piątek, 24 lutego 2017

Podbierz dziecku książki, czyli dwa tomiki, które warto postawić na swojej półce

 
ilustracja Sabiene Clement

Są takie książki, które choć dedykowane dzieciom bez obciachu można postawić na dorosłej półce i chwalić się nimi przed znajomymi. Później pozostaje napawać się pełnymi zazdrości spojrzeniami, a na oczywiste pytanie, które padnie prędzej czy później, odpowiedzieć: „Wybacz, ale z zasady nie pożyczam nikomu moich książek”. Dziś będzie o dwóch takich tomikach. Przed Państwem (fanfary) - „Morze ciche” i „Atlas miast”.






Emilio jest głuchy od urodzenia. Z wiadomych powodów ledwie mówi, ale posługuje się językiem migowym i potrafi czytać z ruchu warg. Poza tym niczym nie różni się od innych małych chłopców. Jednak jego życie nie jest tak beztroskie jak być powinno. A wszystko to wina ojca alkoholika, który nigdy nie zaakceptował niepełnosprawności syna. Stary jest zwyczajnie wredny, wyśmiewa Emilia, pozwala sobie na chamskie żarty i nie przejmuje się tym, że w ten sposób rani swoje dziecko. Na szczęście jest Javier, sąsiad, właściciel sklepiku, który rozumie chłopca bez słów i uczy go w jaki sposób można usłyszeć szum morza.

Historia Emilia jest smutna i piękna jednocześnie. Podczas lektury aż chce się przytulić to nadwrażliwe, skrzywdzone przez los dziecko i ochronić je przed złem tego świata. Chociaż z tym losem to nie do końca prawda, bo chłopca krzywdzi przede wszystkim ojciec. Postać zasługująca na pogardę, choć w pewnym stopniu także na współczucie. Bo czekając na dziecko nikt nie jest przygotowany na jego ewentualną niepełnosprawność. Co więcej nikt takiej opcji nie bierze pod uwagę. I nagle okazuje się, że to wymarzone maleństwo nie jest takie, jak sobie wyobrażaliśmy. Zmierzenie się z chorobą dziecka to naprawdę wielkie wyzwanie. Wszystko trzeba poukładać sobie w głowie, a zaakceptowanie rzeczywistości, na którą nie ma się wpływu jest najtrudniejsze. Ojcu Emilia się nie udało, dlatego jest mi go żal.
 
ilustracja Sabiene Clement

 „Morze ciche” to piękna, mądra i wzruszająca opowieść o akceptacji, miłości, prawdziwej przyjaźni i dobrych ludziach. Co prawda Jeroen Van Haele napisał ją z myślą o młodszych czytelnikach, ale wydaje mi się, że na dorosłych zrobi dużo większe wrażenie niż na dzieciach. Bo dopiero czytając między wierszami możemy w pełni docenić ogrom emocji zamknięty na niespełna osiemdziesięciu stronach książeczki. Tekstu jest niewiele, co oznacza, że każde zdanie ma tutaj znaczenie. Poetycki język doskonale współgra z minimalistycznymi, ołówkowymi, niemal dziecięcymi ilustracjami autorstwa Sabien Clement, tworząc wyjątkową, chwytającą za serce całość. Bo „Morze ciche” to książeczka idealna do tego, aby na przykładzie Emilia uczyć dzieci wrażliwości, a samemu wzruszać się do łez.

💙💙💙
Jaroen Van Haele, Morze ciche (tyt. oryg. De stille zee), tłum. Jadwiga Jędryas, il. Sabien Clement, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Georgia Cherry, Martin Haake

„Atlas miast” stworzony przez Georgię Cherry i Martina Haake to prawdziwe cudo. Ja wiem, że mamy dopiero luty, ale coś mi tu pachnie najlepszą książką dla dzieci opublikowaną w 2017 r. Chociaż łatka „dla dzieci” jest tutaj bardzo krzywdząca, bo gwarantuję, że ten typ publikacji spodoba się wszystkim bez względu na wiek. A teraz konkrety.

W tym nietypowym przewodniku przedstawionych zostało trzydzieści rożnych miast z całego świata. I tak na każdej rozkładówce znajdziemy króciutki, trzy, czterozdaniowy opis wprowadzający w klimat danego miasta, informacja o kraju, języku i populacji, a także polecenie sprawdzające spostrzegawczość czytelnika. Całą resztę „robią” już ilustracje przedstawiające znane i charakterystyczne budynki, sławnych ludzi, pyszne, lokalne jedzenie, miejsca, które warto odwiedzić, rzeczy, które warto zrobić.
 
Georgia Cherry, Martin Haake

Szata graficzna jest obłędna! Rozkładówki przypominają kolarze tworzone z różnych, niekoniecznie pasujących do siebie obrazków, dzięki temu ilustracje przykuwają uwagę, są zadziorne i zabawne. Szalenie podoba mi się też to, że podpisy pod ilustracjami podane zostały w formie poleceń, bo dzięki temu zachęcają czytelnika do działania, a nie tylko bezmyślnego zwiedzania, dreptania za przewodnikiem i cykania miliona zdjęć, których i tak później nikt nie ogląda.

„Atlas miast” prezentuje się fantastycznie! Po lekturze miałam ochotę spakować kilka najpotrzebniejszych rzeczy do plecaka i ruszać w świat, żeby jak najszybciej zobaczyć na własne oczy to wszystko, co pokazali mi Georgia Cherry i Martin Haake. Cóż, póki co muszę zadowolić się „papierowym” zwiedzaniem, choć i ono ma swój niezaprzeczalny urok, wartość edukacyjną, a przede wszystkim sprawia niesamowitą frajdę. Jestem pewna, że bawiąc się z dziećmi w odkrywanie kolejnych zakamarków miast zaprezentowanych w atlasie będziecie mieć ubaw nie mniejszy niż dzieciarnia. Chyba nie muszę dodawać, że następnym razem będziemy zwiedzać Pragę zgodnie z zaleceniami autorów!

Georgia Cherry, Martin Haake

Wady? Minimalnie zbyt duży format, przez co książka nie mieści mi się w pionie na półce i przez nią muszę zmodyfikować rozmieszenie innych tomików na regale. Taka techniczna uwaga, bo innych niedociągnięć nie zauważyłam. Dla mnie bomba, dlatego i Wam polecam.

💙💙💙
Georgia Cherry, Atlas miast (tyt. oryg. City Atlas: Travel the World with 30 City Maps), tłum. Anna Garbal, il. Martin Haake, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2017.

Georgia Cherry, Martin Haake

6 komentarzy:

  1. Moich przedszkolaków mogłabym tym zainteresować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fantastyczne! Będę o nich pamiętać...

    OdpowiedzUsuń
  3. "Atlas miast" ma rzeczywiście nietypowy format... Mnie tak czy siak wystaje poza krawędź regału :P

    OdpowiedzUsuń
  4. "Atlas miast" marzy mi się już od jakiegoś czasu, chyba sama ją sobie kupię :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Fantastyczne książeczki, chętnie bym je widziała na swojej półce :)

    OdpowiedzUsuń