czwartek, 9 lutego 2017

Najbardziej kontrowersyjny tytuł ostatnich lat, czyli „Mała zbrodnia” Marka Łuszczyny


Marek Łuszczyna, wydawnictwo Znak

„Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne” to jeden z najbardziej kontrowersyjnych tytułów ostatnich lat. No właśnie, cała afera rozchodzi się o ten nieszczęsny tytuł, ale do tego dopiero dojdziemy. Najpierw treść, a ta jest zdecydowanie smutna. Opowieść Marka Łuszczyny wielkiej chwały nikomu nie przyniesie, ale ma szansę przywrócić pamięć. Według reportera po wojnie w Polsce działało ponad 200 obozów koncentracyjnych, których więźniami byli Niemcy, Ślązacy, Ukraiński, Łemkowie i Polacy, słowem wszyscy, którzy w jakiś sposób podpadli nowej władzy. Zginęło w nich około 60 tys. ludzi. Ci, którym udało się przetrwać nadal pamiętają te okrutne czasy.

W swoim reportażu Marek Łuszczyna porusza temat obozów pracy, które powstały zaraz po wojnie w miejscu hitlerowskich obozów zagłady. Sama świadomość, że wykorzystano istniejącą infrastrukturę wystarczy, żeby zjeżyć włos na głowie czytelnika. A to dopiero początek. Na podstawie akt, istniejącej dokumentacji oraz wspomnień swoich bohaterów reporter opowiada o tym co działo się zaraz po wyzwoleniu, kiedy kontrolę nad ludźmi przejmował chaos i żądza zemsty. Bo reportaż Łuszczyny to dla mnie przede wszystkim opowieść o zemście i żądzy władzy. Dwóch siłach, które odbierają rozum. Bo jak inaczej można wytłumaczyć to, co działo się na terenie opuszczonych przez Niemców obozów koncentracyjnych? Praca ponad siły, wszechobecny głód i nędza, przemoc i tortury na porządku dziennym. Jakby w tych miejscach wydarzyło się za mało zła i trzeba było jeszcze trochę dołożyć. Straszne. Straszne, że tak łatwo zapomnieć o człowieczeństwie. Dlatego tak znamienny i pełen goryczy jest tytuł - „Mała zbrodnia”. Mała w porównaniu z tym, co nam zrobili Niemcy. Ale czy można ważyć życie ludzkie w ten sposób? Samowolnie decydować o winie i karze? Przecież gdyby w życiu kierować się zasadą oko za oko, ząb za ząb, to wszyscy chodzilibyśmy ślepi i szczerbaci. I aż chce się zacytować starego, mądrego Gandalfa (z tomu „Drużyna Pierścienia”): „Wielu spośród żyjących zasługuje na śmierć. A niejeden z tych, którzy umierają zasługuje na życie. Czy możesz ich nim obdarzyć? Nie bądź więc tak pochopny w ferowaniu wyroków śmierci, nawet bowiem najmądrzejszy nie wszystko wie.”

„Mała zbrodnia” nie powstała po to, żeby zrobić komuś na złość, choć odnoszę wrażanie, że tak niektórzy chcieliby ją interpretować, ale po to, żeby przełamać ciszę i przywrócić pamięć na temat ofiar. I choć lektura do przyjemnych nie należy, a temat wzbudza kontrowersje, to jest to jedna z tych pozycji, które zwyczajnie trzeba przeczytać (tym bardziej jeśli chce się na ten temat dyskutować, a nie jedynie bezsensownie kłócić). Uważam, że książka Marka Łuszczyny jest ważna i potrzebna (choć pod względem stylu i reporterskiej fantazji „Igły” i „Zimne” wypadają zdecydowanie lepiej). Trzeba mówić prawdę, trzeba prawdy uczyć. Ale pomimo wszystko nie godzę się na nazywanie KL Auschwitz „polskim obozem koncentracyjnym” (innych niemieckich obozów też, ale w przypadku Auschwitz boli mnie to najbardziej). Komunistyczne – może, ale nie polskie. I okoliczności nie mają tu nic do rzeczy. Ja rozumiem o co chodzi autorowi, wiem gdzie leży granica między jednym i drugim, znam historyczny kontekst. Ale używanie określenia „polskie obozy koncentracyjne” jest nie w porządku. Choćby wobec byłych więźniów, którzy Auschwitz przeżyli. Jest w tym jakaś hipokryzja? Pewnie tak, ale po spotkaniu z byłymi więźniami (pisałam o tym tutaj, tutaj i tu) i lekturze wielu książek, jak choćby ostatniej „Dobranoc, Auschwitz” nie potrafię inaczej.

PS
W rozdziale dot. Oświęcimia autor pisze o ul. Leszczyńskiego, natomiast w rzeczywistości chodzi o ul. Stanisławy Leszczyńskiej (położnej z Auschwitz).



Marek Łuszczyna, Mała zbrodnia. Polskie obozy koncentracyjne, wyd. Znak, Kraków 2017.

4 komentarze:

  1. Nie sięgam po takie książki, więc raczej jej nie przeczytam :(

    OdpowiedzUsuń
  2. Ok... od kilku minut próbuje coś napisać i mi nie wychodzi. Nie słyszałam o tej książce, więc cieszę się, że tu trafiłam, bo wydaje mi się bardzo istotna. I z powodu tematu, który porusza, ale i tego tytułu. Muszę po nią sięgnąć! Faktycznie - takie książki trzeba znać.

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja nie słyszałam do tej pory o tej książce, ale też tematyka całkiem nie w moim guście. Po książki sięgam dla relaksu, by miło spędzić czas, więc zdecydowanie wolę ciekawe powieści niż pozycje trudne.

    OdpowiedzUsuń