środa, 9 listopada 2016

Pół roku za nami, czyli 10 rzeczy, których nauczyły mnie początki macierzyństwa


Czas pędzi jak szalony i zanim zdążyłam się ogarnąć Ignacusiowi stuknęło pół roczku. Od sześciu miesięcy jestem pełnoetatową mamą i co tu dużo mówić łatwo nie jest, bo mój Okruszek daje mi niezłą szkołę życia. Ale nie zamieniłabym tego czasu na nic innego, bo jeden bezzębny uśmiech i ciepło maleńkich rączek wynagradzają wszystko.

Ale zanim się rozrzewnię, a co ważniejsze zanim mały zbój się obudzi, podrzucam wam listę 10 rzeczy, których nauczyły mnie początki macierzyństwa.
  1. Czyste włosy są luksusem, na który nie zawsze można sobie pozwolić.
  2. Wygrana w totolotka wydaje się bardziej prawdopodobna niż przespanie 8 godzin bez przerwy.
  3. To nic, że dziecko ma już 50 pluszowych misiów, bo zakup kolejnego i tak sprawia ogromną radość.
  4. Tak samo jest w przypadku słodkich bodziaków, bluzeczek i małych skarpetek – muszę je kupić, nawet jeśli wiem, że Okruszek założy je tylko raz.
  5. Bezzębny uśmiech wystarczy, żeby zmiękczyć moje serce – nawet o 4 rano.
  6. Wilgotne chusteczki do wycierania dupki świetnie nadają się do szybkiego sprzątania, łatwo też wypucować nimi buty.
  7. Odcięcie pępowiny to za mało, bo jakimś magicznym sposobem Ignacuś zawsze wie kiedy zrobię sobie kawę/ usiądę z książką/ odpalę laptopa/ włączę odcinek ulubionego serialu (czasami wystarczy, że któreś z powyższych tylko przemknie mi przez myśl) i natychmiast otwiera oczy. I nie ważne, czy spał 10 minut, czy dwie godziny.
  8. Gdzie tylko się ruszymy spotykamy rodziny z małymi dziećmi – spokojnymi i grzecznymi dziećmi, czego o swoim powiedzieć nie mogę. Ale nic to, bo tłumaczę sobie, że moje przynajmniej ma jakiś charakter.
  9. Człowiek nie wie czym jest prawdziwy strach dopóki nie czeka z dzieckiem przed gabinetem lekarskim na diagnozę.
  10. Pytania o sens istnienia nagle wydają się bez sensu, przecież odpowiedź jest bardzo prosta – żyje się po to, żeby kochać.

A Wy, drogie mamuśki, co dopisałybyście do listy?

11 komentarzy:

  1. Czas rzeczywiście pędzi jak szalony... Jeszcze nie tak dawno wymieniałyśmy się swoimi spostrzeżeniami z pierwszych tygodni macierzyństwa :) 1 i 6 punktem mnie rozbroiłaś :P 7 i 9 są za to niezwykle trafne :) Łatwo nie jest, ale te uśmiechy i świadomość, że dziecko jest szczęśliwe potrafią wszystko zrekompensować :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Wilgotne chusteczki nadają się do wszystkiego (najmniej jednak do wycierania dupki, tu wolimy bawełniane waciki namoczone letnią wodą :) )
    Co do kawy mam pewna teorię - te małe podstępne istoty budzą się, gdy tylko wyczują jej aromat. Bez wzgledu na to ile miesięcy mają

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetnie to ujęłaś, na mnie jeszcze przyjdzie pora żeby się z tym zmierzyć i przekonać się o tym na własnej skórze :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Punkt 8 moja siostra ma to samo - Michał, a teraz jeszcze Miłosz nie zaliczają się do spokojnych dzieci.Problemy z maluchami mam obecnie za sobą, ale im dzieci większe tym nie jest łatwiej - może z tym wyjątkiem, że ma się więcej czasu dla siebie. Panika, strach, opieka nad dziećmi to nie mija - rodzicem jest się już do końca swych dni :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ależ to szybko minęło! Nie do wiary, że to już pół roku. A Ignaś jaki uroczy młody mężczyzna :) Już nie mogę się doczekać, aż ja doznam tych wszystkich pięknych rzeczy; wiem, że nie będzie kolorowo :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Cudowne podsumowanie:) Jestem pewna, że każdego dnia będziesz mogła nadal dopisywać kolejne:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Zgadzam się z punktem 7. Chusteczki nawilżane są odkryciem każdego rodzica. Ja nimi sprzątam, wycieram buty, ręce, nawet tablet przecieram. Co do misiów i ubrań to u mnie dzisiaj jest właśnie tekst o wyprawkowym szaleństwie zakupowym:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Jeszcze nie jestem mamą, ale to wszystko co napisałaś, sprawiło że napłynęły mi do oczu łzy wzruszenia. Mam nadzieję, że w przyszłości również doświadczę cudu bycia mamą. :) Wszystkiego najcudowniejszego dla Ciebie i Ignasia. <3

    PS Ja tu zostaję na zawsze. Ot, masz nową fankę. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie to prawdziwe! Wszystko sprawdza się i u nas.

    P.S. 8 h to już odesłałam w zapomnienie, ale 6h się udaje ( po 14 mc).

    Mama 17mc Jasia ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ja odkryłam, że można normalnie funkcjonować nawet jeśli śpi się do 5 godzin w ciągu doby. Oczywiście z przerwami.

    OdpowiedzUsuń
  11. Haha przy nie których się uśmiałam :D Fajnie to określiłaś ;) Życzę więc wytrwałości- nawet o 4 rano lub gdy oczka Okruszka się otworzą ;)

    OdpowiedzUsuń