czwartek, 6 października 2016

Szykujemy się do snu, czyli zaśnij ze mną książeczko


Nie ma słodszego widoku na świecie niż śpiące dziecko. Zresztą na moment kiedy nasz uroczy maluch zaśnie czeka chyba każdy rodzic. I nareszcie można zrobić coś szalonego – wyprasować pranie, podgotować obiad na jutro, wypić ciepłą (!) herbatę, albo choć przez przez chwilę pogapić się w ciszy w sufit. Bo wcześniej wiadomo – zabawy, wygłupy, marudzenie, jeść, pić, siku, czyli zwykła codzienność. Chociaż z tym spaniem nie jest znowu taka prosta sprawa. Znacie to? Oczka chcą spać, ale rączki jeszcze machają, nóżki kopią, a dupka wierzga, co prędzej czy później prowadzi do płaczu. Iganacek jest jeszcze mały, więc w przypadku wieczornego marudzenia wystarczy polulać go na rękach i pośpiewać kołysanki (choć czasem trwa to ponad godzinę). A ja tak sobie marzę, że jak już będzie większy jednym z naszych wieczornych rytuałów będzie wspólne czytanie. Najlepiej takiej książeczki, która sama szykuje się do snu.

„Zaśnij ze mną” to urocza, niebieska książeczka, którą musimy ułożyć do snu. I to dosłownie! Zaskoczeni? Ja też byłam, a po chwili kiedy pozbierałam już szczękę z podłogi zachwyciłam się prostotą tego pomysłu. Bajeczkę możemy czytać już z najmniejszymi dziećmi. Prosty tekst nie sprawi maluszkom żadnych problemów, a spokojne, minimalistyczne ilustracje pomogą wyciszyć się przed snem. Bo książeczka jest już zmęczona i właśnie szykuje się do snu. Mała różowa myszka, zawsze obecna na jednej stronie kartnówki, czuwa nad tym, żeby usypianie przebiegało bez problemów. Myszka angażuje czytelników do pomocy poprzez zadawanie prostych pytań i wydawanie krótkich poleceń. Czy książeczka umyła już ząbki? Czy się wysiusiała? To świetnie. Teraz trzeba jeszcze opowiedzieć jej bajkę, okryć kocykiem, utulić, pocałować, zgasić światło i… już zasnęła. 

Fantastyczny pomysł, prawda? Już nie mogę się doczekać kiedy włączymy „Zaśnij ze mną” do naszych wieczornych rytuałów. Jestem pewna, że układanie książeczki do snu sprawi Ignasiowi (i wszystkim małym czytelnikom) ogromną frajdę, a także pomoże przygotować się do wieczornego zasypiania. W końcu niebieska książeczka już śpi, więc trzeba być naprawdę cichutko, powtórzyć wszystkie elementy z bajeczki, przytulić się do podusi, poczekać na całusa od mamy i słodko zasnąć. Takiego bezproblemowego zasypania sobie i wam życzę. 
 
♥♥♥
Cedric Romadier, Zaśnij ze mną (tyt. oryg. Le livre qui dort), il. Vincent Bourgeau, wyd. Babaryba, Warszawa 2016.

6 komentarzy:

  1. Uwielbiam takie ,,proste" książeczki, właśnie dla tych najmłodszych :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  2. Ojej, jaki cudny pomysł na książeczkę! Nie słyszałam o niej, ale jej idea wydaje mi się zachwycająca :)

    PS. Mam tak samo jak Ty - z ulgą witam chwilę, w której Zośka po dniu szaleństw nareszcie zasypia ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książeczka jest fantastyczna :D Widok śpiącego dziecka naprawdę raduje serce :) I ta świadomość, że przez kilka godzin nic nie będzie od mamy chciało :D:D:D

      Usuń
  3. Marta, nawet Tymek jest zachwycony tą książeczką. Usypia ją, choć czasem też specjalnie budzi, żeby móc ponownie pousypiać hihi ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę sobie zapisać, bo za kilka miesięcy na pewno się przyda :)

    OdpowiedzUsuń