środa, 26 października 2016

Pamięć, samotność i śmierć, czyli "Ślady" Jakuba Małeckiego


Na kolejną książkę Jakuba Małeckiego czekali chyba wszyscy, których poruszył „Dygot”. To było coś! Z pewnością jedna z najważniejszych książek ubiegłego roku, historia, która mimo upływu czasu nadal siedzi w człowieku, powraca w najmniej oczekiwanych momentach i powoduje drżenie serca. Dlatego na najnowsze „Ślady” rzuciłam się łapczywie i z wielką nadzieją. I wiecie co? Małecki potwierdził swoją klasę, choć do poziomu „Dygotu” nie udało mu się doskoczyć.

„Ślady” to zbiór dziewiętnastu opowiadań, dziewiętnastu rożnych historii, które łączą się ze sobą cieniuteńkimi jak babie lato niteczkami. Wszyscy bohaterowie są ze sobą w pewien sposób powiązani, może nawet zupełnie nieświadomie mają wpływ na swoje historie. I tak z każdym kolejnym opowiadaniem odnajdujemy ślady poprzednich bohaterów. Kim są, a raczej byli? Co zapamiętaliśmy z ich życia? Czy potrafimy umiejscowić postać w konkretnym miejscu i czasie? Zinterpretować powiązania? A nadążanie za wszystkim wcale nie jest takie proste, bo Małecki celowo zaburza chronologię, jakby zrzucał na czytelnika odpowiedzialność za pamięć. Bo co zostanie z bohaterów, kiedy o nich zapomnimy? Znikną ostatecznie? Czy jednak pozostawią po sobie ledwie widoczne ślady? Jakąś zadrę w sercu? Niewytłumaczalny ból?

Jakub Małecki z ogromną wrażliwością i subtelnością opowiada o życiu zwykłych ludzi. Co prawda dostrzega prawdziwe indywidualności, postaci oryginalne i oderwane od rzeczywistości, ale ich los jest jeszcze trudniejszy, a historie bardziej dramatyczne. Właściwie we wszystkich miniaturach nie dzieje się nic szczególnego. Szare życie i powolne umieranie. Pogmatwane życiorysy, smutni ludzie szukający swojego miejsca w świecie. Kochają, nienawidzą, walczą o dzień dzisiejszy i o przyszłość. Niektórzy miotają się bardziej, inni znoszą swój los z cichą rezygnacją. 

Dziewiętnaście opowiadań, opowiadań melancholijnych, czasami zaskakujących, niepojętych, innym razem zwykłych i nudnawych, tworzy razem całość, która nawet mogłaby być powieścią. I choć doceniam pomysł Małeckiego, jego literacki warsztat, a przede wszystkim refleksyjny ton jego twórczości, po zamknięciu okładki po raz kolejny uznałam, że jednak nie przepadam za opowiadaniami. Co prawda te autora „Dygotu” są naprawdę dobre, ale krótka forma jest w tym przypadku ograniczeniem. Niektóre wątki aż proszą się o rozwinięcie, innych w ogóle mogłoby nie być. Tym samym lektura pozostawia po sobie niedosyt, a czytelnik ma wrażenie, że czegoś tu jednak zabrakło (to nie tylko moje zdanie, ale też dwóch moich koleżanek). 

Ryszard Kapuściński pisał w „Hebanie”: „(...) jak można to pojąć - «masowo umierać»? Człowiek zawsze umiera sam, moment umierania to najbardziej samotny moment jego życia.” Jakub Małecki swoimi „Śladami” udowodnił, że można równie samotnie żyć, co umierać. Smutna to proza. Smuta, piękna i zdecydowanie warta przeczytania. 

♥♥♥
Jakub Małecki, Dygot, wyd. Sine Qua Non, Kraków 2016.

4 komentarze:

  1. Czytałam i byłam pod wrażeniem tego, w jaki sposób autor porusza kwestie samotności i śmieci. Jednak zgadzam się co do tego, że czasami można było wołać o więcej ;) (ale to pewnie wynika też z mojej ogólnej niechęci do opowiadań, które są zbyt krótkie!) :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeszcze nie znam autora, ale jeśli mam poznać, to obie pozycje. Razem z opowiadaniami. Mam do nich słabość:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Coraz bardziej ciągnie mnie ku twórczości tego autora. :)

    OdpowiedzUsuń