niedziela, 26 lutego 2017

Drugie życie gangstera - „Ewangelia według gangstera”, John Pridmore

wydawnictwo PROMIC


Lubię historie z życia wzięte. Lubię opowieści o ludziach, którzy nie bali się zaryzykować i całkowicie odmienili swoje życie. Lubię przeżywać to o czym czytam, a później rozmyślać nad tym, jak przewrotny bywa los. A w końcu lubię, kiedy jakaś historia przywraca wiarę w wiarę, nadzieję i miłość. „Ewangelia według gangstera” Johna Pridmora spełnia wszystkie te warunki.

John Pridmore był dobrym, energicznym i inteligentnym dzieckiem. Wydawało się, że świat stoi przed nim otworem. Do czasu, bo bezpieczny świat Johna runął wraz z rozwodem rodziców. Narastająca złość, niewypowiedziany nigdy żal i pretensje pchnęły go na złą drogę. Zaczęły się drobne kradzieże, włamania, jakieś bójki. Poprawczak, kolejne przewinienia, nieciekawe towarzystwo. A później już poszło z górki. John szybko odnalazł się w gangsterskim świecie. Z dobrego chłopca wyrósł na złego mężczyznę. Wtedy najważniejsze były pieniądze, dobra zabawa, szybkie samochody i łatwe kobiety na jedną noc. I choć mogłoby się wydawać, że miał wszystko o czym tylko mógł zamarzyć, tak naprawdę, pod względem ludzkim, dotykał dna.

I nagle, w jednej chwili, zupełnie jak św. Paweł, John usłyszał głos Boga. Nawrócił się, choć sam nie potrafił zrozumieć jak to się wydarzyło. Pierwszy, chyba najważniejszy cud, który postawił Johna do pionu i pozwolił mu uwierzyć w to, że jego życie może być naprawdę piękne. A to dopiero początek. Początek niezwykłej historii o człowieku, który musiał poukładać sobie wszystko na nowo, całkowicie przewartościować swoje życie i zaufać, że w tym wszystkim jest jakiś głębszy sens.

Wiary w Boga nauczyli mnie rodzice i dziadkowie od strony mamy. Bardzo dużo zawdzięczam też poezji ks. Jana Twardowskiego. Właściwie wierzę od zawsze, choć nie zawsze jest łatwo, szczególnie jeśli cud, o który tak się modlę nie przychodzi (czasami okazuje się, że właśnie to jest prawdziwym cudem), dlatego nie przestają mnie fascynować historie nawróceń. Opowieść Johna jest niesamowita. To, że mając furę pieniędzy, wypasione mieszkania, luksusowe samochody z dnia na dzień potrafił z tego wszystkiego zrezygnować. Rozdał wszystko co miał i stał się prawdziwym uczniem Jezusa. Tak po prostu, bo nagle zrozumiał, że Bóg jest miłością.

Historia Johna nie jest cukierkowa i ugłaskana, bo facet sporo w życiu przeszedł, a nawrócenie nie sprawiło, że jego problemy nagle poznikały. Wtedy to dopiero się zaczęło! Czyta się o tym wszystkim z niesłabnącym zainteresowaniem i zapałem. Opowiadając swoją historię John mocno trzyma się chronologii, co paradoksalnie wprowadza pewien zamęt. Bo czasami aż chce się, żeby jakiś wątek został opowiedziane od początku do końca w całości, naraz, a nie porwany na kawałki, do których autor wraca w kolejnych dniach przeplatając opowieść kolejnymi wydarzeniami.

„Ewangelia według gangstera” na pewno nie jest jakimś literackim arcydziełem. Trochę nieporadny styl ma jednak swój urok. Bo tutaj nie chodzi o wymuskaną formę, ale pisaną prosto z serca opowieść o człowieku, który dotykał moralnego dna, był zły, zepsuty i przepełniony gniewem, a jednak całkowicie odmienił swoje życie. Wygrał, bo postanowił posłuchać głosu serca. Uwierzył w to, że Bój jest dobry i sam zapragnął stać się lepszym człowiekiem. Historia Johna niesie ze sobą nadzieję, której tak często nam brakuje. Dlatego warto :) 
💙💙💙 
John Pridmore, Greg Watts, Ewangelia według gangstera (tyt. oryg. From Gangland to Promised Land), tłum. Krzysztof Bednarek, wyd. PROMIC, Warszawa 2017.

9 komentarzy:

  1. Tematyka wydaje się być dość ciekawa, być może przeczytam jak będę miała okazję :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie przeczytam tej książki. Cuda się nie zdarzają. Modlitwa nie pomaga. Czasem coś się wydarza bo powodują to różne zbiegi okoliczności. Za dużo nasłuchałam się niby świadectw, które potem po skonfrontowaniu z rzeczywistością okazały się tylko bajdami na potrzeby wygłoszenia na forum spotkań religijnych. Jak dobrze, że przestałam chodzić na te głupoty.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że masz takie doświadczenia życiowe :( Ja ze swojej strony mogę Ci zagwarantować, że cuda się zdarzają, bo sama kilku doświadczyłam, choć żaden nie był tak spektakularny jak np. uzdrowienie z bardzo ciężkiej choroby, choć i o taki się modliłam.

      Usuń
    2. Tak, tylko że jak ktoś staje i mówi, że wymodlił zmianę pracy i roni przy tym łezkę na forum spotkania czy rekolekcji, a za jakiś czas opowiada ludziom przy piwie że prace dostał po znajomości bo gdyby nie to to by nie dostał no to mi jest przykro.
      Ja tam się cieszę że się odcięłam od tego toksycznego religijno wspólnotowego towarzystwa. Mnie się żadne cuda nie przydarzyły, póki co zgodnie z tym co się słyszy na tych spotkankach religijnych to ciągle coś się rozwala w moim życiu ponoć po to żeby potem stało się coś wspaniałego. Sorry, ale tego nie kupuję.

      Usuń
    3. Ja miałam religijne wzloty i upadki, ale mimo wszystko wierzę, bo z nadzieją jest zawsze łatwiej, nic się nie traci, a poza tym modlitwa w trudnych chwilach pomaga naprawdę, chociaż potrzebowałam czasu, żeby się o tym przekonać. Gwarantuję, że z Bogiem jest łatwiej, tylko nie można od niego żądać, a jedynie zaufać, wtedy wszystko przyjdzie w swoim czasie. Ludzie są różni, wymyślają zawsze nie tylko na spotkaniach religijnych, dlatego modlitwę trzeba mieć w sercu a nie na forum.

      Usuń
    4. A książkę bardzo chętnie przeczytam.

      Usuń
  3. Myślę, że historia jest ciekawie ukazana, chętnie przeczytam o losach Johna jednak z pewnym dystansem.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chyba ta historia nie jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń