czwartek, 5 stycznia 2017

Dzień z życia zwyczajnej rodziny, czyli „Pod śniegiem” Petry Soukupovej

Na nową książkę Petry Soukupovej czekałam od trzech lat. Jej genialna powieść „Zniknąć” wbiła mnie w fotel i pozostawiła w przekonaniu, że właśnie wydarzyło się coś ważnego, coś, o czym z pewnością nie zapomnę. I faktycznie, wciąż pamiętam emocje towarzyszące lekturze, a „Zniknąć” to jedna z najważniejszych książek mojego życia. Później był „Bercik i niuniuch” - kolejna fenomenalna opowieść, tym razem skierowana do młodszych czytelników. Natomiast teraz przeżywam najnowsze dzieło młodej, czeskiej pisarki, czyli „Pod śniegiem”. I znów trudno mi powstrzymać się od zachwytów, bo najprościej mówiąc powieść jest znakomita.


Jeden samochód, trzy dorosłe kobiety, czwórka dzieci, pies i kilkugodzinna podróż. Od tego wszystko się zaczyna. Od drogi do domu na urodziny taty. Siostry nie są sobie bliskie, jednak okoliczności zmuszają je do wspólnej podróży. A w zamkniętym samochodzie trudno uniknąć rozmów, wspomnień i buzujących emocji. Atmosfera robi się coraz bardziej napięta, na wierzch wychodzą dawne urazy i pretensje. A to dopiero początek, bo na miejscu, w domu rodzinnym czekają na nie rodzice, ukrywający przed córkami pewien nieprzyjemny sekret.

Blanka, Olga i Kristýna są tak różne, że łączą ich jedynie rodzice. I wspólne wspomnienia z dzieciństwa. Ale ich charaktery i ogólna sytuacja życiowa zupełnie do siebie nie pasują. Najstarsza Olga jest typem odnoszącej sukcesy bizneswoman. Mężczyzna, którego kochała zawiódł ją do tego stopnia, że całkowicie zrezygnowała ze związków. Teraz ma ważną pracę, całkiem sporo pieniędzy i pięcioletniego synka, którego samotnie wychowuje. Chłopiec jest rozpuszczony, bo Olinie brakuje konsekwencji. Przytłoczona nadmiarem obowiązków pozwala małemu na zbyt wiele.

Z kolei Blanka to Matka Czeszka. Najważniejsze są dzieci, które kocha ponad wszystko. Dorastające córki powoli wymykają jej się z ramion, ale teraz całej jej uwagi potrzebuje maleńki Filipek. Blanka sama zajmuje się całym domem, bo mąż wiecznie wykręca się pracą. Libor nic nie zrobi przy dzieciach, bo dziewczynki są już duże, a synka nie chciał, więc jak już jego żona była na tyle nieostrożna, to niech sobie teraz sama bawi. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że Libor ma kogoś na boku, ale Blanka boi się zapytać, postawić go pod murem i zmusić do odpowiedzi. Bo co jeśli te najgorsze obawy okażą się prawdą?

Natomiast najmłodsza Kristýna to rozpieszczona córeczka tatusia. Młoda, wolna jak ptak, z fajną pracą, bez żadnych zobowiązań, wikła się w romans z żonatym facetem. I choć Týna wie, że on nie zostawi żony i córki, a wszystkie jego obietnice nie mają pokrycia, bo ukochany jedynie zwodzi ją i oszukuje, to nie potrafi zrezygnować z toksycznej znajomości. Blanka i Olga traktują dziewczynę z lekką pogardą. Wiadomo, najmłodsza, wszystko uchodzi jej na sucho, jeszcze ma pstro w głowie, choć już powinna myśleć o jakiejś stabilizacji życiowej. Siostry nie chcą dostrzec, że wyluzowana Týna jest tak samo smutna i zagubiona jak one.

A to jeszcze nie koniec barwnych osobowości, bo do głosu zostaje również dopuszczona Marie – matka bohaterek, która opowiada swoją, chyba najsmutniejszą ze wszystkich historię.

Dziewczyny mają klapki na oczach, są niewolnicami własnych światopoglądów. Wiadomo, że punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, dlatego każda z nich uważa, że jej sposób na życie jest najlepszy. Każda dobra rada, czy też odrobinę złośliwa, ale szczera uwaga, natychmiast obierane są jak atak. Bo żadna z nich nie chce przyznać, że coś w jej życiu nie gra, że bliżej jej do spektakularnej porażki niż oszałamiającego sukcesu. Że cała siła i przebojowość to tylko maska dla świata, bo wewnątrz, pod warstwą pięknego, miękkiego, iskrzącego śniegu, kuli się samotna i przerażona istotka, która chciałaby, żeby ktoś ją po prostu przytulił i pomógł nieść ciężar codziennych dni.

Petra Soukupowá specjalizuje się w pisaniu o rodzinie. O rodzicach, dziadkach, rodzeństwie. O tych, których mamy najbliżej siebie, z którymi żyjemy na co dzień, których kochamy najbardziej i których nieraz kochać najtrudniej. Dlatego „Pod śniegiem” to dla mnie powieść o samotności wśród najbliższych nam ludzi. Siostry powinny się wspierać, krytykować jeśli trzeba, ale stać za sobą murem, wzajemnie dodawać sobie sił. Po prostu powinny się przyjaźnić. Natomiast u Soukupowej dziewczyny wciąż głupio sobą rywalizują o miano idealnej, najlepszej, najbardziej docenianej. Wzajemna niechęć, dawne żale, pretensje, zadry z dzieciństwa wciąż psują relacje dorosłych przecież kobiet. Dlatego bohaterki nie potrafią i nie chcą ze sobą rozmawiać. Ich relacje z matką są równie kruche. To prawda, że matka nie powinna obarczać dzieci swoimi kłopotami, ale gdy córki same stały się kobietami mogłaby się trochę przed nimi otworzyć, dopuścić je do swojego świata, pokazać, że szczerość i zaufanie mają kluczowe znaczenie we wzajemnych relacjach.

Nie mamy w Polsce pisarki tego formatu co Petra Soukupowá. To prawda, że Olga Torkarczuk jest wspaniała (moim skromnym zdaniem obecnie najlepsza jeśli chodzi o polskie pisarki), ale żadna jej powieść, nawet monumentalne „Księgi Jakaubowe”, nie zrobiła na mnie tak piorunującego wrażenia jak proza Czeszki. Styl Soukupovej jest prosty, oszczędny w słowach, pozbawiony wszelkich ozdobników. I tak samymi prostymi słowami precyzyjnie zadaj rany. Wie gdzie dotknąć i gdzie nacisnąć żeby zabolało. Nie m w tym okrucieństwa, jest tylko szczerość i może jeszcze odrobina smutku, że to co najważniejsze jest tak bardzo skomplikowane. 
„Pod śniegiem” to fenomenalna opowieść o jednym dniu z życia przeciętej, współczesnej rodziny. I choć w powieści nie dzieje się nic nadzwyczajnego, to od samego początku trudno się od niej oderwać. Soukupowá odziera czytelnika ze złudzeń, pokazuje jak bolesne, skomplikowane i kruche mogą być relacje z tymi, których kochamy najbardziej. Jak łatwo wszystko zepsuć, odepchnąć bliskich i skazać się na samotność. Tematyka i doskonały styl Soukopovej sprawiły, że „Pod śniegiem” przeczytałam na bezdechu, ze ściśniętym gardłem, zmiażdżonym sercem i mocnym postanowieniem, że zadbam o relacje z moją siostrą i nie zepsuję tego co już mamy. Żeby kiedyś, może nie jutro, ale za kilka, kilkanaście lat nie obudzić się z przekonaniem, że zawaliłam, że zawiodłam tą, którą przecież tak bardzo kocham.

Petra Soukupowá nie idzie na łatwiznę i nie serwuje czytelnikom gotowych rozwiązań, bo takie po prostu nie istnieją. Mam wrażenie, że pisarka sama nie wie jak potoczą się dalsze losy bohaterek, jakie decyzje podejmą, czy dostrzegą swoje wady i słabości, czy odważą się, żeby zmienić cokolwiek. Nie dla innych, nie przez wzgląd na dzieci i otoczenie, ale z bardziej egoistycznych pobudek – żeby odnaleźć szczęście. Łatwo nie będzie, a dalszy scenariusz zależy już od wrażliwości i łaskawości czytelnika. Nie wiem jeszcze co zrobić z Blanką i Olgą, ale dla Kristýny wymyśliłam całkiem sensowny ciąg dalszy. 
💙💙💙
 Petra Soukupowá, Pod śniegiem (tyt. oryg. Pod sněhem), tłum. Julia Różewicz, wyd. Afera, Wrocław 2016.

8 komentarzy:

  1. Ależ mnie zachęciłaś do tej lektury :-) Nie znam twórczości tej pisarki, ale widzę, że wiele tracę... Czy Twoim zdaniem "Pod śniegiem" nadaje się na początek?

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę już jest na czele listy do zakupu, po Twojej recenzji - tym bardziej. Przekonał mnie ten ładunek emocji, który zapewne eksploduje między siostrami. Przychodzi mi na myśl film "Sierpień w hrabstwie Osage", a ja lubię czytać o takich poplątanych i trochę chorych relacjach...

    OdpowiedzUsuń
  3. Po Twojej recenzji jakoś podskórnie czuję, że ta książka by mnie poruszyła. Doceniam umiejętność uchwycenia emocji przy pomocy prostego stylu, a o mądrze pokazanych, choć niełatwych, relacjach rodzinnych chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapowiada się interesująco, muszę się jej przyjrzeć.

    OdpowiedzUsuń
  5. Chętnie bym ją przeczytała :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Zupełnie nie znam tej pisarki. Polecasz "Zniknąć", tak? Zaraz poczytam, co to za książka:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Koniecznie muszę sięgnąć po prozę tj autorki :)

    OdpowiedzUsuń