poniedziałek, 14 listopada 2016

Farbotkowy plecak, czyli świetna alternatywa dla mamy i malucha

Od pół roku użytkuję moją piękną torbę do wózka marki Farbotka, którą zachwycałam się w tym poście (klik). Nadal jestem z niej bardzo zadowolona i nie zamieniłabym jej na żadną inną, ale… No właśnie jest jedno „ale”, czyli rozmiar torby, który jest jednocześnie jej zaletą i wadą. I jak na wózku sprawdza się idealnie, mieści dosłownie wszystko i nie potrzebuję już żadnej innej torebki, to w wersji na ramię jest dla mnie zdecydowanie za duża. Jeśli dołożymy do tego dziecko i foteliko-nosidełko (często noszone osobno, bo Ignacek ledwie toleruje fotelik samochodowy), to ledwie jestem w stanie do wszystko udźwigać. Dlatego zamiast torby zaczęłam nosić plecak. I to był strzał w dziesiątkę!

Od pewnego czasu chodzę z synkiem dwa razy w tygodniu na rehabilitację, dlatego potrzebowałam czegoś, co pomieści wszystkie potrzebne mu rzeczy, a nie będzie dla mnie dodatkowym balastem. I pod tym pretekstem zamówiłam sobie, upatrzony od dawna plecak, oczywiście od Farbotki! Wymarzyłam sobie, żeby moja dorosła wersja plecaczka miała zawadiackie farbisiowe uszka, co dla dziewczyn z Fabrotki nie było żadnym problemem. Za spełnienie mojego kaprysu nie pobrały dodatkowej opłaty (miłe zaskoczenie, bo doświadczenia z innymi firmami mam różne), a pięknie zapakowana paczka przybyła do mnie w ekspresowym tempie.

To była miłość od pierwszego wejrzenia! Sama dobrałam sobie kolory i trochę obawiałam się końcowego efektu, ale ten szary melanż jest boski, a turkusowe uszko idealnie dopełnia całość. Taka wisienka na torcie. Ale dość już zachwytów, teraz konkrety. Plecak mieści format a4, choć wygląda dość niepozornie. Jest zgrabny, pojemny i przede wszystkim leciutki jak piórko, co przy noszeniu na rękach prawie 9 kg niemowlęcia jest ważne, bo nie dokładamy sobie niepotrzebnego obciążenia. W plecaczku bez problemu mieszczą się wilgotne chusteczki, kilka pieluszek na zmianę, dodatkowe ubranko, dwie bambusowe pieluszki, termos na butelkę z piciem, jakaś zabawka, portfel i telefon. To mój stały zestaw ćwiczeniowy, którego praktycznie nie wyjmuję ze środka. Ale zabrałam też plecak na zakupy, a nawet na Targi Książki do Krakowa i spisał się świetnie.

Plecak został wykonany z największą starannością i troską o detale. Pikowany materiał jest świetny, ponieważ bardzo łatwo utrzymać go w czystości. Przy zabrudzeniach wystarczy przetrzeć wilgotną szmatką i już! Parciane szelki swobodnie się reguluję, a ich dostosowanie zajmuje najwyżej minutę. Jest to operacja jednorazowa, bo ustawiona długość utrzymuje się bez problemów, paski nie ślizgają i nie trzeba ich regulować ponownie. Zewnętrzna kieszonka jest dość wąska, więc nie napakujemy do niej zbyt wiele, ale z drobiazgami jak chusteczki higieniczne, lusterko, krem do rąk i pomadka do ust nie ma żadnego problemu. Wewnątrz poza główną komorą mamy do dyspozycji dwie mniejsze kieszonki, jedna z nich zapinana jest na zamek. Jakby tych wszystkich zalet było mało plecak przychodzi pięknie zapakowany, a przy otwieraniu paczuszki aż wstrzymywałam dech z zachwytu. Niby drobiazg, a jednak uwielbiam pięknie opakowane przesyłki, bo czuję, że marka dba o zadowolenie swoich klientów.

Jeśli jeszcze nie znacie Farbotki i jej fantastycznych torebek, to szybciutko wpadajcie na stronę farbotka.pl, a na pewno znajdziecie coś idealnego dla siebie. Warto zaobserwować też farbotkowego fb i konto na instagramie, żeby być na bieżąco z wszystkimi nowościami i promocjami (a tych jest całkiem sporo). Ja już mam upatrzoną kolejną torebkę, tylko boję się o tym wspominać mężowi ;-) 

1 komentarz:

  1. Naprawdę można się zainspirować, dziękuję za namiar:) Całuję maluszka i życzę Mu dużo zdrówka :)

    OdpowiedzUsuń