czwartek, 30 marca 2017

Ale fajna książka, czyli „Zwariowane pojazdy” Artura Gulewicza

Nasza Księgarnia
 
Jak tylko dowiedziałam się, że jestem w ciąży zaczęłam tak na serio gromadzić domową biblioteczkę dla malucha. Do tej pory nie mam żadnych oporów (a czasami naprawdę by się przydały) przed kupowaniem książeczek dla dzieci i zawsze jak zamawiam dla siebie książkę (no dobra, kilka książek), to wśród nich musi być coś dla Ignacka. Właściwie mamy ich już tyle, że gdybym od tej chwili nie kupiła już nic nowego, to i tak mielibyśmy co czytać zanim Mały osiągnie pełnoletność. Ale nic to, bo nowe tomiki kuszą i wabią ślicznymi ilustracjami, poruszającą czy zabawną treścią, oryginalnym wykonaniem. Dziś będzie właśnie o jednej takiej zabawnej, super kreatywnej i typowo chłopięcej książeczce (a tych chłopięcych jednak u nas niewiele). Patrzcie i podziwiajcie, bo „Zwariowane pojazdy” Artura Gulewicza zapierają dech!!!
 
To nie tak, że „Zwariowane pojazdy” nie spodobają się dziewczynkom, bo i one wciągną się w wir zabawy, ale jednak wydaje mi się, że tomik powstał bardziej z myślą o chłopcach i to chłopców bardziej zaczaruje. Bo jednak auta, koparki, helikoptery, statki kosmiczne interesują bardziej małych mężczyzn. I to bez względu na wiek. U mnie w domu wszyscy, ale to wszyscy, wybawili się książeczką. Ignaś pooglądał, postukał rączką, pomemlał i pogryzł kartki (gruby, odporny na dzieci i wytrzymały karton, więc śladu po zabawie nie ma), a cała reszta, czyli mama, tata, babcia, dziadek i nastoletnia ciocia siedzieli, przewracali kartki, chichrali się w głos, żeby na końcu podsumować – ale fajna książka! 
 
Nasza Księgarnia

Autorzy Naszej Księgarni regularnie mnie zaskakują, bo wszystkiego można się po nich spodziewać. Tym razem też jestem w szoku. Po raz pierwszy spotkałam się z książeczką dzieloną na trzy, bo każda storna „Zwariowanych pojazdów” podzielona została na trzy części. Na pierwszej znajduje się przód pojazdu, na drugiej środek, a na trzeciej tył naszej machiny. Do tego dochodzą podpisy, czyli fragmenty zdań. I teraz zaczyna się najlepsza zabawa, czyli układanie zwyczajnych lub też całkowicie szalonych pojazdów! Elementy układanki zawsze do siebie pasują dając niezliczone możliwości kombinowania, zestawiania i tworzenia zwariowanych połączeń. Ale to jeszcze nic, bo powstała hybryda może i jest śmieszna, ale to znajdujący się nad nią podpis napędza cały komizm. 

Nasza Księgrania

Oczywiście elementy możemy poukładać tak, że stworzą zupełnie zwyczajny pojazd, np. lokomotywę stojącą na peronie. Może nie jest ona aż tak zabawna, jak ta, która ratuje ludzi w lesie, ale dla małego człowieka ma wartość edukacyjną. Możemy rozmawiać z dziećmi na temat rożnych pojazdów, opowiadać o ich funkcjach, o pracy ludzi, którzy z nich korzystają. I tak na przykład helikopter ratujący ludzi w górach może być fajnym wstępem do rozmowy na temat bezpieczeństwa na szlaku, bezmyślności turystów i pracy toprowców. Już nie wspominając o tym, że zabawa z książeczką może być pomocna przy nauce kolorów.

„Zwariowane pojazdy” Artura Gulewicza to fajnie wykonana, dobrze przemyślana i zabawna książeczka, która gwarantuje wyśmienitą zabawę dla całej rodziny. To ten typ książki, który zainteresuje zarówno dwulatka, jak i dziesięciolatka, bo obaj znajdą w niej dla siebie coś innego. Rodzice i dziadkowie również.  Tak więc do zabawy, gotowi, start!!!

 💙💙💙
Artur Gulewicz, Zwariowane pojazdy, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2017. 
 
Nasza Księgarnia

1 komentarz:

  1. Bardzo ciekawy projekt. A maluszek będzie rósł i odkrywał nowe niuanse tej książeczki:)

    OdpowiedzUsuń