wtorek, 31 stycznia 2017

Stosikowo informacyjne podsumowanie stycznia


W nowy rok weszłam pełna zapału, entuzjazmu i chęci do działania. Planowałam pisać post za postem, tak żeby blog nie świecił pustkami i mniej więcej co drugi dzień pojawiało się na nim coś nowego. Cóż, planowałam, bo pokonało mnie… ząbkowanie!

Każdy mój post oznacza kilka ukradzionych chwil. Najczęściej rezygnuję za snu, rzadziej, tak jak teraz mam okazję napisać coś kiedy Ignacy śpi (choć pralka pikała i powinna iść raczej rozwiesić pranie). Nie skarżę się, zupełnie nie o to chodzi. Po prostu tak zmieniły się okoliczności blogowania, do których muszę się dostosować, jeśli nie chcę porzucać mojego małego kącika w sieci. I choć wydawało mi się, że wypracowałam już sobie pewien system, który pozwoli mi zrobić więcej w ciągu dnia, to wszelkie moje plany i pomysły zostały unicestwione przez dwa idące naraz ząbki. Ale nic to, bo choć nie udało mi się spisać i opublikować wszystkiego co chciałam, to przynajmniej naczytałam się w styczniu do woli. Przyjęłam strategię, że kiedy dziecko śpi, pies śpi, to i ja poleżę, choć rozum krzyczał „rób coś kobieto!”. Tym sposobem pochłonęłam 9 rożnych tytułów (w tym jeden tomik poezji i jedną książeczkę dla dzieci). O większości z nich napiszę w lutym, jeśli oczywiście mi się uda, ale nie tracę nadziei. 

 
Moja biblioteczka wzbogaciła się o kilka pięknych tomików. „Pucia” dostaliśmy z Naszej Księgarni do recenzji, „Akuszerkę” i „Opowieść o Kullervo” wymieniałam na lubimyczytac.pl, ks. Twardowskiego wygrałam w konkursie, a reszta to zakupy wlasne. Kupiłam nawet więcej niż zamierzałam, dlatego postanowiłam, że w lutym nie będę zaglądać w kierunku mojej ulubionej księgarni internetowej. Choć już powoli wątpię w moje postanowienie, bo przecież właśnie wyszła nowa książka Martina Pollacka, którą koniecznie muszę mieć. Jednak postaram się wytrwać do marca, a w lutym odpuścić książkowe zakupy.

Dzięki uprzejmości serwisu Fiszkoteka do moich noworocznych postanowień dołączyło kolejne, ponieważ zdecydowałam się na naukę języka czeskiego! O tym jak mi idzie będę informować raz w miesiącu tutaj na blogu. Właściwie chciałam się tą moją nietypową współpraca pochwalić w osobnej notce, która rozpocznie cykl postów, zrobić sobie super baner, opracować plan nauki słówek i ogólnie cieszyć się językiem czeskim, ale wiecie, ząbkowanie i tak dalej…

Powoli realizuję też inne postanowienie noworoczne, najbardziej cieszy mnie pierwsze -5 kg, choć ze sprzątaniem i minimalizmem trochę u mnie gorzej. Ponadto coraz częściej myślę o pierwszych wakacjach z Ignasiem. Jakoś nie możemy się zdecydować gdzie konkretnie jechać nad morze. Może ma ktoś jakieś sprawdzone miejsce, gdzie uda się odpocząć z małym dzieckiem i nie zbankrutować? Chętnie posłucham dobrych rad :)

A Wam jak minął styczeń? Zaczytani? Zapracowani? A może właśnie cieszycie się feriami?

8 komentarzy:

  1. Trzymam kciuki za nowe wyzwanie:) A czasem się nie przejmuj. Z c z a s e m będzie go coraz więciej:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja się obawiam, że z czasem będzie tylko gorzej :D :D :D

      Usuń
  2. Trzymam kciuki za realizację planów! :) Małymi kroczkami oczywiście, bo pociechy najważniejsze :) Nie tak dawno podziwiałaś, że ogarniam bloga - jak może zauważyłaś, ostatnio świeci tam pustkami... Pierwsze ząbki niby za nami, ale idą przedtrzonowce, no i mały nie odstępuje mnie na krok :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak na ząbkowanie i inne (miłe niemiłe, ale pewnie głównie miłe, bo ignasiowe) okoliczności, świetnie Ci poszło z czytaniem :) Blogowanie nie jest takie ważne ;) Ważne to, co na co dzień. Ale świetnie, że postanowiłaś uczyć się czeskiego. Też kiedyś próbowałam, tylko jestem antytalenciem do języków ;)

    I George Lucas <3

    OdpowiedzUsuń
  4. I tak sporo zrobiłaś. Trzymam kciuki za Twoje wyzwania i ząbkowanie Ignasia. Właśnie zdałam sobie sprawę, że chciałabym umieć "rzykać" po czesku.

    OdpowiedzUsuń
  5. Czeski? Wow! A co do wakacji z Ignasiem - polecam Świnoujście, pięknie, w miarę spokojnie, dużo atrakcji, wspaniała trasa rowerowa, w wypożyczalniach mają specjalne riksze do przewożenia dzieci...

    OdpowiedzUsuń
  6. Chętnie przeczytałabym wszystkie z twojej listy! Życzę Ci coraz więcej chwil dla siebie;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ooo! Jak tak Cię od czasu do czasu podpuszczałam, żebyś się czeskiego nauczyła, to nie sądziłam, że rzeczywiście się za niego weźmiesz :). Ale super! Będę śledzić Twoje postępy, i pogaduszki po czesku za jakiś czas :). I oczywiście służę pomocą, w razie czego! Żaden ze mnie ekspert, ale na tych pierwszych etapach mogę się przydać. Ściskam!

    OdpowiedzUsuń