czwartek, 23 marca 2017

trzeba nic nie mieć, żeby wrócić - „Zapiski syna marnotrawnego”, Guy Luisier

wydawnictwo Promic


Przypowieść o synu marnotrawnym jest moją ulubioną historią opowiadaną przez Pana Jezusa (na drugim miejscu jest wesele w Kanie Galilejskiej, tak przy okazji). Lubię też wracać do interpretacji ks. Twardowskiego, tych kilku zdań, które robią na mnie piorunujące wrażenie. I lubię jego wiersz „Żeby wrócić”, w którym jest wszystko:
Można mieć wszystko żeby odejść
czas młodość wiarę własne siły świętej pamięci
dom rodzinny skrzynkę dla szpaków i sikorek
miłość wiadomość nieomylną
że nawet Pan Bóg niepotrzebny
potem już tylko sama ufność
trzeba nic nie mieć
żeby wrócić
Do tej najpopularniejszej historii o ojcu i jego synach odniósł się również Guy Luisier. Jego „Zapiski syna marnotrawnego” to taki jakby ciąg dalszy przypowieści, bo autor zaczyna tam, gdzie Jezus zakończył opowieść. Zwykle ostrożnie podchodzę do tego typu publikacji, bo nie lubię wymyślanek, gdybania i nadinterpretacji, ale Luisierowi udało się mnie przekonać.

„Pewien człowiek miał dwóch synów” - zanotował ewangelista Łukasz (Łk 15,11-32 ). Ciąg dalszy zna chyba każdy (nawet ten, któremu nie po drodze z kościołem). Młodość, pewność siebie, wzywająca przygoda, głowa pełna marzeń i pragnienie wyrwania się spod ojcowskiej opieki wygnały młodego człowieka w świat. Młodość ma swoje prawa. Ale chłopak ruszył niewłaściwą drogą. Po pewnym czasie wrócił z podkulonym ogonem, nędzny, brudny i upokorzony. Ten powrót musiał być dla niego najtrudniejszą decyzją w życiu. Musiał schować do kieszeni pychę, otwarcie przyznać, że się pomylił, a przede wszystkim spojrzeć w oczy ojcu. Gdyby jeszcze ojciec był wściekły, ciosał mu kołki na głowie, wyzywał od idiotów. Ale nie. On się ucieszył. Szczerze i z głębi serca. To dopiero musiało boleć. Bo najtrudniej wybaczyć samemu sobie. Tę wersję przyjmuje też Guy Luisier i ja mu wierzę.

Z zapisków prowadzonych przez syna marnotrawnego wyłania się obraz człowieka, którego przygniotło poczucie winy, który nie radzi sobie ze sobą, bo nie potrafi sobie wybaczyć, zapomnieć i żyć dalej. Choć jego ojciec dokładnie to zrobił. Autorowi w bardzo naturalny sposób udało się zachować uniwersalny charakter przypowieści, bo wszystko o czym pisze sprowadza się do miłości. Do opowieści o domu, bliskości, do rożnych odcieni miłości, nawet tych, których na co dzień nie dostrzegamy. Dlatego sama fabuła nie ma aż takiego wielkiego znaczenia (może trochę szkoda, że jednak nie dowiemy się co Młody wyprawiał jak był poza domem), bo przekaz płynący z każdego króciutkiego rozdziału jest ważniejszy.

„Zapiski syna marnotrawnego” to niewielka i niepozorna książeczka, która przede wszystkim wzrusza i skłania do refleksji. Wyważona i subtelna opowieść trafia prosto w serce czytelnika, bo chyba każdy z nas ma na swoim koncie błędy, głupoty i przewinienia, z którymi trudno mu się pogodzić. Dlatego jestem przekonana, że każdy czytelnik odnajdzie w tej opowieści choć fragment skierowany tylko do niego. Ja znalazłam ich kilka. Tak doskonale pasują mi do słów wspomnianego wcześniej ks. Twardowskiego: „Miłość nigdy nie jest za coś, ale pomimo wszystko.”

💙💙💙
Guy Luisier, Zapiski syna marnotrawnego (tyt. oryg. Les carnets du Fils prodigue), tłum. Barbara Durbajło, wyd. PROMIC, Warszawa 2016.

2 komentarze:

  1. Bardzo to ciekawe i faktycznie, to jedna z najwięcej dających do myślenia przypowieści :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To piękna przypowieść, zawsze mnie wzruszała :)

    OdpowiedzUsuń