poniedziałek, 21 listopada 2016

Czarno na białym, czyli najlepsze kontrastowe zabawki dla niemowląt

 
Popularność kontrastowych zabawek i książeczek nie jest związana z chwilową modą, ale rosnącą świadomością rodziców, którzy od początku pragną wspomagać rozwój swoich maluszków. Produkty tego typu stymulują zmysły i mają pozytywny wpływ na rozwój dzieci. W sieci i magazynach dla rodziców znajdziemy całe mnóstwo artykułów na ten temat, dlatego nie będę się powtarzać, ale od razu przejdę do konkretów. Zapraszam na przegląd kontrastowych zabawek i książeczek, którymi od pół roku bawimy się razem z Ignackiem, a ponieważ stawiam na polskie marki, to w moim zestawieniu znajdziecie tylko nasze rodzime produkty.


Zabawki od Hencz Toys to doskonały przykład na to, że dobre, polskie produkty dla dzieci nie muszą być kosmicznie drogie. Cena idzie w parze z dobrą jakością materiałów, starannym wykonaniem i ładnym wzornictwem, bo pluszaki kontrastowe od Hencz Toys to moim zdaniem najludniejsze zabawki tego typu dostępne na polskim rynku. Ale najważniejsze jest to, że ceny są na tyle przystępne, że każdy może sobie na nie pozwolić. My mamy w domu kontrastową piłeczkę (20,59 zł na stronie producenta) i Tymka (37,09 zł na stronie producenta), którego można nazwać główną gwiazdą Hencz Toys.


Pluszowe piłeczka z metkami jest fajna z kilku powodów. Przede wszystkim ma metki, które tak fascynują wszystkie maluchy. W sumie nie wiem co jest w nich takiego ciekawego, ale Ignacek jest nimi wyjątkowo zainteresowany. Piłka uszyta została z różnorodnych materiałów, w tym z tych, które szeleszczą, a jeszcze fajniejsze od metek są właśnie szeleściki. Grzechotka znajdująca się wewnątrz wydaje ładne dźwięki i reaguje już przy lekkim potrząsaniu. Długi sznureczek umożliwia zawieszenie piłeczki w dowolnym miejscu, tylko najpierw trzeba sobie zorganizować kółeczko ułatwiające zaczepienie zabawki np. na wózku. I właśnie brak tego kółeczka jest jedynym minusem, bo moim zdaniem powinno być w zestawie.

Natomiast Tymek, czyli przedziwna hybryda zebry i żyrafy, jest śliczny. To chyba najładniejsza kontrastowa zabawka jaką widziałam. Nie wiem co w nim jest takiego, ale złapał mnie za serce już od pierwszego wejrzenia. Tymek wykonany został z przyjemnego w dotyku materiału, z którego nie wychodzą żadne kłaczki i nic się z nim nie dzieje po praniu. Metki, z których zrobiona została grzywa to oczywiście hit, jedną już nawet udało się Ignackowi wyrwać. Pluszak również grzechocze, co jest tylko dodatkową atrakcją, a jego śliczna, uśmiechnięta mordka natychmiast poprawia humor. Szkoda tylko, że oczko i uśmiech wyhaftowane zostały po jednej stronie zabawki. Naprawdę nie potrafię zrozumieć dlaczego druga strona Tymka jest gładka, osobiście mogłabym już nawet dopłacić te kilka złotych byleby pluszak był kompletny, a przez to wyglądał jak, no może nie jak człowiek, ale jak pełnowartościowa żyrafa, albo zebra (zależy jaką wersję zwierzątka przyjmiemy). 


Obie zabawki są na tyle duże, że moje dziecko zaczęło się nimi bawić dopiero kiedy skończyło pięć miesięcy i zaczęło pewnie chwytać oraz manipulować przedmiotami. Wcześniej piłka dyndała mu na wózku, ale nie wzbudzała większego zainteresowania, natomiast teraz chętnie wyciąga rączki do pluszaków, ciągnie metki, obraca nimi na wszystkie strony i potrząsa, żeby usłyszeć dźwięk grzechotki. Jak już wspominałam jakość zabawek idzie w parze z ceną, dlatego myślę, że warto je kupić. Ostatnio firma Hencz Toys wprowadziła do swojej oferty kilka nowości, więc jestem pewna, że każdy znajdzie coś fajnego i odpowiedniego dla swojego malucha.

Mr B od Lullalove jest już kultowy i zaglądając do internetu można odnieść wrażenie, że wszyscy go mają. Sukces dziewczyn z Lullalove ani trochę mnie nie dziwi, za to cieszy bardzo, bo to firma niemal z mojego podwórka. Fajnie wiedzieć, że tuż obok są tak kreatywne, pracowite i fantastyczne mamusie, które tworzą coś fajnego, a przy tym dbają o najwyższą jakość materiałów i z sercem podchodzą do swojej pracy. Ale wracając do misia, ja postawiłam na miniaturową wersję Mr B w formie grzechotki. Tak jak w przypadku innych zabawek z tej serii pluszak ma za zadanie nie tylko służyć dziecięcej rozrywce, ale również stymulować zmysł wzroku, dotyku i słuchu maluszków już od pierwszych dni życia.


Dodatkową jego zaletą jest rozmiar. Bebok, bo takie swojskie imię nosi w naszym domu, jest lekki, a swoim rozmiarem idealnie pasuje do małych rączek Ignasia, dzięki temu synek może nim swobodnie manipulować. Myślę, że nawet całkiem malutkie dzieci, które jeszcze dobrze nie chwytają poradzą sobie z trzymaniem Mr B. Grzechotka ukryta wewnątrz wydaje przyjemne dla ucha dźwięki, a długie uszy, które docelowo mają służyć do przywiązywania zabawki, nadają się idealnie do gryzienia, memlania i ciągnięcia we wszystkie strony. Bebok to nasz przyjaciel podróżny, czyli miś, którego zawsze zabieramy ze sobą wychodząc z domu na dłużej. I znów rozmiar okazuje się ogromną zaletą zabawki, bo bez problemu mieści się do każdej torby czy nawet kieszeni, więc zawsze jest pod ręką. I tak czas na zakupach albo w kolejkach u lekarzy szybciej mija kiedy jest z nami pachnący domem Beboczek, którego Ignacek zna i bardzo lubi.


Cena zabawki do najniższych nie należy, bo 45 zł to całkiem sporo za tak małego pluszaczka, ale jakość wykonania i dbałość o szczegóły widać gołym okiem. Co prawda naszego Beboka udało mi się wygrać w konkursie, ale gdybym miała go kupić, to myślę, że nie żałowałabym wydanych pieniędzy.


Początkowo myślałam, że z tymi kartami kontrastowymi to jakaś ściema. Jaki sens może mieć pokazywanie noworodkowi czarno-białych karteczek? Albo inaczej, wiedziałam, że pokazywanie noworodkowi kontrastów ma sens i jest ważne, ale wątpiłam, że Okruszek będzie zwracał na nie uwagę. Ale jako Matka Polka Czytająca zaopatrzyłam się w komplet kart kontrastowych CzuCzu 0+ mies., a drugie, te od trzeciego miesiąca życia Ignacek dostał w prezencie od cioci Małgosi. Kiedy tylko synek wyszedł z etapu robaczkowego i zaczął zwracać uwagę na to co dzieje się wokół niego, zaczęliśmy pokazywać mu karty przeznaczone dla maluszków od mniej więcej czwartego tygodnia życia i okazało się, że Ignacy wyjątkowo chętnie je ogląda! I tak jest do tej pory. Mały lubi bawić się kartami, z zainteresowaniem przygląda się obrazkom i słucha moich króciuteńkich historyjek z nimi związanych. 


Oba zestawy kart kontrastowych CzuCzu składają się z dziesięciu dwustronnych, tekturowych kart połączonych sznureczkiem. Po jednej stronie karty znajduje się biała ilustracja na czarnym tle, natomiast z drugiej mamy ten samy rysunek w odwróconych kolorach, czyli czarna grafika na białym tle. Na każdym obrazku znajduje się żółty lub czerwony element. W wersji 0+ mies. obrazki są bardzo proste, nie zawierają zbędnych czy skomplikowanych szczegółów. Z kolei ilustracje na kartach 3+ mies. są już troszkę trudniejsze, o bardziej nieregularnych kształtach, choć nadal ich główną zaletą jest prostota.

Ilość kart w zestawie jest optymalna i doskonale dostosowana do możliwości maluszków. Oglądanie obrazków zajmuje mi i Ignackowi zaledwie kilka minut, w tym czasie opowiadam mu co przedstawiają i wymyślam króciutkie historyjki, a nawet śpiewam fragmenty piosenek i przez cały ten czas udaje mi się utrzymać jego ciągłe zainteresowanie. Czasami ten samy rytuał powtarzamy nawet trzy razy dziennie, bo już sam widok kart wywołuje szeroki uśmiech na twarzy synka. Pomysł ze sznureczkiem okazał się strzałem w dziesiątkę, bo dzięki luźnemu łączniu łatwo je obracać, przekładać, a nawet zawiesić na łóżeczku. Teraz kiedy Mały skończył już pół roczku najczęściej rozwiązuje sznureczek, pozwalam mu trzymać w rączkach i bawić się tą kartą, którą akurat oglądamy. Rogi kart są zaokrąglone, więc Ignacy może nimi bezpiecznie manipulować. Jedynym minusem jest według mnie grubość kart. Moim zdaniem tekturka mogłaby być minimalnie grubsza, bo muszę ratować je przed śliniącym się maluchem, który każdą rzecz od razu pakuje do buzi. Obawiam się, że karty nie przetrwają nieco dłuższego memlania, a fajnie byłby je jednak odłożyć dla ewentualnego rodzeństwa. Cena kart jest znośna, czyli 19,90 zł za komplet, ale na czytam.pl można je kupić za niecałe 14 zł.

Zaopatrzyłam synka również w komplet książeczek kontrastowych z wydawnictwa Wilga. Box z czterema tomikami nie był drogi, a moją uwagę przykuła różnorodność tematyki. W skład serii Biblioteka szczęśliwego dziecka wchodzą tytuły: „Zwierzęta i zwierzątka”, „Świat wokół nas”, „Świat dzidziusia”, „Nasze buzie”. Książeczki przeznaczone są dla dzieci od 6 miesiąca życia, ale tomiki o świecie maluszka i buziach są jeszcze zbyt skomplikowane dla półrocznego dziecka. Na Ignacku nie robią żadnego wrażenia i szybko go nudzą, ale myślę, że za jakieś trzy miesiące będzie je przeglądał równie chętnie jak pozostałe dwie kartonówki.


Ignacy najbardziej lubi książeczkę o zwierzątkach, bo śmieszy go, kiedy próbuję naśladować zwierzaki na obrazkach i wydaje zabawne dźwięki. Wiadomo jak robi kotek, piesek, czy sowa, ale rybka i króliczek to już wyzwanie. Również „Świat wokół nas” ogląda chętnie, dotyka obrazków, ale największą frajdę sprawia mu ślinienie i obgryzanie kartnówek. Bo przecież wszystkiego w życiu trzeba spróbować.

Również w tym przypadku ilustracje są proste i zawierają tylko niezbędne szczegóły. Obrazki utrzymane są w czarno-białej tonacji z dodatkiem tylko jednego koloru. Dziesięć stron książeczki to ilość idealna dla możliwości maluszków. Na szczęście wydawca nie przekombinował i stworzył spójną i sensowną całość. Cena za komplet w księgarni czytam.pl to jedyne 17,63 zł. Można też kupić pojedyncze tomiki za niecałe 6 zł. Moim zdaniem nie ma się co zastanawiać tylko brać :)

Kontrastowe zabawki i książeczki są super, ale to, które wzbierzecie dla swoich maluchów nie jest najwalniejsze. Bo tak na dobrą sprawę czarno-białe ilustracje można stworzyć samemu, a pluszowa panda również spełni swoją kontrastową rolę. Do prawidłowego rozwoju dziecka nie potrzeba drogich i markowych przedmiotów, które zajmą całą przestrzeń dziecięcego pokoju i będą wisiały nad kołyską czy wózkiem, ale przede wszystkim rodziców. Bo w całym tym kontrastowym szaleństwie chodzi również, a może przede wszystkim, o wspólne spędzanie czasu, o budowanie więzi z maluchem i zapewnianie mu poczucia bliskości.

4 komentarze:

  1. Widzę, że WASZ zestaw kontrastowy jest spory, właśnie ostatnio myślałam, aby zamieścić post na temat książeczek, które posiadam, ponieważ uważam, że są one właśnie rewelacyjne, a dlaczego ? proste ! widziałam zachowanie własnego syna.
    Pozdrawiam :)
    Mi się podoba, że coraz częściej rodzice są świadomi tego co mamy i z czego możemy korzystać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisz post, chętnie poczytam o Waszych książeczkach :) Mój Mały ogólnie lubi przeglądać rożne bajeczki, ale zaczynaliśmy od kontrastów :) Teraz już jedziemy konkretnie z różnymi kartonówkami :)

      Usuń
  2. Świetne są te kontrastowe zabawki. Koniecznie muszę kupić kilka dla Antka, zwłaszcza te karty i książeczki. Mr B też nam się marzy :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nam też kontrastowe zabawki przypadły do gustu. Zaopatrzyliśmy się w sklepie www.okiemmaluszka.pl Jula nie może przestać się w nie wpatrywać :)

    OdpowiedzUsuń