piątek, 19 maja 2017

Komiks, który mrozi krew w żyłach, czyli „Zgroza #1: Lód” Kuby Ryszkiewicza, Grzegorza Kaczmarczyka i Aleka Wałaszewskiego



Nie przepadam za kryminałami w wersji książkowej, ale uwielbiam je w wersji filmowej. Na papierze opowieści o morderstwach jakoś mnie nie ruszają, za to siedzę jak na szpilkach, kiedy śledzę pracę detektywów czy policjantów na ekranie. I choć powieści kryminalne omijam szerokim łukiem, to komiks kryminalny okazał się strzałem w dziesiątkę! Pierwszy zeszyt „Lód” nowej serii „Zgroza” przeczytałam w kilkanaście minut. Chwilka i już po wszystkim. Ale po lekturze dochodziłam do siebie przez resztę dnia, a nawet nie mogłam zasnąć, bo cały czas roztrząsałam te kilka scen, które z taką siłą wbiły mnie w fotel.

Najpierw przeczytałam komiks, a później zaczęłam szperać w Internecie i okazało się, że fani komiksów mieli okazję poznać Zbigniewa Zgrozę przy okazji wychwalanej serii „Lis”. Nie czytałam, więc wymądrzać się nie będę, pewne jest tylko to, że „Lisa” jak najszybciej muszę nadrobić. Ale wracając do „Zgrozy”, Zbigniew jest twardym gliną, takim, który niejedno już przeżył i raczej trudno go zadziwić. A jednak nowa sprawa, zaskakuje wszystkich, łącznie z komisarzem, tym bardziej, że brutalne morderstwo zdaje się w dziwaczny sposób mieć związek z samym Zgrozą. Tyle jeśli chodzi o fabułę, bo aż żal zdradzać zbyt wiele, żeby nie psuć nikomu zabawy. Szczególnie, że pierwszy zeszyt jest niejako wprowadzeniem do sprawy, to zaledwie kilka obrazków, pojedynczych scenek, które dają czytelnikowi jasny komunikat na temat głównego bohatera, a także podrzucają kilka tropów na temat dalszej fabuły. A wszystko wskazuje na to, że będzie się działo!
Zbigniew Zgroza jest raczej antypatycznym typem. Zimny i twardy zupełnie nie radzi sobie z relacjami międzyludzkimi. Jedynie w scenie na cmentarzu, kiedy gładzi po policzku zapłakaną córkę, widać, że facet ma jakieś uczucia. Poza tym trudno nazwać go postacią pozytywną. Z resztą Kuba Ryszkiewicz postawił na stary, dobry i sprawdzony motyw oddanego swojej pracy gliniarza, który ma skomplikowaną przeszłość, rozbitą rodzinę i nie cieszy się sympatią współpracowników. W przypadku Zgrozy rewolucji nie będzie, ale absolutnie nie jest to zarzut, bo trzeba przyznać, że taki wizerunek wyjątkowo do Zbigniewa pasuje. Tak więc mamy twardziela, który może i nie jest lubiany, ale za to jest skuteczny i jego partnera – żółtodzioba, którym Zgroza nie chce się zaopiekować. To też już znamy z „policyjnych” filmów. Myślę, że tak kontrastowe zestawienie dwóch zupełnie rożnych postaci nada opowieści odrobinę lekkości i zagwarantuje kilka humorystycznych scen. Póki co Czerwińskiemu partnera nie zazdroszczę, bo Zbychu na pewno da mu popalić.

Zazdroszczę za to Kubie Ryszkiewiczowi talentu do snucia mrocznych i niepokojących opowieści. Zachwycałam się jego umiejętnościami przy okazji serii „Nie przebaczaj”, a fenomenalnym scenariuszem „Zgrozy” Ryszkiewicz tylko potwierdził swoją klasę. Chylę czoła i czekam na więcej! Sam tekst to jednak nie wszystko (choć w tym przypadku scenariusz jest najmocniejsza stroną całość), bo równie istotne są rysunki, które „robią” klimat i pozwalają wczuć się w emocje bohaterów. A emocji w „Zgrozie” nie brakuje! Ilustracje Grzegorza Kaczmarczyka doskonale współgrają z tekstem. Kreska jest konkretna, Kaczmarczyk doskonale oddaje rysy twarzy i mimikę bohaterów, dzięki temu każda postać uczucia ma wypisane na gębie. Gra świateł, dobór kolorów, dbałość o każdy detal, jak np. czerwone usta pani Zgrozy (Zgrozowej?) czy zapalony papieros podkręcają klimat i sprawiają, że rysunki ogląda się z prawdziwą przyjemnością. 
Akcja komiksu rozgrywa się w szybkim tempie, praktycznie na każdej planszy coś się dzieje. Fabuła jest mocna, brutalna i krwawa. Cała historia głęboko zapada w pamięć, a do komiksu aż chce się wracać. Ja przeczytałam go pięć razy w ciągu 2 dni, bo tak bardzo mi się spodobał! Jak dla mnie pomysł i wykonanie są genialne. Nawet gdybym chciała się do czegoś przyczepić z czystej złośliwości, to nie mam do czego, bo każdy szczegół został doskonale dopracowany. A co najlepsze, wcale nie trzeba na co dzień siedzieć w komiksach, żeby docenić „Zgrozę”, bo scenariusz broni się sam, a rewelacyjne ilustracje aż tętnią życiem i wciągają w komiksowy świat. Sprawcy całego zamieszania, czyli Kuba Ryszkiewicz, Grzegorz Kaczmarczyk i Alek Wałaszewski zrobili kawał świetnej roboty! Panowie, możecie być z siebie dumni. Ja z was jestem i z niecierpliwością czekam na zeszyt drugi! 
💙💙💙
Kuba Ryszkiewicz (scenariusz), Grzegorz Kaczmarczyk (rysunki i kolory), Alek Wałaszewski (tusz), Zgroza #1: Lód, wyd.Sol Invictus, 2017.


3 komentarze:

  1. Uwielbiam kryminały w formie filmowej podobnie tak jak Ty, jeżeli chodzi o książki to raczej romansidła/psychologiczne to dla mnie, chociaż sięgam po różne ;) horrory również. Dlatego zawsze warto sięgnąć po coś.... co może nas zaskoczyć.
    Pozdrawiam
    matkapolka89.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. A ja właśnie najchętniej sięgam po kryminały i thrillery :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Zapowiada się rewelacyjnie!

    OdpowiedzUsuń