wtorek, 13 grudnia 2016

Zabawa w dom, czyli „Gospodyna” Kasi Dyny


Czy Ciebie też dopadł już szał przedświątecznych porządków? Co prawda powtarzasz sobie, że z brudnymi oknami święta i tak się odbędą, ale mimo wszystko biegasz po domu ze szmatką, zmieniając co rusz cudowne chemiczne specyfiki, które mają uczynić sprzątanie łatwym i przyjemnym? Najlepiej rzuć to wszystko w kąt i odpocznij chwilę z książką. Kusząca propozycja, prawda? Ale pamiętaj, że dobór lektury nie może być przypadkowy, bo tu jak znalazł pasuje „Gospodyna” Kasi Dyny.

„Gospodyna” zachwyca już na pierwszy rzut oka. Fantastyczne ilustracje w starym stylu i żartobliwe kolarze, które ma się wrażenie, że żyją własnym życiem, doskonale wprowadzają w klimat książki. A to pełne uroku tomiszcze jest niczym innym jak poradnikiem dla wszystkich, którzy choćby czasami bawią się w dom. Bo nie zawsze się chcę (mi na przykład nigdy się nie chce), ale jednak czasami trzeba wziąć i ogarnąć domowe zacisze, tak żeby było jeszcze milej i przytulniej. A kiedy nie wiadomo w co najpierw ręce włożyć, z pomocą śpieszy Kasia Dyna ze swoim zaradnikiem domowym.

Wszystkie porady podane zostały w lekkiej i subtelnej formie. Całość aż skrzy się humorem, a lekko archaiczny język, którym posługuje się autorka, wzbudza w czytelniku dreszczyk przyjemności (prawdziwa rozkosz dla wielbicieli polszczyzny!). Wszystkie wskazówki i porady pochodzą wprost od naszych babć (mam, ciotek, wujków i innych krewnych również), ale bynajmniej nie trącą formaliną, ale mają przyjemny zapach czystości i domowego ciasta. Wystarczy sięgnąć pamięcią, żeby zauważyć, że dom babci zawsze ładnie pachniał, błyszczał czystością i świecił przykładem, choć przecież kochana babunia nie dysponowała całą tą chemią, od której uginają się sklepowe półki.

Kasia Dyna przez cały czas puszcza oko do czytelnika i ze swadą podpowiada jak żyć prościej i oszczędniej. Bo przecież wystarczy zaledwie kilka produktów, żeby stworzyć niemal każdy środek czystości. Patenty na domowe kosmetyki też się znajdą. Szczególnie cenne dla mnie okazały się wskazówki związane z oszczędzaniem i porady jak radzić sobie z domowymi katastrofami. Ale to jeszcze nic, bo w „Gospodynie” znajdziemy również podpowiedzi związane z gotowaniem, przyrządzaniem domowych syropów czy pomysły na własnoręcznie wykonane podarunki. I to wszystko bez wymądrzania się i lania wody. Jasno, prosto, konkretnie i z jajem.

„Gospodyna” nie jest pierwszą publikacją na temat prowadzenia domu, gotowania, dbania o zdrowie, ekologicznych, własnoręcznie wyrabianych środków czystości czy kosmetyków, ale na tle konkurencji wyróżnia ją zarówno treść, jak i forma. Podobne przepisy i porady zapewne znajdziecie w innych tomikach, ale zamiast przebijać się przez gąszcz rożnych książek wystarczy sięgnąć do jednej, w której jest wszystko – domowe porady w pigułce. Ale nawet to nie ma tak wielkiego znaczenia, bo najlepszy w „Gospodynie” jest pełen humoru język, który sprawia, że lektura zaradnika domowego bawi, cieszy, sprawia przyjemność, no i uczy. Bo sensowne i konkretne porady zawsze są w cenie. Dlatego podaruj „Gospodynę” sobie lub komuś kogo lubisz i spodziewaj się zrobić piorunujące wrażenie!

💙💙💙

Kasia Dyna, Gospodyna, Nasza Księgarnia, Warszawa 2016.

2 komentarze:

  1. Martusia jak będę u Ciebie to muszę przejrzeć tę książkę :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetne zdjęcie! :) Tak dawno Cię nie czytałam i miło jest wrócić, choćby przy okazji takiej nietypowej książki ;)

    OdpowiedzUsuń