niedziela, 12 marca 2017

O ocenianiu innych mam słów kilka

bukiet tulipanów i haftowana metryczka dla dziecka

Od kilku miesięcy chodzę z Ignacym na rehabilitację. Fajny ośrodek, niezłe warunki, sympatyczne panie rehabilitantki. Przez ten czas poznałam kilkanaście różnych mam. Chociaż „poznałam” to chyba zbyt dużo powiedziane, bo znamy się tyle co na „dzień dobry”. Czasami uda się porozmawiać, wymienić doświadczeniami, pożartować. Przez jedną z nich, taką, którą spotkałam tylko raz, nie przespałam kilka nocy.

Do naszego ośrodka należą dzieci w rożnym wieku i z różnymi problemami. Niektóre z nich są chwilowe, wystarczy je rozćwiczyć i miną, a maluch szybko nadgoni opóźnienia rozwojowe. Inne przypadki (te, które szczególnie łamią mi serce) są zdecydowanie bardziej poważne, wiążące się z niepełnosprawnością fizyczną i psychiczną. Co się naoglądam to moje (czasem później spać w nocy nie mogę i mam wyrzuty sumienia, że może moje dziecko zajmuje miejsce jakiemuś maluchowi, który bardziej potrzebuje pomocy terapeutów), ale ogólnie doświadczenia związane z tym miejscem mam dobre.

Mamusie czekające na korytarzu ze swoimi pociechami (dziadkowie i tatusiowie też się czasem zdarzają, ale jednak w większości są to matki) wesoło szczebioczą do swoich dzieci, zagadują, zabawiają, podsuwają coś do picia, słowem robią wszystko, żeby czas zleciał szybciej, a maluch nie zdążył się znudzić i rozmarudzić. Dla mnie to też norma, bo w im lepszym humorze Ignaś wejdzie na salkę, tym większa szansa, że choć przez chwilę uda mu się spokojnie poćwiczyć.

Kilka tygodni temu razem z nami na korytarzu siedziała młoda brunetka ze swoim synkiem. Dziewczyna była tak śliczna, że nawet na mnie, kobiecie, zrobiła duże wrażenie. Wydała mi się bardzo młoda, mogła mieć ledwie dwadzieściakilka lat, a przy jej nodze dreptał trzy, może czteroletni chłopczyk. Śliczny, uroczy i energiczny. Na oko widać było, że trochę niepełnosprawny intelektualnie. Mały dokazywał, jak to dziecko, wyraźnie znudzony przedłużającym się oczekiwaniem na lekarza. I w pewnym momencie jego mama, która nie odzywała się wcześniej ani słowem, wybuchła. Podniesionym głosem i tonem pełnym pretensji zaczęła wygadywać chłopcu jaki to jest zawsze niegrzeczny i marudny. Pytała dlaczego inne dzieci mogą być grzeczne a on nie potrafi. Tak małego zrugała, że aż zrobiło mi się nieprzyjemnie. Co prawda nie mam tyle tupetu, żeby zwrócić uwagę obcemu człowiekowi, ale od razu źle o niej pomyślałam. A potem zrobiło mi się wstyd.

No bo w końcu co ja o niej wiem? Nic! Może akurat miała bardzo zły dzień? Tydzień? Miesiąc? A marudzenie synka było tą kroplą, która przelała czarę goryczy? Może nadal nie poradziła sobie z niepełnosprawnością Małego? Może jest z tym wszystkim na co dzień sama? Kim jestem, żeby ją oceniać? Wiem, że poważne problemy ze zdrowiem dziecka trzeba przerobić przede wszystkim we własnej głowie. Bo łzy, nerwy i pretensje nic tu nie pomogą. Wiem też, że jest to cholernie trudne i wymaga czasu. Ona nie miała na palcu obrączki, więc całkiem możliwe, że tatuś ulotnił się, bo nie podołał wyzwaniu jakie postawiło przed nim życie. Tym bardziej z wdzięcznością pomyślałam o mężu, który dźwiga na barkach to samo zmartwienie co ja, o rodzicach, którzy mi pomagają, o czekającym w samochodzie tacie, który bez słowa skargi, dwa razy w tygodniu wozi nas na ćwiczenia.

A może tylko dorabiam sobie taką łzawą wersję, a wspomniana dziewczyna miała tylko gorszy dzień, albo jest zwykłą jędzą, która burczy na wszystkich wokół łącznie ze swoim dzieckiem. Nie wiem, ale wiem za to, że bardzo łatwo przyszło mi ją ocenić. Zauważyłyście, że najłatwiej jednej matce oceniać inną matkę? I w tym cały problem, bo tam gdzie powinna się zacząć kobieca solidarność, wrażliwość na problemy czy wyczucie sytuacji, najczęściej dochodzi do głosu krytyka. Nie szanujemy się wzajemnie, a wymagamy szacunku od innych. Dlatego w ramach pracy nad sobą postanowiłam nie oceniać innych po pozorach (nie tylko matek), nawet jeśli naruszają moją strefę komfortu, bo sama mam niejedno za uszami. Obym tylko nie zapomniała o tym przy pierwszej lepszej okazji.

16 komentarzy:

  1. oj czasami chociaż się bardzo chce trudno powstrzymać się przed oceną, gdzie jest ta granica, gdzie kończy się troska o dobro dziecka a zaczyna niegrzecznosć.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, chociaż staram się sobie tłumaczyć, że nawet najlepszym czasami nerwy puszczają :)

      Usuń
  2. Nie tylko w przypadku matek tak jest. Ludzie mają tendencję do oceniania po pozorach, często bardzo wrednego. Sama staram się z tym walczyć, ale czasem nie jest łatwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No wiadomo, że najłatwiej oceniać negatywnie, jednak trzeba się wysilić, żeby zobaczyć w kimś coś fajnego. Chociaż fakt, czasami po prostu się nie da :)

      Usuń
  3. A niby dlaczego ja mam się powstrzymywać przed ocenianiem kogoś skoro ktoś mnie ocenia i przyjmować ciosy jak durne pokorne ciele?
    Moja cierpliwość ma swoje granice.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No pewnie, że ma granice, ale czasami warto się powstrzymać z egoistycznych pobudek, po to, żeby być lepszym od innych, mieć lżejszą głowę i spokój wewnątrz :) A to jednak fajne uczucie :)

      Usuń
  4. Dzisiejsze czasy są okrutne i ludzie też. Chociaż faktycznie nie powinno sie oceniać póki kogoś się nie pozna. Może ta kobieta była rozgoryczona, że została sama z dzieckiem, albo nie była dojrzała emocjonalnie, albo multum innych rzeczy. Pozdrawiam i życzę zdrowia dla maluszka :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dzieciak tak czy siak powinien być nauczony grzecznego zachowywania się wśród ludzi. U nas dzieci to święte krowy, którym wszystko wolno, a ludzie zmuszeni są męczyć się w towarzystwie bachora. I jeszcze zwróć rodzicom uwagę, to obraza boska od razu. Ja mam dość dzieci, które męczą sobą całe otoczenie. Jak rodzisz, to wychowuj od małego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fakt, że bezstresowe wychowanie, to nie wychowanie. Znam takich, którzy mają małe dzikusy, a nie dzieci, choć trudno te dzieci obwiniać, bo to nie ich wina, że mają durnych rodziców. A już najgorzej jak przyjdą tacy w gości, narobią bałaganu, a później obraza jak się im zwróci uwagę, że po zabawie, to jednak trzeba po sobie posprzątać. I rodzice wychodzą bardziej obrażeni niż dzieci. Ale przynajmniej ma się spokój na kilka miesięcy :D
      Ale akurat w takich miejscach jak ośrodek rehabilitacji mam więcej cierpliwości do niegrzecznych dzieci. W końcu czekając na lekarza ja też się zdążę znudzić, więc marudne dziecko wcale mnie nie dziwi (też miałabym ochotę pojojczyć, ale mi nie wypada), tym bardziej, jeśli widać, że maluch wymaga więcej uwagi i empatii :)

      Usuń
  6. Myślę, że ludzie mają skłonność do oceniania innych oraz w tym wszystkim lubią usprawiedliwiać samych siebie - niestety. Warto zastanowić się, nim o kimś pomyślimy źle. Bardzo możliwe że ta smutna historia którą wymyśliłaś to nie prawda, oczywiście, ale z drugiej strony lepiej kilka takich sytuacji nie oceniać w ogóle, niż później kogoś ocenić źle i tym samym go skrzywdzić. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ludzie mają zakodowaną potrzebę wartościowania. Taka jest nasza natura. Tę potrzebę odzwierciedla język - są w nim wyrazy niosące ze sobą ocenę pozytywną (np. bohaterstwo) i negatywną (np. tchórzostwo). Posługujemy się zdrobnieniami, zgrubieniami, wulgaryzmami... One też wyrażają nasze oceny.
    Myślę, że przed ocenianiem nie da się uciec, można natomiast zadbać o to, by ocena nie krzywdziła drugiego człowieka. Ocena przecież nie musi być krytyką! Może być wyrazem podziwu i, co za tym idzie, szacunku do drugiego człowieka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie powiedziane :) Pozdrawiam :)

      Usuń
  8. Ja, może dlatego, że w życiu dużo przeszłam i były czasy, gdy narobiłam wiele głupot, staram się nikogo nie oceniać i pamiętać o tym, że każdy ma swój świat :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo mądry tekst. Przypomniałaś mi o tym, żeby nie oceniać ludzi od razu, bo nie wiemy jaka jest ich historia. I żeby być bardziej tolerancyjnym. Podziwiam Twoje podejście, sama powinnam nad podobnym popracować;)

    OdpowiedzUsuń