wszystko to, bo dziadków kocha, czyli „Przez ucho igielne (sploty)” Jána Púčeka

Książkowe Klimaty

„Przez ucho igielne (sploty)” Jána Púčeka reprezentuje ten typ powieści, który lubię najbardziej. Niespieszna narracja, piękny, momentami poetycki język, wspaniała, choć zwyczajna i prosta historia. Tak, u Púčeka brak efekciarstwa i spektakularnych momentów. Jest cicho i spokojnie. A jednak powieść czyta się z drżącym sercem i rosnącą z każdą stroną ciekawością. Bo opowieści o zwykłych ludziach są przecież najlepsze.


Młody, słowacki pisarz (bardzo przystojny pisarz, choć oczywiście jego jakże przyjemna powierzchowność nie ma żadnego wpływu na treść) spisał opowieść o Janie i Bożenie po to, żeby ocalić od zapomnienia pamięć o swoich ukochanych dziadkach. Dostajemy więc opowieść prawdziwą, choć Púček przyznaje się, że to czego nie wiedział, albo nie pamiętał dozmyślał. Jednak w ostatecznym rozrachunku nie ma żadnego znaczenia, bo jako całość „Przez ucho igielne (sploty)” robi kolosalne wrażenie.
Książkowe Klimaty
W życiu Jana możemy wyróżnić kilka początków. Jego śmierć, będąca początkiem wspomnień o nim, spotkanie z Marią, czyli początek nowego życia młodego chłopca, powrót z wojny – najtrudniejszy z początków, bo świat, który był Janowi znany przestał istnieć, a w końcu spotkanie z Bożeną – ostatni, choć chyba najważniejszy początek. I choć początki z życia dziadka Jana układają się w takiej właśnie kolejności, to ten ostatni jest dla Jana-pisarza najważniejszy, bo od niego zaczyna się jego historia rodzinna. I znów wszystko z powodu miłości, bo to ona przecież popycha wnuka do spisania trudnych losów swojej rodziny. Bez oceniania i moralizowania, bez upiększania i zamiatania problemów pod dywan. A jednak Jan-pisarz patrzy na swoich dziadków z wielką miłością i kreuje ich postaci tak, że trudno ich wszystkich nie darzyć sympatią.

W powieści główne skrzypce gra Jan, to wokół niego skupiają się wszystkie wydarzenia, ale równie istotne i niemniej fascynujące są historie dwóch najważniejszych kobiet w życiu bohatera. Maria i Bożena, tak różne, a jednak w pewnym stopniu podobne. Dwie żony Jana, kobiety, które ocaliły go w różnych momentach. I tak Maria była pierwszą miłością, matką trójki jego dzieci, kobietą silną i zaradną (co wyczytujemy między wierszami), która przeżyła całą wojnę sama, mając pod opieką trójkę malutkich dzieci, a po powrocie z wojennej tułaczki przyjęła Jana do domu. Ale Maria nie potrafiła ukoić bólu, który narastał w jej mężu. Nie była dla niego cichą oazą spokoju. Może za bardzo pochłaniały ją codzienne obowiązki i opieka nad dziećmi? Może wojna wyrządziła jej tyle krzywd, że nie miała sił na radzenie sobie z problemami Jana, bo tych własnych miała aż nadto? Dopiero Bożena, młodziutka pracownica Jana, dziewczyna silna, przebojowa i pewna siebie, stała się tą, która wyrwała go ze szponów traumy, dała szansę na nowe, normalne życie (na ile nienormalne czasy na to pozwalały).
Książkowe Klimaty
„Przez ucho igielne (sploty)” to po części skandaliczna opowieść miłosna, trochę opowieść wojenna (choć krwawych momentów czy szczegółów z obozowego życia w niej nie znajdziemy, bo Púček tak pięknie je przemilczał), a przede wszystkim słodko-gorzka opowieść o niezwykłym życiu bardzo zwyczajnych ludzi. Niektóre momenty mogą być oburzające, bo też trudno poklepywać po plecach człowieka, który porzuca żonę i trójkę dzieci dla jakiejś młódki, ale przecież nie wszystko jest tak proste jak mogłoby się wydawać. Niewiele rzeczy jest w życiu tylko czarnych lub białych, ale to dobrze, bo w codziennej szarości tkwi cała feeria kolorów. I właśnie o tych kolorach w tak ciepły i wzruszający sposób opowiada Ján Púček. Dzięki temu historia jego dziadków zyskuje uniwersalny i ponadczasowy charakter. Można się tylko zachwycać, do czego serdecznie was zachęcam.
💙💙💙
Ján Púček, „Przez ucho igielne (sploty)” (tyt. oryg. Uchom ihly (pletky)), tłum. Weronika Gogola, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2017.

„Zanim cienkie szczapki zajęły się ogniem, zaglądał do rodzącego się płomienia, kręcił głową i pytał sam siebie – naprawdę to się nigdy nie skończy? Naprawdę musimy się wykłócać o każde zasrane ziarenko piasku, które wieczorem wypadnie nam z butów?” (s. 81)


„Od sierpnia do września zawsze jakoś jest blisko – jakby te miesiące zlewały się ze sobą, a przecież to granica między dwiema porami roku. Nieoczekiwanie słońce ochłodziło się i dla tych, którzy nie zdążyli się porządnie wykąpać i opalić, jest już za późno.” (s. 85)


„Miał wrażenie, że jedna para oczu na ten przesyt grozy to nazbyt wiele. Gdyby miał jedno oko, widziałby o połowę mniej. Połowę mniej martwych. Płakałby o połowę mniej.” (s. 123)
Książkowe Klimaty

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz