piątek, 28 października 2016

Książkowy dzień targowy, czyli czwartek na 20. Targach Książki w Krakowie – fotorelacja


Krakowskie Targi Książki dopiero nabierają rozpędu, w końcu prawdziwe oblężenie pisarzy, zaproszonych gości i oczywiście czytelników wszelakiej maści nastąpi w sobotę i w niedzielę, ale dla mnie impreza dobiegła końca wczoraj, po zaledwie pierwszym dniu targowym. Nie będę udawać, że jest inaczej, naprawdę uwielbiam tę atmosferę, zakupową gorączkę i rozpierający mnie entuzjazm na widok tych wszystkich tomików, tomów i tomisk (♥♥♥), i nawet nadmiar ludzi nie stanowi dla mnie problemu.

Po raz pierwszy w życiu wybrałam się na Targi w czwartek. Łowienie autografów nie jest już dla mnie taką atrakcją jak kiedyś, zresztą dedykacje tych najukochańszych pisarzy już mam (koleżanka obiecała, że w sobotę zdobędzie dla mnie dedykację Szczepana Twardocha w moim „Drachu”, więc już pełnia szczęścia), a kolejne podpisy nie są mi potrzebne, dlatego uznałam, że oszczędzę sobie tego ścisku i przepychania się między stoiskami. Poza tym o opiekę nad dzieckiem w tygodniu łatwiej, tak więc matka zostawiła Ignacka z babcią i dziadkiem, a sama ruszyła na łowy.

Skład targowej ekipy nie różnił się wiele od lat poprzednich, czyli popędziłam wydawać pieniądze razem z moimi przyjaciółkami – Ewcią i Gosią. W tym roku dołączyła do nas moja czternastoletnia siostra, która od niedawna zaczęła obsesyjnie czytać, więc z radością i dumą zabrałam ją ze sobą na wagary do Krakowa (olać kartkówkę z fizyki i matematyki). Na miejsce dotarłyśmy tuż przed południem i już na wstępie zaskoczyły nas luzy przy wejściu i kasach. Jednak środek tygodnia robi swoje i choć ludzi było bardzo dużo, to jednak między stoiskami był względny luz, można było swobodnie stanąć przy ladach, pooglądać wszystkie te cuda, porozmawiać z paniami i panami na stoiskach. I to wszystko bez nerwów, bez poczucia, że ktoś stoi mi na plecach, bez przepychanek i towarzyszących im niesmaków. Krótko mówiąc warunki idealne. Coś mi się wydaje, że te czwartkowe targi wejdą mi w nawyk. A teraz zapraszam na krótką fotorelację. 
 









Ola i Ewa, czyli najlepsze koleżanki :)













Harry Potter był wszędzie! A siostra chętnie pozowała do zdjęć :)






Jak widać uśmiechy nie schodziły nam z twarzy - na zdjęciu Gosia i Ola
 
Jak wiadomo najpopularniejszych pisarzy można spotkać w weekend, ale w czwartek popędziłam do jedynego i niezastąpionego ojca Leona Knabita. To już moja targowa tradycja, że muszę go odwiedzić i zamienić choć kilka słów.
 


A to nasze targowe zdobycze!!! Pierwszy z lewej to stosik mojej siostry, ale pomagałam wybierać :)


Kupiłam sobie 7 książek, chciałam jeszcze trzy inne, ale już brakło mi funduszy, bo większość pieniędzy wydałam na książeczki dla synka. A to i tak nie wszystko co chciałam mu kupić. Z bólem serca odpuściłam te tomiki, które musiałyby czekać na niego kilka lat, ale nic to, bo już pododawałam różności do schowka mojej ulubionej księgarni internetowej, więc prędzej czy później będziemy je mieć. W ogóle stoiska z książkami dla dzieci były chyba najpiękniejsze i tak kusiły, że trudno było z nich odchodzić z pustymi rękami.
 



Oczywiście nazbierałam całe stosy zakładek, pięknych zakładek, choć nie wiem po co mi ich aż tyle, skoro i tak nie mam szans ich wykorzystać, ale tak już jest, że na miejscu tracę nad sobą kontrolę i zbieram wszystko jak leci. No nic, będę się nimi dzielić z potrzebującymi ;-)


Podsumowując było fantastycznie! Razem z siostrą wróciłyśmy do domu wykończone, ale z ogromniastymi uśmiechami. W drodze powrotnej Ola kilka razy powtórzyła mi jaka jest szczęśliwa. No przecież ja to wiem i doskonale ją rozumiem. A przy okazji cieszę się, że miałam dla siebie kilka beztroskich godzin. Do zobaczenia za rok!

8 komentarzy:

  1. Świetna relacja i jak bardzo zazdroszczę książeczek dla małego! Muszę zacząć już kolekcjonować biblioteczkę dla Antka :D Zawsze żałuję, że się na targi nie wybrałam, ale nie mam z kim, a poza tym takie skupiska i tłumy ludzi nie działają na mnie dobrze; ale może kiedyś, kiedyś w końcu się na nie wybiorę :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pomysł żeby się wybrać w czwartek to był strzał w dziesiątkę :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Cudne zdjęcia! Zazdroszczę wyprawy na Targi, na krakowskich jeszcze nigdy nie byłam. Na majowe, warszawskie Targi zawsze wybieram się w czwartek lub piątek, kiedy jest spokojniej, a później jeszcze raz, zazwyczaj w sobotę :) Książki dla dzieci kuszą okrutnie, zawsze mam problem co wybrać dla mojego 3-letniego siostrzeńca :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jakie cudeńka... Zaintrygowały mnie szczególnie tytuły dziecięce. :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No jasne, wiedziałam, że znajdę tu Stasiuka :) Mój też do mnie idzie. Na razie miałam tylko chwilę, by przejrzeć zdjęcia, później poczytam.

    PS. "Czarne" doszło. Dziękuję ;*

    OdpowiedzUsuń
  6. Hmm... Zastanawia mnie to chude wydanie "Księgi Snów". Zdradzisz coś więcej? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To notesik, który na Targach rozdawali do zakupów :) Siostra chyba wpadła w oko Panu na stosiku, bo dał jej aż dwa :)

      Usuń