środa, 22 lutego 2017

Czerwony Kapturek w wersji nie dla dzieci, czyli Gabriela Mistral szokuje nawet po stu latach

Czerwony Kapturek Gabriela Mistral Nasza Księgarnia

Baśń o Czerwonym Kapturku zna chyba każdy w wieku od 2 do 100 lat. Śmiem twierdzić, że to najpopularniejsza historia dla dzieci, opowiadana na różne sposoby milion razy, przedstawiana w niezliczonej ilości wydań i wersji. Sama najbardziej lubię Czerwonego Kapturka w wersji Jana Brzechwy, a słuchowisko zrealizowane na podstawie tekstu Brzechwy wielbię do tego stopnia, że nawet wybudzona z głębokiego snu potrafiłabym zaśpiewać wszystkie piosenki (za jakość wykonania już nie odpowiadam). Jednak tym razem trafiłam na Kapturka w wersji mrocznej i przerażającej.

Ta baśń jest straszna. I to dosłownie. Wersja spisana przez Gabrielę Mistral, chilijską poetkę i noblistkę, opublikowana w oryginale w 1924 r., nawiązuje bezpośrednio do pierwotnej wersji baśni opowiadanej przez Charlesa Perraulta. Później Bracia Grimm zmodyfikowali zakończenie i dorobili happy end, którego próżno szukać w oryginale. Historia Kapturka spisana wierszem (fantastyczne tłumaczenie Krystyny Rodowskiej) ma w sobie pewną magię i urok starych opowieści. Tekst jest trudny, na pewno nie nadaje się do samodzielnego czytania przez dziecko, ale na mnie działa wręcz hipnotyzująco. Dziś już nikt tak nie opowiada. Każde słowo i każdy detal mają znaczenie, historia dziewczynki jest niemal cielesna i bardzo mocno oddziałująca na zmysły, co prawie sto lat temu musiało wzbudzać niemałe kontrowersje.

Historia Czerwonego Kapturka w wersji Gabrieli Mistral nie różni się wiele od tej, do której jesteśmy przyzwyczajeni. Do czasu. Bo w końcu wilk pożera dziewczynkę i… na tym baśń się kończy! Przecierałam oczy ze zdumienia, kilka razy sprawdzałam czy NA PEWNO nic nie ma na kolejnej stronie, bo nie mogłam otrząsnąć się z szoku! Ale jak to? A gdzie gajowy, który uratuje dziewczynkę i jej babcię? Cóż, nigdzie, bo chłop zwyczajnie nie istnieje. Nigdy nie było go w oryginalnej wersji Charlesa Perraulta z 1697 r., na której wzorowała się Mistral. Jeszcze raz przeczytałam ostatnią strofkę i ciarki przeszły mi po plecach!
„I bestia atakuje, ostra sierść kaleczy
drobne ciało tak miękkie jak runo owieczki.
Miażdżą mięśnie, kosteczki te szczęki mordercze
i serce wysysają niczym miąższ wisienki.”
Mistrzostwo, proszę Państwa!

Ale sama treść to jeszcze nic, bo choć robi piorunujące wrażenie, to bez ilustracji chilijskiej artystki Palomy Valdivia nie miałaby aż takiej siły rażenia. Przyznam szczerze, że styl młodej ilustratorki nie bardzo do mnie przemawia. Lubię inny typ ilustracji, a trzy pierwsze miejsca w moim prywatnym rankingu są już obstawione przez inne ilustratorki. Jednak byłabym niesprawiedliwa, gdybym nie doceniła klimatu stworzonego przez autorkę ilustracji. Bo te obrazki są jeszcze straszniejsze niż treść! Zimne kolory, które mrożą krew w żyłach, gra świateł i cienie, skrywające przerażającą prawdę. Niedopowiedzenia i emocje kreowane przez proste, ale sugestywne ilustracje sprawiają, że „Czerwonego Kapturka” strach czytać i strach oglądać.

„Czerwony Kapturek” w wersji Gabrieli Mistral i Palomy Valdivia na pewno nie nadaje się dla małych dzieci. Dla większych owszem, szczególnie dla tych, które lubią się bać, choć nie potrafię wyznaczyć granicy, podać konkretnej liczby, od której baśń nadaje się dla dzieci. Po prostu każdy rodzic musi zdecydować sam. Ja po lekturze byłam w szoku, moja czternastoletnia siostra przy ostatniej stronie wrzasnęła na całe gardło „CO?!” i również nie mogła uwierzyć w takie zakończenie.

Plastyczny świat wykreowany przez Mistral, niepokojący, przepełniony grozą klimat opowieści i te przedziwne ilustracje współgrające z treścią sprawiają, że „Czerwony Kapturek” to dzieło niezwykłe. Bardziej dla dorosłych niż dla dzieci. Dzięki Gabrieli Mistral spojrzałam na klasyczną, dobrze znaną bajkę jeszcze raz i odkryłam w niej pazur, którego nigdy wcześniej nie dostrzegałam. Choćby dlatego było warto. Ja ze swej strony polecam, choć jestem pewna, że nawet w dzisiejszych czasach ten tomik (tak pięknie wydany!!!) wzbudzi cale mnóstwo kontrowersji.

 💙💙💙
Gabriela Mistral, Czerwony Kapturek (tyt. oryg. Caperucita Roja), tłum. Krystyna Rodowska, il.  Paloma Valdivia, wyd. Nasza Księgarnia, Warszawa 2017. 

7 komentarzy:

  1. Nie jestem fanką tej bajki, tym bardziej ta wersja jakoś mi nie podchodzi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest specyficzna, więc z pewnością nie każdemu będzie się podobać :)

      Usuń
  2. Grafika jest wspaniała ale nie wiem czy jestem gotowa przeczytać tak druzgocącą wersję tej baśni

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda, dzieciństwo zadrżało w posadach :D

      Usuń
  3. Sama chętnie poznałabym tę wersję bajki, ale Jasiowi na pewno nie kupiłabym jej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się zastanawiam gdzie ukryć tomik przed Ignasiem, żeby nie trafił na niego zbyt wcześnie :)

      Usuń