wtorek, 9 maja 2017

365 dni razem, czyli pierwszy rok bycia mamą


Dokładnie rok temu na świecie pojawił się on – moja miłość i największe szczęście. Ignacy wywrócił wszystko do góry nogami i zmienił całe nasze życie. Wiem jak banalnie to brzmi, ale wraz z narodzinami dziecka naprawdę zmienia się wszystko.
 
Zmienia się sposób funkcjonowania rodziny, zmieniają się relacje małżeńskie, zmienia się sposób w jaki patrzymy na świat i sposób postrzegania siebie. Myślę, że to był dobry rok. Pełen miłości i szczęścia, choć nie zabrakło strachu, złości, wylanych łez. Odkryłam wreszcie sens istnienia i już wiem, że żyje się po to, żeby kochać. To takie proste. Gdybym mogła zmieniłabym kilka rzeczy, byłabym bardziej stanowcza w kilku momentach, mądrzejsza. Ale już trudno, trzeba dać sobie prawo do popełniania błędów. Najważniejsze jest, to że przez ten rok Ignaś był szczęśliwy. Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, żeby dać mu miłość i poczucie bezpieczeństwa. Myślę, że nam się udało. To nic, że nie będzie tego pamiętał, ale jestem pewna, że miłość procentuje i to wszystko co teraz mu dajemy – cała nasza uwaga, wszystkie te całusy, uściski, wygłupy zaprocentują w przyszłości i sprawią, że wyrośnie na człowieka, który potrafi kochać.
 
 
Mam świadomość popełnionych błędów i niedociągnięć, czasami wymagam od siebie zbyt dużo i zbyt dużo sama sobie wypominam, ale odnotowuję też na swoim koncie mniejsze i większe sukcesy. Jak choćby to, że Ignaś chętnie i z własnej woli sięga po książeczki, lubi je oglądać, obgryzać i słuchać kiedy czytamy mu zapisane w nich historyjki. Właściwie to jedyny moment kiedy siedzi w jednym miejscu, bo jest bardzo żywiołowym i energicznym chłopcem, który cały czas jest w ruchu. Z każdym dniem zaskakuje nas nowymi umiejętnościami i pomysłami. Aż trudno uwierzyć, że jest już taki duży, a przecież mogłabym przysiąc, że ledwie miesiąc temu wróciliśmy ze szpitala.
 
To niesamowite jak szybko dziecko się zmienia. Nie mogę się nadziwić, że nie mam już dzidziusia, maleńkiego robaczka owiniętego w rożek, ale małego, rezolutnego chłopczyka, który wszystko rozumie, potrafi stanowczym „ne” wyrazić swój sprzeciw, zaczyna gadać, trochę po naszemu, trochę po swojemu, uwielbia się bawić i dokazywać. Wiem, że dla każdej mamy jej dziecko jest najpiękniejsze, najmądrzejsze i najwspanialsze, ale mój synek naprawdę taki właśnie jest :)



2 komentarze:

  1. Uroczy :) Widać, że Mały Urwisek z niego :) I strasznie się zmienił, spoważniał i w ogóle tak jak piszesz, to już nie dzidziuś a chłopczyk :) Wszystkiego Najlepszego Ignasiu! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ale Słodzak! Sto lat! Mój młodszy synek kończy rok 2.06. Także wiem co możesz teraz czuć ;)

    OdpowiedzUsuń