poniedziałek, 27 marca 2017

O konsekwencjach nienawiści, czyli „Hate list. Nienawiść” Jennifer Brown


wydawnictwo nasza księgrania, krokusy

 
Jakiś czas temu wyrosłam z młodzieżówek. Przeczytałam ich w pewnym momencie tyle, że przygniótł mnie nadmiar błahostek i odczułam te moje prawie trzydzieści krzyżyków na karku. Dlatego teraz różne głupotki podsuwam siostrze, czasami doradzam w wyborze tytułów, z pobłażliwym uśmiechem wysłuchuję pełnych zachwytów opowieści o książkach, ale sama po nie nie sięgam. Jednak w zalewie wszystkich młodzieżowych bzdurek wpadła mi w oko powieść „Hate list. Nienawiść” Jennifer Brown. Trzeba przyznać, że okładka przyciąga uwagę i łatwo ją zapamiętać, choć moim zdaniem jest zwyczajnie nieładna i depresyjna. Ale to opis powieści sprawił, że porzuciłam moje postanowienie o nieczytaniu literatury młodzieżowej.

Choć lata szkolne wypominam miło, to nigdy nie chciałabym do nich wrócić. Wolę być dorosła, ba, wolę nawet do pracy chodzić, choć szkołę lubiłam, a nauka nie sprawiała mi trudności. Życie w szkolnej społeczności nie jest łatwe. Dzieci bywają okrutne, a jak już do kogoś przyczepi się jakaś łatka, to bardzo trudno się jej pozbyć. Valerie i jej chłopak Nick są szkolnymi popychadłami i wyrzutkami. Wszyscy w ich paczce są wyśmiewani, ale wydaje się, że na tej dwójce skupia się cała nienawiść otoczenia. Żeby rozładować napięcie i „zemścić się” na swoich prześladowcach Valerie zaczyna prowadzić zeszyt, w którym wpisuje nazwiska osób „do likwidacji”, czyli wszystkich tych, którzy w jakiś sposób znęcali się lub podpadli młodym. Jednak niewinna zabawa wymyka się spod kontroli, bo pewnego dnia Nick przynosi do szkoły broń i zaczyna odhaczać kolejne punkty z listy…

„Hate list. Nienawiść” to pełna emocji opowieść o życiu po tragedii. Bo złe już się stało, Nick zabił kilka osób, innych ciężko ranił, a w końcu popełnił samobójstwo. Valerie przeżyła, choć sama została poważnie zraniona w nogę. Oskarżona o współudział, później oczyszczona z zarzutów, pokiereszowana wewnętrznie, przerażona i niepewna przyszłości musi wrócić do szkoły, żeby dokończyć naukę w ostatniej klasie. Musi zmierzyć się z oskarżeniami, złością, nienawiścią, współczuciem. Musi zaakceptować to co zrobił chłopak, którego kochała całym sercem. Jakby tego było mało, jedyną osobą, która wyciąga do niej pomocną dłoń jest Jessica, jedna z listy do odstrzału, której Val w trakcie masakry uratowała życie.

Jennifer Brown udało się zachować pewną lekkość opowieści, choć całość przesycona jest ciężkimi emocjami. Dużo tu smutku, strachu, niezrozumienia, a przede wszystkim tytułowej nienawiści, od której wszystko się zaczęło. Valerie została oczyszczona z zarzutów, ale nie jest tak do końca niewinna. Bo przecież to ona podsycała w Nicku pragnienie zemsty, choć robiła to zupełnie nieświadomie. Dla niej to była zabawa, głupie gadanie, dzięki któremu czuła się lepiej. Nie zauważyła, że dla niego nie są to puste słowa, że chłopak gubi się coraz bardziej, za często wspomina o śmierci, że dzieje się z nim coś złego. Zakochana, zapatrzona w niego jak w obrazek była pewna, ze ich miłość jest lekiem na całe zło świata, że razem mogą pokonać wszystkie przeciwności.

Autorka w ciekawy sposób ukazała również relacje w rodzinie Valerie. Rodzice, którzy się nienawidzą, prowadzą otwartą wojnę, zamiast rozejść się w cywilizowany sposób. Trudno uciec od pytań co by było gdyby w domu panował spokój. Czy Val nie uciekałaby z niego w ramiona Nicka? Czy potrafiłaby dostrzec, że z jej ukochanym źle się dzieje i pomóc mu w odpowiednim momencie? Czy gdyby żyła w przyjacielskich stosunkach z mamą, to czy potrafiłaby zwierzyć się jej ze szkolnych kłopotów, a tym samym nie dopuścić do tragedii? I choć postawę matki po tragedii mogę zrozumieć, tak ojciec, który nie potrafi wybaczyć własnemu dziecku jest dla mnie całkowicie skreślony. Bo on jeden nie dał córce żadnego wsparcia, nie okazał jej serca, nie zechciał wysłuchać jej opowieści.

„Hate list. Nienawiść” to mocna i wstrząsająca powieść. Smutna, ale nie depresyjna opowieść o nienawiści i przebaczeniu. O podnoszeniu się z kolan. I nie dotyczy to tylko Valerie, ale praktycznie wszystkich bohaterów Jennifer Brown. Emocje sączą się z każdej strony, a zakończanie po ludzku wzrusza (w pewnym momencie nawet się popłakałam, a nie zdarza się to często) i niesie ze sobą nadzieję. To naprawdę mądra, dająca do myślenia i poruszająca powieść nie tylko dla nastolatków, ale także dla ich rodziców. I jedni, i drudzy mogą wynieść z lektury pewną naukę, nawet jeśli uznają, że takie rzeczy nie dzieją się w naszych realiach. Dzieją się, bo nienawiść ma różne oblicza. I nie ważne czy oprawcami są szkolni koledzy, czy domownicy, bo młodego człowieka bardzo łatwo zranić i zniszczyć. Ta książka jest o konsekwencjach nienawiści, dlatego po prostu trzeba ją przeczytać.

PS

Wydanie, które czytałam jest wznowieniem, bo powieść ukazała się po raz pierwszy w 2011 r. Szkoda, że przeszła bez większego echa, mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.

💙💙💙
Jennifer Brown, Hate list. Nienawiść (tyt. oryg. Hate list), tłum. Maciejka Mazan, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

2 komentarze:

  1. Chętnie dam się namówić na lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. O, nie spodziewałam się takiej treści i tylu emocji po tej książce. Ale to dobrze - wartościowe lektury dla młodzieży są bardzo mile widziane;) Chociaż, gdyby nie Twoja recenzja, to nie zwróciłabym na tę powieść uwagi...

    OdpowiedzUsuń