sobota, 15 października 2016

Bądź wola Twoja, czyli miłość silniejsza niż śmierć - „Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć”, Simone Troisi i Cristiana Paccini


Pierwszy raz od bardzo dawna nie wiem od czego zacząć. Uleciały mi z głowy standardowe formułki, boję się pustych frazesów i zbyt nadętych zdań. Dlatego zacznę najprościej - przeczytałam książkę. Też mi nowina, prawda? Ale przeczytałam najtrudniejszą i najbardziej poruszającą książkę w tym roku. Książkę, która głęboko mnie dotknęła i w pewnym stopniu odcisnęła swoje piętno. Przeraźliwie smutną i radosną jednocześnie. Poznałam historię dziewczyny, młodszej ode mnie, która pięknie żyła i pięknie umierała. Nie traciła pogody ducha, kochała ze wszystkich sił, a przede wszystkim zaufała Bogu i wierzyła, że w tym wszystkim jest jakiś głębszy sens.

Związek Chiary i Enrica od początku był burzliwy. Młodzi regularnie kłócili się i godzili, rozstawali i znów schodzili. Ale na prawdziwą miłość nie ma lekarstwa i wszystko w końcu musiało skończyć się ślubem. Niedługo później dziewczyna zaszła w ciążę. Oboje oszaleli z radości. Ale na jednym z rutynowych badań okazało się, że nie wszystko jest tak, jak być powinno. Bezmózgowie – diagnoza nie pozostawiała żadnych wątpliwości, że Maria Grazia Letizia umrze zaraz po urodzeniu. Oczywiście w takich przypadkach proponuje się aborcję, ale Chiara i Enrico natychmiast odrzucili taką ewentualność. Postanowili przyjąć to dziecko jako dar, kochać z całego serca, pozwolić mu godnie przyjść na świat i godnie z niego odejść.

Spokój młodych małżonków był dla wszystkich szokiem. Bez histerii i rozdzierania szat zaopiekowali się swoim dzieckiem najlepiej jak potrafili. Nieszczęście? Przypadek? Złośliwość losu? Podobną sytuację różnie można interpretować. Chiara i Enrico od początku widzieli w chorobie Marii boski zamysł, którego może nie rozumieją, ale wierzą, że nic nie dzieje się przypadkowo. Również wiadomość o chorobie drugiego dziecka małżonkowie przyjęli zaskakująco spokojnie. Przypadek Davide Giovanniego okazał się tak rzadki, że jego choroba nie ma nawet nazwy. I znów powtórzyła się ta sama procedura co w przypadku córeczki Chiary, ale ona ponownie postanowiła donosić i urodzić dziecko, z góry skazane na śmierć.

Przy trzeciej ciąży niektórzy pukali się po głowie. Po co tak ryzykować? Po co próbować po raz kolejny? Ale Francesco rósł pod matczynym sercem zdrowy i silny. I kiedy wydawało się, że życie Chiary i Enrica będzie nareszcie zwyczajne i spokojne okazało się, że Chiara jest chora. Poważnie chora. Raka zdiagnozowano, kiedy była w piątym miesiącu ciąży. Na przekór poradom lekarzy dziewczyna odciągała terapię na później, byle dłużej, byle nic nie zagrażało zdrowiu jej synka. Udało się, Francesco urodził się zdrowy, silny i piękny. Ale zamiast cieszyć się urokami macierzyństwa Chiara musiała podjąć kolejną walkę – tym razem o siebie.

Od początku wiadomo jak kończy się historia Chiary. Trudno ogarnąć ogrom nieszczęść, który spadł na nią i jej męża. A najbardziej zaskakujący w tym wszystkim jest spokój Chiary i Enrca. Ich niczym niezachwiana wiara w Boga. A przecież mieli przynajmniej kilka powodów, żeby się obrazić, odwrócić głowę w drugą stronę i mieć do Stwórcy szereg pretensji. Ale oni, a w szczególności Chiara, zaufali Jezusowi. Tylko tyle i aż tyle. O tym wszystkim w tomiku „Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć” opowiadają przyjaciele młodych małżonków, którzy cały czas byli obok, dzielili z nimi radości i smutki. Pocieszali, wspierali, a także byli świadkami niesamowitej wewnętrznej siły Chiary.

Historia Chiary przeorała mnie emocjonalnie. Może gdybym sama nie była młodą żoną i świeżo upieczoną matką, to podeszłabym do opowieści o życiu i śmierci młodej Włoszki bez emocji. Chociaż nie, tej książki nie da się czytać na chłodno, bez smutku i dotkliwego poczucia niesprawiedliwości. Trudno nawet stawiać się w sytuacji Chiary, jakby podobne myśli mogły przyciągnąć nieszczęście, bo co ja zrobiłabym na jej miejscu? Z pełnym przekonaniem muszę przyznać, że to samo. Co innego może zrobić matka? W końcu właściwą odpowiedź dyktuje serce. Chyba tylko nie potrafiłabym tak spokojnie i pięknie umierać. Jest w codziennej modlitwie „Ojcze nasz” jeden fragment, trzy słowa, których ciężar odczułam też na własnych barkach (choć w zupełnie innej sytuacji), czyli: „Bądź wola Twoja”. Twoja, nie moja. I o tym tak w skrócie jest ta książka. Wstrząsająca, ale przede wszystkim piękna i ciepła opowieść o wielkiej miłości i bezgranicznym zaufaniu. Jestem pewna, że za kilka, może kilkanaście lat Chiara zostanie ogłoszona świętą. Zasłużyła na to całym swoim życiem, bo przecież przyszliśmy na ten świat, by nigdy już nie umrzeć.

♥♥♥
Simone Troisi, Cristiana Paccini, Przyszliśmy na świat, by nigdy już nie umrzeć (tyt. oryg. Siamo nati e non moriremo mai più. Storia di Chiara Corbella Petrillo) tłum. Barbara Durbajło, Anna T. Kowalewska, wyd. PROMIC, Warszawa 2016.

1 komentarz:

  1. Serce się zmienia, kiedy staje się sercem matki, dziś książka bardziej porusza, film wywołuje więcej łez, a i zmienia się podejście do ludzi.
    Książka rzeczywiście musi być interesująca.

    OdpowiedzUsuń