wtorek, 20 grudnia 2016

5 książek na długie zimowe wieczory, których nie znajdziecie w żadnym innym zestawieniu



Ostatni kwartał roku obfituje w wysyp książkowych nowości. I to tych najlepszych! Nowy Twardoch, nowy Stasiuk, nowy Tolkien, nowy Poldark, a nawet nowy Harry Potter! Jest w czym wybierać, a jesienno-zimowa oferta wydawnicza powoduje zawroty głowy. Ale zanim zakopiecie się pod kocykiem ze stosem lektur do czytania na długie wieczory, chciałabym zwrócić waszą uwagę na 5 wyjątkowo dobrych książek wydanych w 2016 r. (jedna z 2015 r.), które wcześniej mogły umknąć Waszej uwadze.



Góra Athos to miejsce święte i wyjątkowe, bo mogą tam przebywać tylko mężczyźni. Grupa mnichów zamieszkująca górę Athos wiedzie skromne i ciche życie ograniczające się do modlitwy i pracy. Ale pewnego dnia dzieje się rzecz niebywała. Na terenie klasztoru znalezione zostaje ciało młodej kobiety. Jak mogło dojść do pogwałcenia świętej reguły? Który z mnichów odpowiada za zbrodnię? Co się stanie kiedy ta sensacyjna wiadomość wyrwie się poza klasztorne bramy? I w końcu kim była dziewczyna?

Głównym bohaterem powieści jest mnich Nifonas. Mężczyzna z przeszłością, klasztorny rybak, który na górze Athos odnalazł spokój i szczęście. Jedno i drugie zostaje mocno zachwiane, kiedy pewnego dnia Nifonas znajduje łódź zacumowaną przy brzegu. Łódź, która z pewnością nie należy do klasztoru, a co gorsza…, albo nie, nic więcej zdradzić nie mogę.

Kostas Akrivos, grecki pisarz, redaktor, nauczyciel, dziennikarz, po mistrzowsku prowadzi fabułę i stopniuje napięcie. Autor przedstawia fenomen góry Athos, przywołuje senną atmosferę klasztoru i ukazuje prostotę zakonnego życia. Można zauważyć, że surowa reguła, której przestrzeganie z pewnością nie jest łatwe, tworzy nad mnichami swego rodzaju parasol ochronny, ponieważ żyją oni niemal w całkowitym oderwaniu od rzeczywistości. Ich troski dnia codziennego nijak się mają do zmartwień zwykłych ludzi, którzy mieszkają tuż obok. Dlatego zbrodnia dokonana na terenie klasztoru robi aż takie wrażenie. Ale wątek kryminalny odgrywa tu drugorzędne znaczenie. Bo dużo ważniejsze stają się stawiane przez Akrivosa pytania o człowieczeństwo i miłosierdzie.

Nie wiem skąd u greckich pisarzy ta melancholia i wrażliwość, ale podejrzewam, że bliskość morza wlewa w ich dusze czułość. Dlatego tak lubię wracać do Greków, choć znam głównie tych wydawanych przez Książkowe Klimaty, ale wierzę, że to ci najlepsi, bo tylko u nich znajduję ubrany w słowa powiew wiatru i promień słońca, który delikatnie muska skórę. Nie dosłownie oczywiście, ale jest coś pięknego, smutnego i nieuchwytnego w tej literaturze. Jakby greccy literaci dysponowali wyższym stopniem wtajemniczenia, mieli większą świadomość kruchości świata i tak subtelnie potrafili o tym opowiadać. Nie inaczej jest w przypadku „Pandemonium”. Trochę powieść detektywistyczna, trochę jakby obyczajówka, a nawet romans, a przede wszystkim przejmująca opowieść o pragnieniu miłości, o ludzkich słabościach i o wyborach, których dokonujemy w życiu.

💙💙💙
Kostas Akrivos, Pandemonium (tyt. oryg. Πανδαιμόνιο), tłum. Michał Bzinkowski, wyd. Książkowe Klimaty, Wrocław 2015.  



Czytając zbiór korespondencji J.M. Coetzeego i Paula Austera, czyli literackich gigantów, rzuciła mi się w oczy ich rozmowa na temat Fiodora Dostojewskiego. Bo do rosyjskiego klasyka zawsze warto wracać. Wydawnictwo MG doskonale o tym wie, dlatego po kolei wznawia poszczególne tytuły z dorobku Dostojewskiego. U mnie na tapecie króluje „Idiota”, czyli ulubiona powieść innego wielkiego pisarza - Wiesława Myśliwskiego (który to jest moim najukochańszym autorem).

Nie będę udawać, nie czytałam wszystkich dzieł Fiodora Dostojewskiego, ale z tych, które znam „Idiota” jest z pewnością najlepszy! Wciąż aktualny, wciąż wzbudzający emocje i pozostawiający czytelnika z bolesną refleksją. Tytułowy „Idiota” to książę Lew Myszkin we własnej osobie. W momencie rozpoczęcie powieści młodzieniec może i z tytułem, ale za to nie śmierdzący groszem, przybywa do Rosji, żeby objąć całkiem spory majątek. Dobry, prostoduszny, i wręcz irytująco naiwny Myszkin staje się pionkiem w salonowych gierkach innych postaci. Sam książę jest tak oderwany od rzeczywistości, tak czysty i niewinny, że aż nieprawdopodobny. „Książę! Pan taki jest dobry, taki dobroduszny, że aż mi pana niekiedy żal.” (s. 529) Krzyczy z gniewem jeden z bohaterów i trudno się z nim nie zgodzić. Bo ufność Myszkina wzbudza złość. W trakcie lektury niejednokrotnie miałam ochotę uderzyć go w twarz i krzyknąć, żeby się opamiętał, nie był głupi i dostrzegł wreszcie, że wszyscy go oszukują i wykorzystują. Ale razem z apogeum złości na księcia przyszło otrzeźwienie. Dlaczego to on mnie irytuje, a nie banda intrygantów, oszustów, manipulatorów, sprzedawczyków i zdrajców? Ano dlatego, że przywykliśmy do obłudy, do tego, że w prawdziwe dobro i czyste intencje tak trudno uwierzyć.
„Nie ma w samej rzeczy nic przykrzejszego, jak być na przykład bogatym, z porządnej rodziny, przyjemnej powierzchowności, nieźle wychowanym, niegłupim, nawet dobrym i jednocześnie nie posiadać w sobie żadnego talentu, nic szczególnego, żadnego dziwactwa, ani jednej własnej myśli, być stanowczo tak jak wszyscy.” (s. 487)
Dzieło tak monumentalne, drobiazgowe i absolutnie genialne jak „Idiota” trudno rozbierać na czynniki pierwsze. Z resztą literaturoznawcy już zrobili swoje. Nie będę nawet próbowała się z nimi mierzyć. Ale jako zwykła, współczesna czytelniczka apeluję – czytajcie Dostojewskiego! Mało który pisarz potrafi prawdziwie grzebać w ludzkich duszach i tak celnie portretować człowieka, z całym jego pięknem i mrokiem drzemiącym na dnie serca. Tak sobie myślę, że gdyby ktoś taki jak Myszkin pojawił się nagle wśród nas, również potrafilibyśmy go odpowiednio wykorzystać i zmanipulować, śmiejąc się jednocześnie za jego plecami. Pod tym względem nic się nie zmieniło. Świat nadal jest podłym i plugawym miejscem, a ludzie są wredni i interesowni. Tylko tych Myszkinów jakby mniej, tego dobra, bezinteresowności i zaufania. A jeśli już pojawi się gdzieś obok, to czy potrafimy je dostrzec, docenić i ochronić? Z całej powieści można wyłowić całe mnóstwo pięknych cytatów, a jednak w ramach końcowej refleksji przypomniały mi się słowa Zbigniewa Herberta: „Płynie się zawsze do źródeł, pod prąd, z prądem płyną śmiecie ”. 

💙💙💙
Fiodor Dostojewski, Idiota (tyt. oryg. Идиот), tłum. Helena Grotowska, wyd. MG, Łódź 2016. 



Geniusz zawsze kojarzył mi się z indywidualistą, jednostką wybitną, człowiekiem trochę ekscentrycznym i osamotnionym. Natomiast Joshua Wolf Shenk, amerykański pisarz i eseista, zwrócił moją uwagę na fakt, że ci najlepsi, najbardziej utalentowani często mają obok siebie kogoś równie zdolnego i niezwykłego. Że geniusze potrafią się uzupełniać i pozytywnie na siebie oddziaływać, że ich talent rozbłyska właśnie dzięki wzajemnym spotkaniom.

W publikacji „Siła duetów. Jak relacje rozbudzają kreatywność” autor wymienia mnóstwo nazwisk od tych bardzo znanych i interesujących (np. J.R.R. Tolkien i C.S. Lewis, Maria Skłodowska i Piotr Curie) do takich, z którymi spotkałam się po raz pierwszy. Joshua Wolf Shenk ukazuje mnóstwo powiązań między swoimi bohaterami, opowiada pokrótce ich historię, ustawia ich w różnych konfiguracjach i ukazuje konfrontację, rywalizację, przyjaźń, a nawet miłość między geniuszami. Nie ukrywam, że do sięgnięcia po książkę skusiły mnie dwa nazwiska na okładce - John Lennon i Paul McCartney. No bo czy jest coś, czego jeszcze nie wiem o absolutnie najwspanialszym duecie w historii? I tak, i nie.

Na kartach publikacji przewija się kilkadziesiąt rożnych nazwisk, ale do Lannona i McCartneya autor powraca najczęściej. Dla fanów The Beatles biografie obu muzyków nie będą żadną tajemnicą, ale interesujące jest ukazanie powiązań między tym wyjątkowym duetem. W trakcie lektury cisną się na usta pytania o to, co by było gdyby Lennon i McCartney nigdy nie spotkali? I choć Beatlesi zakończyli karierę, to czy duet Lennon-McCartney faktycznie się rozpadł? I w końcu czy mam obok siebie kogoś, kto jest moją siłą napędową?

„Siłę duetów” momentami czytałam na bezdechu. Minusy? Zbyt naukowy ton publikacji, który po jakimś czasie męczy i nie pozwala cieszyć się w pełni z lektury. Niestety może to odstraszać potencjalnych odbiorców, bo też nie każdy lubi czytać naukowe rozprawy. Jednak gwarantuję, że warto się trochę wysilić i sięgnąć po „Siłę duetów”, bo to jedna z tych książek, których lektura usatysfakcjonuje ciekawskich czytelników. 

💙💙💙
Joshua Wolf Shenk, Siła duetów. Jak relacje rozbudzają kreatywność (tyt. oryg. Powers of Two: Finding the Essence of Innovation in Creative Pairs), tłum. Małgorzata Guzowska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2016. 
 
 

Znalezione zostaje ciało. Wokół uwijają się technicy, każdy bardzo zajęty nie do końca wiadomo czym, w oddali widać zbliżającą się postać. Mężczyzna lub kobieta ma na sobie rozpięty prochowiec (lub płaszcz innego typu, ewentualnie zwykłą kurtkę), spokojnie podchodzi do zwłok, kuca i w milczeniu wysłuchuje pierwszej relacji policjantów. Tak zazwyczaj prezentuje się scenka literacko-filmowa z miejsca zbrodni. A jak to wygląda w prawdziwym życiu?

„Zbrodnia prawie doskonała” to kolejny, świetny tytuł, który ukazał się w ramach PWN-owskiego cyklu „Bez tajemnic”, czyli jednej z najlepszych serii wydawniczych jakie istnieją. Tym razem następuje spotkanie dwóch pań. Iwona Schymalla rozmawia z prof. Moniką Całkiewicz, która przez lata jako prokurator zajmowała się badaniem miejsc zbrodni. Jak w takim razie wyglądają polskie realia pracy prokuratora? Zdecydowanie inaczej niż wmawia nam to popkultura. Prof. Całkiewicz zaczyna od wyjaśnienia kilku podstawowych pojęć, jak np. zbrodnia i przestępstwo, różnic między kryminalistyką a kryminologią. Trudno opowiadać o wszystkich poruszanych przez rozmówczynie tematach, żeby nie psuć nikomu przyjemności płynącej z lektury, ale gwarantuję, że w trzynastu rozdziałach jest tego sporo. A najlepsze jest to, że prof. Całkiewicz posiłkuje się przykładami z życia i omawia sprawy, które faktycznie miały miejsce, oczywiście na ile tylko pozwala je j na to tajemnica zawodowa. Dla mnie najciekawsze okazały się fragmenty związane z seryjnymi mordercami, kobietami popełniającymi zbrodnie i tzw. Archiwom X, czyli działem ekspertów zajmującym się badaniem spraw, które w przeszłości nie zostały rozwiązane, a współczesne technologie pozwalają na wykrycie sprawcy (co za emocje!).

Rozmowę obu pań czyta się z wypiekami na twarzy. Serio! Co prawda lekturę pochłaniałam wczesną wiosną, co zresztą widać po zdjęciu, ale nadal czuje przyjemny dreszczyk emocji na samo wspomnienie! Jeszcze żaden kryminał (w wersji papierowej) nie wzbudził we mnie takiej ekscytacji. W końcu życie jest o wiele ciekawsze niż najlepsza nawet książka.

💙💙💙
Monika Całkiewicz, Iwona Schymalla, Zbrodnia prawie doskonała, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2016.



„Felix, Net i Nika oraz (nie)Bezpieczne Dorastanie” to już czternasty (tak, czternasty!) tom znanej i lubianej serii dla młodzieży autorstwa Rafała Kosika. Szczerze mówiąc przed lekturą kojarzyłam jedynie okładki poszczególnych tomów i tyle. Byłam pewna, że na serie jestem za stara, to raz, a dwa – wydawało mi się, że trzeba znać całość, żeby sięgnąć po późniejsze części. Okazuje się, że wcale nie trzeba, bo „Felixa, Neta i Nikę” czyta się fantastycznie i bez znajomości poprzednich tomów. Teraz żal mi serce ściska, że nie miałam okazji zaczynać przygody z bohaterami Kosika od pierwszego tomu, ale przecież nie wszystko jeszcze stracone.

Felix, Net, Nika i Laura spędzają wakacje w Londynie. Kasa się kończy (w sumie nie dziwota, w końcu to Londyn), a za coś żyć trzeba, dlatego przyjaciele postanawiają znaleźć pracę i własnoręcznie zarobić na swoje utrzymanie. Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Ale pomimo drobnych kłopotów udaje im się zaczepić w hotelu. Fajna praca, mogłoby się wydawać, ale od samego początku w hotelu dzieją się dziwne rzeczy, a nasi przyjaciele są jakby nieco zamroczeni…

Akcja powieści pędzi jak szalona, przez cały czas coś się dzieje, a perypetie bohaterów są na zmianę straszne i śmieszne. Zabawa jest przednia, bo Rafał Kosik nie oszczędza przyjaciół i co rusz pakuje ich w nowe tarapaty. Jakby kłopotów było mało Net staje się wyjątkowo zazdrosny o Laurę, która jego zdaniem odbiera mu przyjaciela, dlatego bez oporów wtrąca się w związek Feliksa. Nie trudno się domyślić, że dzięki temu czytelnicy mają jeszcze większą radochę. Dlatego jeśli lubicie zabawne przygotówki z inteligentnymi i sprytnymi dzieciakami w roli głównej (tak, fani Scooby Doo też nie będą rozczarowani), to bierzcie „Felixa, Neta i Nikę” w ciemno. Gwarantuję dreszczyk emocji i mnóstwo śmiechu.

💙💙💙
Rafał Kosik, Felix, Net i Nika oraz (nie)Bezpieczne Dorastanie, wyd. Powergraph, Warszawa 2015.

11 komentarzy:

  1. Twórczosć DOstojewskiego pragnę poznać w najbliższym czasie.
    Jednak chcę zacząć od "Zapisków z martwego domu".
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. "Idiotę" Dostojewskiego mam na czele listy życzeń:) W końcu uzupełniam sobie klasykę:) Z przyjemnością przeczytałam też notkę o pozycji dla młodzieży. Od czasu do czasu szukam ciekawych inspiracji dla siostrzenicy:) To coś dla niej!

    OdpowiedzUsuń
  3. "Idiota" zdecydowanie! Czytałam na studiach, ale chętnie bym to powtórzyła... Pasuje na zimowy wieczór :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Dostojewskiego czytałam, ale akurat na wiosnę. On zawsze jest spoko :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Bardzo podobała mi się "Siła duetów". Rzeczywiście, trochę brakuje tej książce lekkości, ale mocno mnie zaskoczyła i zaintrygowała. Spotkałam tam wiele postaci, które lubię i podziwiam, dlatego też zgadzam się z Tobą, że warto zwrócić na tę książkę uwagę.

    Natomiast z Dostojewskim nie miałam jeszcze do czynienia, mimo że w czasach szkolnych zaczęłam czytać "Zbrodnię i karę". Temat tego pisarza zdecydowanie mam do nadrobienia.

    OdpowiedzUsuń
  6. Ciekawe zestawienie :D czytałam "Idiotę" i to też moja ulubiona książka Dostojewskiego - i w ogóle jedna z ulubionych książek. Ze Zbrodnią prawie doskonałą też miałam przyjemność i również bardzo dobrze mi się czytało :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie czytałam żadnej z powyższych pozycji i w sumie nie wiem czy kiedyś to się zmieni, bo to średnio moja tematyka

    OdpowiedzUsuń
  8. Pandemonium czytałam. Uważam, że książka jest średnia pod względem literackim, ale również zwróciłam uwagę na wątek pytania o człowieczeństwo i miłosierdzie. Poza tym z tych pozycji które wymieniłaś najbardziej czuję się zachęcona do "Zbrodni prawie doskonałej" Życzę radosnych świąt :-) Anna

    OdpowiedzUsuń
  9. Wreszcie mam co czytać oryginalnego. Dziękuję. Będę często zaglądał.

    Zapraszam do mnie: http://keeganab.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. Dostojewskiego mam na liscie :) Teraz zabieram sie za vilette a potem hrabie monte christo a nastepnie mysle o Dostojewskim :D bardzo lubei takei klasyki wiec cos dla mnie :) pozdrawiam i zparaszam do siebie dzisiaj o 19:00 na nowy post: )

    OdpowiedzUsuń
  11. Przypomniałaś mi o mojej chęci poznania książek Dostojewskiego ("Zbrodnię i karę" oczywiście czytałam, chyba nawet dwa razy, ale to za mało). Tylko jakoś zawsze brakuje mi czasu:/ Trzeba w końcu wybrać się do biblioteki po odpowiednio zaczytany egzemplarz "Braci Karamazow", tak na początek;)

    OdpowiedzUsuń